fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Sybiraczka M. Gordziejko: Na zesłaniu żyliśmy nadzieją, że ktoś się o nas upomni i wiarą w Boga

Mimo że NKWD odbierało nam nadzieję, to my jej nie traciliśmy. Wierzyliśmy, że ktoś się o nas upomni. Trzymała nas też wiara w Boga. Modliliśmy się gorąco i prosiliśmy Boga, żeby o nas nie zapomniał – wspomniała w programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam Maria Gordziejko, która wraz z mamą i dwiema młodszymi siostrami została w 1940 r. wywieziona z Polski na Syberię.

Maria Gordziejko opowiedziało jak wyglądało aresztowanie jej ojca, byłego uczestnika walk wojny polsko-bolszewickiej.

Pod koniec października otoczono dom i aresztowano ojca (był to legionista, uczestnik walk wojny polsko-bolszewickiej), którego osadzono w więzieniu śledczym w Kosowie Poleskim, gdzie według akt, które otrzymałam z ministerstwa spraw wewnętrznych Białorusi, siedział do lutego 1940 r., po czym – jak podano w dokumentacji – jego dalsze losy nie są znane. Do tej pory nie wiemy, co się z ojcem stało. Podobno jest tzw. lista białoruska, która do tej pory nie została ujawniona. Najprawdopodobniej znajduje się na tej liście. Jest ona podłączona do listy katyńskiej – wskazała przedstawicielka „Koła Wychowanków Szkół Polskich Isfahan-Liban”.

10 lutego 1940 r. odbyła się pierwsza wywózka Polaków w głąb Rosji. To pamiętna data – dodała.

10 lutego 1940 r. nas wywieziono. Rozpoczęto wywózkę rodzin osadników wojskowych i leśników. Powiało na pewno grozą, jak Rosjanie weszli do Polski 17 września, ale żeby przypuszczać, że takie represje nastąpią w stosunku do polskiej ludności, to nikt się tego nie spodziewał. To było z zaskoczenia. Weszli w nocy, otoczyli, uniemożliwili swobodne poruszanie. Tak było i tym razem. Zima była wyjątkowo mroźna. Trudno sobie wyobrazić, jak można przeżyć -40 stopni – bo tak było zimno. Były przygotowane sanie, na które ładowano tych wszystkich, których wyrzucono w domu. Dali mało czasu. Powiedzieli nam, że tam gdzie jedziemy jest takie bogactwo, że nic nam nie trzeba stąd brać. Jeden z NKWD powiedział, patrząc na mamę – wówczas miała 32 lata, ja miałam 8, moje siostry 5 i 6 – żeby brała wszystko co może, bo tam niewiele jest. Więc mama co mogła to wrzucała do worków – wspomina gość „Polskiego punktu widzenia”.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy nawet dokąd jedziemy. Nie wiedzieliśmy nic – podkreśliła.

Początkowo nie byliśmy świadomi, że pociąg będzie nas wiózł daleko w nieznane, ale jak zaczął się turlać w kierunku wschodniej granicy, po czym na północ, to mieliśmy świadomość, że jest to Syberia – utarty szlak Polaków z dawien dawna. Utarta metoda Ruskich – zwróciła uwagę Maria Gordziejko.

Wyrzucono nas w okolicach północnej części Dwiny (rzeka syberyjska, która posiada wiele odnóg) ok. 100 km od Archangielska – wspomina gość TV Trwam.

Wokół były baraki, które zostały wybudowane przez zesłańców przed nami. To byli Polacy, Białorusini i Ukraińcy. Oni budowali te baraki. Ich praca polegała głównie na wycinaniu drzew z tajgi. Część z tych baraków było pustych, bo niektórzy umierali z wycieńczenia. Osoby starsze od samego rana musiały iść do pracy. Dzieci chodziły do szkoły. Moja miała 4 klasy. A moje młodsze siostry do przedszkola. Nagorzej było zimą. Wielki głód, ogromny mróz, katorżnicza praca ponad siły i pluskwy, które się gnieździły w tych barakach – podkreśliła przedstawiciel Związku Sybiraków.

Nie wierzyliśmy, że zesłano nas tam do końca życia. Żyliśmy nadzieją – powiedziała Maria Gordziejko.

NKWD robiło wszystko, by odebrać nam wszelką nadzieję. Mówili nam: „Tu przyjechaliście i stąd nie ma powrotu. Tu jest tylko praca i tu pozdychacie. Nie ma odwrotu. Pracujcie, bo jeżeli nie będziecie pracowali, to nie będziecie jedli, a jak nie będziecie jedli to pozdychacie”. Mimo że odbierano nam tę nadzieję, to my jej nie traciliśmy. Wierzyliśmy, że ktoś się o nas upomni. Trzymała nas też wiara w Boga. Modliliśmy się gorąco i prosiliśmy Boga, żeby o nas nie zapomniał. Na szczęście nie sprawdziły się przewidywania NKWD, bo jak Niemcy napadli na Ruskich, to weszła w nas nadzieja, że w tym tragizmie wojny będzie nasze ocalenie. I tak się stało – zaznaczyła gość TV Trwam.

RIRM

drukuj