[TYLKO U NAS] S. Michalkiewicz: W walce ze smogiem chodzi o nakłonienie państw głupich i słabych do rezygnacji z dostępnych dla nich surowców energetycznych

W walce ze smogiem chodzi o to, by państwa głupie i słabe nakłonić do rezygnacji z dostępnych dla nich surowców energetycznych i do kupowania innych, które chętnie będą im sprzedawać państwa mądre i silne. Tego jednak nie można otwarcie powiedzieć. Za to można, a nawet należy walczyć ze smogiem – oczywiście w konstytutkach – wskazał red. Stanisław Michalkiewicz w cotygodniowym felietonie dla Radia Maryja i TV Trwam.

Stanisław Michalkiewicz na początku felietonu zwrócił uwagę na pojawiające się we Francji masowe protesty tzw. „żółtych kamizelek”. Wyjaśnił, dlaczego w Polsce nie mają miejsca podobne demonstracje.

– U nas żadnych „żółtych kamizelek” nie ma – to znaczy oczywiście są, bo rząd surowo przykazał, by każdy kierowca zaopatrzył się w taką kamizelkę. Podobnie jak każdy żołnierz musi nosić w tornistrze buławę marszałkowską, ale na ulice nikt w nich nie wychodzi. Jeśli już, to nie w żółtych kamizelkach, tylko w konstytutkach, w jakiej na pogrzebie prezydenta Busha zaprezentował się były prezydent naszego – i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju – Lech Wałęsa. Taka konstytutka dowodzi, że jej nosicielowi na sercu i na wątrobie leży demokracja, a zwłaszcza praworządność, o którą trzeba walczyć w dzień i w nocy. Taki jest rozkaz, więc konstytutek nie powinno się zdejmować ani do spania, ani nawet do prania – mówił redaktor.

Publicysta zwrócił uwagę na jeszcze jedną przyczynę, dla której na ulice polskich miast nie wychodzą „żółte kamizelki”.

– Jak bowiem wiadomo, naszym nieszczęśliwym krajem wstrząsają rozmaite afery: jak nie Amber Gold – to wyłudzenia VAT, jak nie wyłudzenia VAT– to afera reprywatyzacyjna, jak nie reprywatyzacyjna – to finansowa, jak nie finansowa – to z kolei SKOK Wołomin itd. Wszystkie te afery mają – jak się wydaje – jeden wspólny mianownik. Ten mianowicie, że żadna z nich nie byłaby możliwa ani na taką skalę, ani nie trwałaby tak długo bez parasola ochronnego, jaki nad każdą z nich otwierały stare kiejkuty. Pasożytując na Polsce od 74 lat stworzyły tu sobie gospodarcze imperium rozkradając nie tylko majątek państwowy, ale i mienie obywateli. To wyjaśnia, dlaczego nie wyprowadzają swoich konfidentów na ulice w żółtych kamizelkach, tylko we wspomnianych konstytutkach – powiedział felietonista Radia Maryja i TV Trwam.

Konstytutki dla imperium starych kiejkutów nie stwarzają żadnego zagrożenia, podczas gdy żółte kamizelki – kto wie? – pytał redaktor.

– Jeśli sejmowe komisje czy niezawisłe sądy jakieś tam płotki zdemaskują, czy nawet aresztują, to główni kapitanowie tego wielkiego przemysłu nie tylko pozostają bezkarni, ale również – nieznani, bo każdy nieubłagany palec, który by na nich wskazał, zostałby natychmiast odrąbany przez czujnych i zdyscyplinowanych konfidentów w niezależnych mediach głównego nurtu, w organach ścigania, niezawisłych sądach i wreszcie – w konstytucyjnych organach naszego bantustanu. Za to konstytutek można używać, ile dusza zapragnie, toteż i konfidenci, i gromady pożytecznych idiotów skwapliwie z tego pozwolenia korzystają w dodatku w przekonaniu, że naszemu nieszczęśliwemu krajowi oddają wielką przysługę – ocenił publicysta.

Stanisław Michalkiewicz odniósł się także do trwającego w Katowicach szczytu klimatycznego COP24.

– Jak wiadomo, w Katowicach, zwanych w swoim czasie Stalinogrodem, odbywa się szczyt klimatyczny, na którym proletariusze wszystkich krajów radzą, jak by tu walczyć z klimatem. Wcześniej też walczyliśmy – a to z „reakcją”, a to ze stonką, a to z „chochołami i kolesiami”, a to z „syjonistami”, co to wypędzali się do „Syjamu”, a to z odwetowcami i rewizjonistami. Teraz jest rozkaz, żeby walczyć z „terroryzmem”, „ekstremizmem”, „populizmem”, „antysemityzmem”, a dodatkowo – również z klimatem. Wcześniej bowiem ludzkość walczyła z „dziurą ozonową”, ale dzisiaj po tej dziurze – ani śladu, więc postępowcy odkryli „globalne ocieplenie”. Już wszyscy nastawili się na walkę z tym ociepleniem, ale w Ameryce, jedna po drugiej, nastały bardzo ciężkie zimy, więc spryciarze wykombinowali sobie, że może lepiej nie precyzować, że chodzi akurat o ocieplenie, tylko nawijać bezpieczniej, że chodzi o „zmiany klimatyczne”. Klimat, jak wiadomo, nieustannie się zmienia, więc z tymi zmianami można spokojnie walczyć, jeśli nawet nie do końca świata, to w każdym razie – do emerytury – wskazał redaktor.

Ale do każdej walki trzeba dodać dramatyzmu, toteż specjaliści od rozhuśtywania opinii publicznej rzucili hasło do walki ze smogiem – mówił.

– Okazało się, że ten smog jest tak samo groźny, jak niektóre inne gazy i pan red. Szymon Hołownia odkrył, że z jego powodu umiera tyle samo dzieci, co z powodu aborcji, to znaczy co najmniej 20 tys., ale przelicytował go pan Rafał Betlejewski, który naliczył już 40 tys. ofiar. Toteż postępowcy jeden przez drugiego kupują sobie maseczki, zapominając, że smog, podobnie jak niektóre inne gazy, wchłania się również przez skórę, więc maseczka pomaga tyle, co umarłemu kadzidło. Tymczasem tak naprawdę chodzi o to, by państwa głupie i słabe nakłonić do rezygnacji z dostępnych dla nich surowców energetycznych i do kupowania innych, które chętnie będą im sprzedawać państwa mądre i silne. Tego jednak nie można otwarcie powiedzieć. Za to można, a nawet należy walczyć ze smogiem – oczywiście w konstytutkach – podkreślił Stanisław Michalkiewicz.

RIRM

drukuj