fot. twitter.com/szczepan_wojcik

[TYLKO U NAS] Sz. Wójcik: Branża zwierząt futerkowych staje się pewnym elementem gry politycznej

Z wypowiedzi pana wicemarszałka [Terleckiego – red.] wynika, że mamy teraz maraton wyborczy. W związku z powyższym nie chcemy stracić kilku punktów procentowych na rzecz PSL-u – myślę, że dokładnie o to chodzi – i odpuszczamy drażliwe tematy. (…) To jest niepokojące, że my jako branża stajemy się pewnym elementem gry politycznej. Jeśli z jednej strony odpuszczamy pewien temat tylko po to, żeby wygrać wybory, a w momencie, gdy je wygramy, to wracamy do tematu i wyrzucamy tych ludzi na bruk. W związku z powyższym czuję się trochę oszukany – mówił w rozmowie z portalem Radia Maryja Szczepan Wójcik, prezes Instytutu Gospodarki Rolnej i hodowca zwierząt futerkowych.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita” Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza rezygnować z zakazu hodowli zwierząt futerkowych, lecz odsuwa go w czasie. Jak podaje gazeta, jedna z osób ze ścisłego kierownictwa PiS twierdzi, że partia odsuwa ten projekt ustawy, aby unikać kontrowersyjnych tematów podczas zbliżających się wyborów samorządowych oraz przyszłorocznych wyborów parlamentarnych. W lipcu minister rolnictwa Krzysztof Ardanowski zapewnił, że hodowla zwierząt futerkowych w Polsce zostanie utrzymana. Wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, pytany dziś o tę kwestię, stwierdził, „myślę, że zakaz hodowli zwierząt futerkowych będzie przyjęty; jestem za tym, by ten przemysł został w Polsce zlikwidowany”.

Te sprzeczne wypowiedzi pokazują niekonsekwencję ze strony polityków partii rządzącej w tej sprawie – ocenił Szczepan Wójcik.

– Jeszcze kilka tygodni temu minister rolnictwa pan Krzysztof Ardanowski wypowiadał się, że żadnego zakazu nie będzie. Z drugiej strony kilka tygodni pan wicemarszałek [Terlecki – red.] mówi, że taki zakaz będzie. To pokazuje pewną niekonsekwencję i pewną niestabilność osób wypowiadających się w danym temacie, ale przede wszystkim napawa nas ogromnym niepokojem z racji tego, że nigdy nie możemy do końca ufać w to, co rząd i posłowie nam obiecują. Z jednej strony jest mowa, że będziemy bronili polskiej gospodarki, jej rozwoju i konkurencyjności na rynku międzynarodowym. Z drugiej strony mówimy, że jedna z ważniejszych gałęzi – polskich gałęzi – rolnictwa ma być zlikwidowana – wskazywał rozmówca Radia Maryja.

Wygląda na to, że politycy PiS celowo odpuszczają drażliwy społecznie temat zakazu hodowli zwierząt futerkowych, aby ugrać kilka procent głosów w najbliższych wyborach – podkreślił prezes Instytutu Gospodarki Rolnej.

– Z wypowiedzi pana wicemarszałka wynika, że mamy teraz maraton wyborczy. W związku z powyższym nie chcemy stracić kilku punktów procentowych na rzecz PSL-u – myślę, że dokładnie o to chodzi – i odpuszczamy drażliwe tematy. Przecież sami posłowie Prawa i Sprawiedliwości to mówią. To jest niepokojące, że my jako branża stajemy się pewnym elementem gry politycznej. (…) Jeśli z jednej strony odpuszczamy pewien temat tylko po to, żeby wygrać wybory, a w momencie, gdy je wygramy, to wracamy do tematu i wyrzucamy tych ludzi na bruk. W związku z powyższym czuję się trochę oszukany i będę na pewno czuł się bardzo mocno oszukany, jeśli kilka tygodni temu minister Ardanowski mówi, że zakazu nie będzie, a teraz mówi pan wicemarszałek, że taki zakaz prawdopodobnie będzie, ale teraz na dobrą sprawę chcemy teraz wyciszyć temat, bo mamy wybory – akcentował hodowca zwierząt futerkowych.

Podejmując takie działania, jak odwlekanie kwestii zakazu hodowli zwierząt futerkowych na okres po wyborach nie zakończy się dla PiS-u czymś dobrym. Politycy tej partii muszą zdać sobie sprawę, że nie da się być jednocześnie po lewej i prawej stronie w tym sporze – zwrócił uwagę Szczepan Wójcik.

– Jeśli faktycznie rząd będzie chciał taki zakaz wprowadzić, a tylko wyciszają temat ze względu na wybory, to myślę, że to dobrze się nie skończy. Nawet jeśli PiS takie wybory wygra teraz – czego mu życzę na dobrą sprawę – to finalnie przegra. Jeszcze nigdy nie udało się tak, że prawa strona światopoglądu idzie ramię w ramię z lewą stroną i to kończy się dobrze. Nie da się być i dobrym i złym człowiekiem. Nie da się być jedną stroną po lewej stronie, z drugą stroną po prawej stronie. Nie da się. Jest albo czarne, albo białe w tym momencie. Albo jesteśmy katolikami, chrześcijanami i mamy pewne wartości, albo ich nie mamy, jesteśmy lewakami, jesteśmy za aborcją, jesteśmy za animizacją ludzi i humanizacją zwierząt. (…) W tym momencie troszkę tak to wygląda: trochę po prawej, trochę po lewej, byle do wyborów – zaznaczył.

Prezes Instytutu Gospodarki Rolnej odniósł się także do pomysłu Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej „Koniec Epoki Klatkowej”, która wystartowała 25 września. Organizatorzy akcji chcą skłonić Komisję Europejską do zaproponowania przepisów zakazujących stosowania klatek w hodowli zwierząt gospodarskich.

– To są pewne kroki, metoda odkrajania kawałek do kawałku. To jest właśnie to, o czym mówimy: że dzisiaj wprowadzamy zakaz hodowli zwierząt futerkowych, za moment przyjdzie zakaz trzymania zwierząt w klatkach, a jeszcze za moment przyjdzie zakaz hodowli w ogóle. Przecież dokładnie o to tutaj chodzi – o postawienie zwierząt nad człowiekiem. W momencie, kiedy zakażemy hodowli klatkowej, jaka hodowla nam pozostanie? Ja nie bardzo sobie wyobrażam zaspokojenia potrzeb żywnościowych ludzkości bez hodowli przemysłowej. Oczywiście, ta hodowla przemysłowa musi być zgodna z pewnymi warunkami hodowli tych zwierząt, z ochroną środowiska itd. – to jest oczywiste. Natomiast nie możemy zrezygnować z hodowli klatkowej, bo na dobrą sprawę za chwilę zagrody będą przeszkadzały – powiedział rozmówca Radia Maryja.

Łukasz Brzeziński/RIRM   

drukuj