fot. twitter/Stanisław Srokowski

[TYLKO U NAS] S. Srokowski: Nie można czekać ze sprawiedliwością ws. Wołynia

Ja myślę, że tutaj są po prostu ludzie złej woli, którzy chcą zabić, zniszczyć, stłamsić prawdę w zarodku. (…) Kiedy ukazała się moja książka, był lament: „A po co pokazywać? Niech to jeszcze poczeka”. Nie można czekać ze sprawiedliwością – powiedział na antenie Radia Maryja w audycji „Aktualności dnia” polski pisarz Stanisław Srokowski (na podstawie tekstów poety napisany został scenariusz do filmu „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego) w kontekście pomnika upamiętniającego rzeź wołyńską.

W Toruniu ma stanąć pomnik upamiętniający rzeź wołyńską autorstwa Andrzeja Pityńskiego. Stanisław Srokowski, nawiązując do kontrowersyjnych komentarzy w tej sprawie, powiedział, że „podstawowym problemem jest tutaj atakowanie prawdy”.

– Akurat na ten temat mam dość sporą wiedzę, bo kiedy miałem 8 lat (…) byłem świadkiem tych mordów, które trzeba nazwać jednoznacznie jako ludobójstwo, a więc dzieci wbijane na sztachety, dzieci przybijane gwoździami do drzwi, drzewa czy do czegokolwiek innego – to wtedy niestety było tragicznym posiewem tej straszliwej ideologii ukraińskiego nazizmu. Ja to nazywam nazizmem, bo oni się wzorowali trochę na Hitlerze i w tej chwili mamy taki problem, jak sobie poradzić z tą straszliwą prawdą, która przez ponad siedemdziesiąt lat była ukrywana, albo zamiatana pod dywan – mówił poeta.

Pisarz zaznaczył, że „przez siedemdziesiąt lat właściwie nie mogliśmy się doczekać jakiegoś wielkiego, świetnego artystycznie, dobrze przygotowanego pomnika, który by wyrażał tamtą tragedię. Jest sporo różnych takich pomników, tablic pamiątkowych, a nie było takiego – powiedziałbym – monumentalnego dzieła”.

– I oto w tej chwili mamy monumentalne dzieło. Znakomity i – w moim przekonaniu – świetnie przygotowany artystycznie. Myślę, że ci, którzy go atakują, to nie robią tego dlatego, że to jest – jak powiadają – kicz czy nieudana rzeźba, tylko atakują dlatego, że chcą znowu zablokować dostęp do prawdy – wskazał publicysta.

Jeżeli przyjrzymy się historii ludzkości, to zawsze był problem z wielkimi dziełami sztuki. Zawsze, jak gdyby one przekraczały swoją epokę i wyznaczały jakąś taką dalszą perspektywę. (…) Stawiamy sobie pytanie, jak przedstawić obraz tragiczny, obraz palenia, mordowania, odcinania głów, jak sztuka ma sobie z tym poradzić, jeżeli ma być sztuką realistyczną i w miarę wielką? Musi sobie poradzić tak, jak do tej pory sobie radziła sztuka w ogóle światowa – powiedział Stanisław Srokowski.

– Sztuka musi się zmierzyć ze śmiercią, z przerażeniem, bólem, cierpieniem. Sztuka musi pokazać i nas jak gdyby uczulić na to, że w świecie jest coś strasznego. Musimy być przygotowani na otwieranie tych strasznych scen, żeby się one nigdy nie powtórzyły. Jak ma człowiek, ludzkość, naród być przygotowany, wrażliwy, uczulony na zgrozę, na nieszczęście? Trzeba mu to pokazać – podkreślił.

– Ja myślę, że tutaj są po prostu ludzie złej woli, którzy chcą zabić, zniszczyć, stłamsić prawdę w zarodku. To nie jest pierwszy przypadek. Ja już od lat zajmuję się problematyką kresową, napisałem sporo książek na ten temat i zawsze, kiedy tylko ukazała się moja książka, był lament „A po co pokazywać? Po co drażnić? Po co rozdzierać rany? Niech to jeszcze poczeka”. Nie można czekać ze sprawiedliwością – dodał.

Pisarz podziękował również „za ideę powołania tego pomnika do życia, bo on może czynić tylko dobro, nie czyni żadnego zła. Ludzie, którzy będą na niego patrzeć, to będą ludzie, którzy będą mówili sobie: >>Boże, nigdy więcej. Zdarzyło się coś strasznego, nie chcemy, żeby się to powtórzyło<<”.

– Natomiast druga strona – ratowanie Polaków przez Ukraińców to jest bardzo piękny akt miłości dziejowej. Mówię z całą świadomością – było bardzo dużo Ukraińców, którzy ratowali Polaków. Wielu z nich zostało zamordowanych przez swoich, właśnie dlatego, że wykazali się chrześcijańską miłością i braterskim aktem dobrego uczynku – wskazał Stanisław Srokowski.

Krytyk literacki podkreślił, że „frazeologia kłamstwa i obłudy jest porażająca. Ja sam i reżyser filmu „Wołyń” przeszliśmy też przez swoiste małe piekło, kiedy to dzieło powstawało”.

– Proszę sobie wyobrazić, bo już chyba nie pamiętamy tego czasu, kiedy zanim jeszcze powstał film „Wołyń” to na moją głowę i Wojciecha Smarzowskiego lały się pomyje, brudy, zarzucano nam, że siejemy nienawiść, że budzimy niechęć, że dzielimy Polaków i Ukraińców – to wszystko to jest frazeologia kłamstwa, straszliwej obłudy, która ma na celu zablokowanie, zniszczenie, ukrócenie dążeń do objawienia prawdy – powiedział polski pisarz.

Całość programu „Aktualności dnia” z udziałem Stanisława Srokowskiego można odsłuchać [tutaj].

RIRM

drukuj