[TYLKO U NAS] T. Stankiewicz-Podhorecka: Obowiązkiem polskich teatrów jest przywracanie polskich dzieł narodowych do świadomości współczesnych Polaków

Uważam, że obowiązkiem polskich teatrów i polskich instytucji kulturalnych jest przywracanie polskich dzieł narodowych do świadomości współczesnych Polaków. To ma znaczenie nie do przecenienia, bo jest to wspaniały polski dorobek tworzony przez artystów, którym na sercu leżała wolna Ojczyzna – mówiła na antenie Radia Maryja we wtorkowym wydaniu audycji „Aktualności dnia” Temida Stankiewicz-Podhorecka, krytyk teatralny.

Zdaniem Temidy Stankiewicz-Podhoreckiej, w Polsce nie doceniało się tego, czym jest kultura, jeśli chodzi o formowanie naszych umysłów, serc oraz tożsamości. Jak zaznaczyła, „jesteśmy w okresie wielkiego jubileuszu – 2018 rok to jest stulecie odzyskania naszej niepodległości. Myślę, że teatry mają ogromne możliwości, biorąc pod uwagę materiały. Tylko jak to dzisiaj wygląda?”

– Spójrzmy na ostatnie dni. Teatry z niespotykaną nadgorliwością rzuciły się na temat Marca’68. Nie stulecie, a Marzec ’68. Słowo antysemityzm odmieniane jest tutaj we wszystkich możliwych przypadkach. Załóżmy, że do Polski przyjechał młody człowiek, który mieszka za granicą i nic nie wie na temat wydarzeń marcowych. Wyjeżdżając z Polski po obejrzeniu tych spektakli, które wylegają na sceny teatralne w Polsce, oglądając wystawy, słuchając debat, wyjedzie stąd w głębokim przekonaniu, że Polska to kraj antysemicki, a Polacy są antysemitami. Właśnie w takim duchu realizowane są owe przedsięwzięcia na temat Marca ’68, który to temat – trzeba to wprost powiedzieć – został zawłaszczony dla sprawy żydowskiej. Przecież manifestacje studentów w 1968 roku dotyczyły zupełnie czego innego, ponieważ studenci strajkowali w ten sposób przeciwko cenzurze komunistycznej. (…) A co my dzisiaj na scenach oglądamy? Oglądamy spektakle tylko z perspektywy antysemityzmu. Uważam, że to jest wielkie niebezpieczeństwo, bo to też jest formowanie umysłów – mówiła.

Krytyk teatralny nawiązała również do nowelizacji ustawy o IPN. Zaznaczyła, iż „ustawę popiera, ale dlaczego w tej ustawie z odpowiedzialności wyłączona została działalność naukowa i artystyczna?”

– Chcę nawiązać do nowelizacji ustawy o IPN, wokół której środowiska liberalno-lewicowe oraz różne mniejszości narobiły wrzasku na cały świat. Ustawę popieram (…), ale dlaczego w tej ustawie z odpowiedzialności wyłączona została działalność naukowa i artystyczna? Weźmy pierwszy z brzegu przykład teatralny, który szkodzi polskiej racji stanu – polakożerczy spektakl pt. „Malowany ptak” w reżyserii Mai Kleczewskiej (…) na podstawie książki skompromitowanego Jerzego Kosińskiego zbudowanej na fałszerstwach wobec Polski, tak zresztą jak i ten polakożerczy spektakl, który prezentuje zafałszowany wizerunek Polaków. (…) Takie właśnie paszkwile są współfinansowane z naszych podatków, a twórcom polakożerczych oszczerstw włos z głowy nie spada. (…) Można powiedzieć, że teatry wręcz prześcigają się w tworzeniu takiego nieprawdziwego i zafałszowanego wizerunku Polski i Polaków. To są szkodnicy. Dlatego domagam się, aby w ustawie o IPN nie wyłączano z odpowiedzialności działań artystycznych i to nie tylko w teatrze – powiedziała.

Rozmówczyni Radia Maryja podkreśliła także wielką rolę polskich teatrów, a mianowicie „przywracanie polskich dzieł narodowych do świadomości współczesnych Polaków.” Natomiast z drugiej strony niebezpieczna jest „tzw. rewolucja kulturowa, obyczajowa i aksjologiczna. We wszystkich tych przestrzeniach ostrze skierowane jest głównie przeciwko religii katolickiej”.

– Uważam, że obowiązkiem polskich teatrów i polskich instytucji kulturalnych jest przywracanie polskich dzieł narodowych do świadomości współczesnych Polaków. To ma znaczenie nie do przecenienia, bo jest to wspaniały polski dorobek tworzony przez artystów, którym na sercu leżała wolna Ojczyzna. (…) Myślę, że to wszystko, o czym mówię, ma silny związek z tzw. rewolucją kulturową, obyczajową i aksjologiczną. We wszystkich tych przestrzeniach ostrze skierowane jest głównie przeciwko religii katolickiej, ale i nie tylko. Ta rewolucja, podobnie jak poprzednie, ma ofiary. Odbywa się ona bez broni palnej, bez oręża, ale zabija w sposób wyrafinowany, zabija to, co w człowieku jest najcenniejsze – człowieczeństwo, niweluje jego sumienie, relatywizuje wartości, miesza dobro ze złem – akcentowała Temida Stankiewicz-Podhorecka.

Całą rozmowę z Temidą Stankiewicz-Podhorecką we wtorkowej audycji „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj].

RIRM

 

drukuj