fot. pl.wikipedia.org

[TYLKO U NAS] Dr M. Szołucha: Hodowla zwierząt futerkowych na świecie nie zniknie tylko dlatego, że Polska wprowadzi zakaz tej działalności u siebie

Hodowla zwierząt futerkowych na świecie nie zniknie tylko dlatego, że Polska wprowadzi zakaz tej działalności na swoim terytorium. Te hodowle z Polski przeniosą się najprawdopodobniej na wschód, czyli głównie do Rosji, być może częściowo na Ukrainę oraz na Białoruś. Część naszego rynku przejmą inne kraje, być może Chińczycy. Należy sobie zadać pytanie: czy w tych krajach dobrostan zwierząt będzie na wyższym poziomie? Czy będą one tam lepiej traktowane? – powiedział w rozmowie z portalem radiomaryja.pl dr Marian Szołucha, ekonomista z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Dr Marian Szołucha zwrócił uwagę, że hodowli zwierząt futerkowych zakazały te kraje Unii Europejskiej, w których ta branża była marginalną gałęzią tamtejszego rolnictwa.

– W krajach członkowskich Unii Europejskiej, które do tej pory zakazały hodowli zwierząt futerkowych, ta hodowla albo nie istniała albo była zupełnie marginalnym zjawiskiem, branżą, gałęzią tamtejszego rolnictwa. Tak było kilka miesięcy temu w Czechach, gdzie rzeczywiście taki zakaz został uchwalony, ale cała produkcja porównywalna jest do produkcji jednej, średniej wielkości polskiej fermy, a polskich ferm mamy niemal 1200. To tak, jakby u nas zakazać hodowli słoni, czyli czegoś, co nie istnieje – wyjaśnił.

Projekt ustawy zakazującej hodowli zwierząt futerkowych zawiera zapis o czteroletnim okresie vacatio legis, co jest pogrzebaniem dorobku życia wielu polskich rolników, ale również innych grup zawodowych – tłumaczył ekonomista.

– Także wspomniane przez mnie banki spółdzielcze będą mieć problemy, jeśli ten zakaz wejdzie w życie, a także hodowcy drobiu, którzy sprzedają swoje odpady producentom futer, karmiącym swoich podopiecznych, głównie norki, odpadami z tej hodowli drobiu. Wreszcie przetwórcy rybni, bo o ile hodowcy drobiu po prostu podniosą ceny swoich towarów, które my wszyscy jako konsumenci kupujemy w sklepach, a więc udek czy skrzydełek z kurczaka, o tyle przetwórcy rybni, którzy już wiele ciosów (głównie od UE) otrzymali w minionych latach i dziś ich biznes jest na granicy rentowności, jak zresztą cały przemysł nadmorski w Polsce, otrzymają cios, który praktycznie sprowadzi ich pod względem rentowności prowadzonego biznesu pod wodę, czyli poniżej zera – akcentował rozmówca Radia Maryja.

Dr Marian Szołucha nawiązał również do słów prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który w wypowiedzi dla Fundacji Viva stwierdził, że hodowle zwierząt futerkowych zza granicy „często przenosi się do Polski”.

– Nie można zgodzić się z tezą, że do Polski przenoszone są hodowle z zagranicy, bo nie ma takiego zjawiska. One po prostu nie istnieją. Według ostatnich badań 98 proc. ferm zwierząt futerkowych to są fermy polskie, to są fermy mające polskich właścicieli, w przytłaczającej większości firmy rodzinne, często jeszcze zadłużone i prowadzone przez ciężko pracujących właścicieli. Ok. 13 tys. osób jest zatrudnionych bezpośrednio na tych fermach, jak również kilkadziesiąt tysięcy w branżach kooperujących – przypomniał wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Hodowla zwierząt futerkowych stanowi 2 proc. całego polskiego budżetu – zauważył ekonomista.

– Ta hodowla kooperuje z wieloma innymi branżami. Oprócz rynku finansowego, drobiarzy i przetwórców rybnych […] to są także firmy transportowe. Z hodowli zwierząt futerkowych mamy 500 do 700 milionów złotych rocznie wpływów z podatków do budżetu państwa i do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. To jest ok. 2 proc. całego polskiego budżetu, a więc kwota niebagatelna – podkreślił.

Likwidacja hodowli zwierząt futerkowych w Polsce byłaby dramatem dla regionów popegeerowskich w kilku regionach naszego kraju – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

– Są takie miejsca, głównie w regionach tzw. popegeerowskich na zachodnim Pomorzu, częściowo także w Wielkopolsce, gdzie ta hodowla stanowi fundament lokalnego rolnictwa, a często całej gospodarki. Tam lokalnie, miejscowo, w szeregu lokalizacji w kilku polskich województwach, to naprawdę byłby dramat dla całego rynku pracy i lokalnej gospodarki – powiedział dr Marian Szołucha.

Można wyróżnić trzy grupy osób, które chcą wprowadzenia zakazu hodowli zwierząt futerkowych w Polsce. Pierwsza z nich to ludzie szczególnie wrażliwi na dobro zwierząt, zaś druga to organizacje ekologiczne, które z działalności lobbingowej się utrzymują – wyjaśnił ekonomista. Ostatnią z tych grup stanowią przedstawiciele obcych interesów w Polsce – dodał.

– Trzecia, ostatnia grupa tych, którzy zabiegają o zakaz hodowli w Polsce zwierząt futerkowych, to są po prostu przedstawiciele obcych interesów. Tu mamy do czynienia z dwoma podgrupami. Pierwsza podgrupa to są bezpośredni konkurenci z zagranicy, którzy chętnie pozbyliby się Polski z tego rynku. Dzięki temu ceny surowca, a więc skór zwierząt na światowych rynkach, byłyby wyższe, a oni mogliby u siebie spokojnie rozwijać produkcję. Druga podgrupa to są konkurenci pośredni w postaci firm utylizacyjnych, które to firmy przejęłyby wart dzisiaj ok. 600 milionów, a w przyszłości, w warunkach monopolu, wart co najmniej miliard złotych, rynek odpadów z hodowli drobiu i z przetwórstwa rybnego – tłumaczył wykładowca w Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

RIRM

       

drukuj