fot. Monika Bilska

[TYLKO U NAS] R. Winnicki: Zgoda na stopniowe rugowanie Boga z życia publicznego jest tak naprawdę zgodą na zniszczenie kultury

Zagadnienie obecności religii i pana Boga w życiu publicznym jest centralnym zagadnieniem kultury. Bez kultury nie może funkcjonować naród, nie może funkcjonować żadne społeczeństwo. Zgoda na to, by stopniowo rugować Boga, by rugować Trójcę Świętą z życia publicznego, jest tak naprawdę zgodą na zniszczenie kultury – mówił w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja poseł Robert Winnicki. Wyjaśnił w ten sposób znaczenie hasła tegorocznego Marszu Niepodległości „My chcemy Boga”. 

Marsz Niepodległości stał się tradycją – zaznaczył Robert Winnicki. W pierwszych edycjach tego wydarzenia pojawiały się blokady ze strony środowisk lewicowych, jednak od roku 2015 marsz przechodzi bez zakłóceń – dodał.

– W tym roku będziemy maszerowali w tej formule po raz siódmy. […] Marsz jest pewnym stałym wydarzeniem, jest wydarzeniem, które wpisało się w kalendarz, które miało swoje zmienne losy. Przypomnę, że w pierwszych latach były z nim związane blokady, które organizowały środowiska lewicowe, anarchistyczne. […] Ich skala z roku na rok malała i podejrzewam, że będzie maleć. Nie spodziewamy się więc specjalnych problemów. Niemniej jednak ten marsz dopiero tak naprawdę od 2015 roku przechodzi w całkowitym spokoju i bez niepotrzebnych problemów – zauważył gość „Aktualności dnia”.

Prezes Ruchu Narodowego poinformował, jaki będzie wyglądał plan tegorocznego Marszu Niepodległości.

– Jak zwykle rozpoczynamy od Mszy świętej o godzinie 12.00. Wszystkich serdecznie zapraszam do parafii św. Barbary przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, niedaleko dworca centralnego. […] Będziemy modlić się zarówno w języku polskim, jak i po łacinie, w języku powszechnym Kościoła. Potem nastąpi przemarsz na Rondo Dmowskiego i o godz. 15.00 będzie rozpoczęcie Marszu Niepodległości. Ta różnica czasowa jest związana z tym, aby jeszcze między Mszą św. a rozpoczęciem marszu był czas na to, żeby ewentualnie coś zjeść, żeby mieć czas na zorganizowanie się. Kończymy tradycyjnie na błoniach Stadionu Narodowego – wskazał.

Hasło tegorocznego Marszu Niepodległości „My chcemy Boga” jest nawiązaniem do pieśni religijnej, która powstała w XIX-wiecznej Francji w czasie, gdy tamtejsze lewicowe i masońskie władze walczyły z obecnością religii w życiu państwowym – wyjaśnił poseł.

– „My chcemy Boga” to oczywiście początek popularnej w Polsce pieśni religijnej, katolickiej, kościelnej. Niewiele osób wie, że nie jest ona oryginalnie nasza, polska, tylko została przetłumaczona z francuskiego w XIX w. Dotyczyła we Francji już wtedy walki, jaką ówczesne władze liberalne, lewicowe, masońskie Francji wydawały religii, religii w szkolnictwie, w życiu publicznym, w każdym aspekcie życia państwowego – tłumaczył polityk.

Hasło tegorocznego marszu spotkało się z niezrozumieniem części publicystów i polityków tzw. prawicy – zwrócił uwagę Robert Winnicki. Podkreślił, że manifestacja ducha chrześcijańskiego nie jest obrzędem religijnym.

– Drugi kontekst to kwestia tego niezrozumienia, jakie pojawiło się wśród części publicystów czy polityków tzw. prawicy, gdzie mówią: nie zmieniajcie Marszu Niepodległości w procesję religijną. Oczywiście nikt nie ma takiej intencji. Kult religijny i liturgię mamy w kościele w parafii św. Barbary – zaczynamy od Mszy św. Manifestacja narodowa, będąca również manifestacją ducha katolickiego, ducha chrześcijańskiego, nie jest obrzędem religijnym. Takie stawianie sprawy pachnie niestety takim liberalnym sekularyzmem, rozdzielaniem porządków i tak naprawdę pogodzeniem się z rugowaniem katolicyzmu czy Boga z życia publicznego – akcentował prezes Ruchu Narodowego.

Nie można zgodzić się z twierdzeniem, że kult nie może być obecny w życiu państwowym – ocenił gość „Aktualności dnia”.

– Jest zupełnym fałszem twierdzenie, że sprawa wiary i religii jest sprawą wyłącznie prywatną czy sprawą wyłącznie Kościoła. Nikt oczywiście nie wchodzi w indywidualne sumienie, w indywidualną wiarę każdego człowieka, bo to jest kwestia rzeczywiście głęboko intymna. I tu jest relacja człowieka, Polaka, z Kościołem i z wiarą. Kult publiczny jest już jednak kwestią państwa i życia publicznego. […] Absolutnie należy odrzucić tezę, że kult w życiu państwowym nie może być obecny. Zaakceptowanie takiej wykładni, zaakceptowanie takiego stanu rzeczy, nieuchronnie prowadzi nas do zeświecczenia każdej dziedziny życia. Bez tego odniesienia po prostu umiera kultura, umiera naród – wyjaśnił.

Całość rozmowy z posłem Robertem Winnickim w „Aktualnościach dnia” dostępna jest [tutaj].

RIRM

drukuj