fot. Tomasz Strąg

[TYLKO U NAS] Prof. W. Osadczy: W tej chwili PiS prowadzi linię działania, aby zablokować bądź wprowadzić w życie zniekształconą nowelizację ustawy o IPN

Można powiedzieć, że w tej chwili Prawo i Sprawiedliwość prowadzi linię działania, żeby zablokować albo wprowadzić w życie zniekształconą nowelizację ustawy [o IPN – red.], która będzie czymś zupełnie innym niż oczekiwania Polaków z tym związane – powiedział w rozmowie z portalem Radia Maryja prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum na KUL.

Historyk skomentował obecną sytuację związaną z zapisami ustawy o IPN. Zwrócił uwagę, że obecnie PiS w tej kwestii zupełnie odwrócił się od celów, które były deklarowane jeszcze przed kilkoma tygodniami.

– Przypomnijmy, że pan prezes Kaczyński stanowczo mówił o tym, że kończymy z pedagogiką wstydu, o tym, że Polska wraca do polityki suwerennej, w tym również suwerennej polityki pamięci. To, co w tej chwili mówią najwyżsi przedstawiciele PiS, absolutnie zaprzecza wcześniejszej deklaracji. Wiemy, że entuzjastycznego poparcia dla nowelizacji już nie ma, natomiast (…) czołowi przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości mówią zupełnie inaczej – zaznaczył.

Zastanawiające jest to, że np. minister Patryk Jaki, który uczestniczył w pracach nad ustawą o IPN, twierdzi, że jest zaskoczony treścią tej ustawy – powiedział prof. Włodzimierz Osadczy.

– Chciałbym się powołać na deklaracje pana ministra Jakiego, który mówił, że rzekomo sam jest zaskoczony tym, że taka, a nie inna treść jest w zapisach nowelizacji ustawy o IPN, chociaż sam w niej procedował, uczestniczył. Byłem świadkiem, jak on obradował i popierał nowelizację ustawy. Stąd można powiedzieć, że w tej chwili PiS prowadzi linię na to, żeby zablokować albo wprowadzić w życie zniekształconą ustawę, która będzie czymś zupełnie innym niż oczekiwania Polaków z tym związane – ocenił rozmówca portalu Radia Maryja.

Dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum na KUL podkreślił, że procedowanie nad projektem ustawy o IPN trwało bardzo długo, co wynikało m.in. z postawy marszałka Sejmu, który nie chciał włączyć do porządku obrad tego projektu. Bardzo głośno mówili o tym posłowie Kukiz’15.

– Ustawiczna krytyka, która pojawiała się w mediach, nagłaśniana przez przedstawicieli Kukiz’15, dotyczyła zamrażania projektu ustawy, niedopuszczenie go na salę obrad. Trwało to ponad rok – rok i kilka miesięcy. (…) Chyba na początku stycznia albo w lutym (…) bez podania przyczyn marszałkowie Sejmu nie dopuszczali do obrad tego projektu. (…) Pan marszałek Kuchciński, kancelaria marszałka Kuchcińskiego, w odpowiedzi na tę krytykę (…) stwierdził, że w Sejmie cały czas pracuje się nad tą propozycją od Kukiz’15 i że nie może to być bez jakieś głębszej analizy. Nie wiem, jaka głębsza analiza wchodziłaby w grę w sytuacji, kiedy już po dwóch posiedzeniach sejmowej Komisji Sprawiedliwości ta ustawa była przygotowana – tłumaczył historyk.

W tej chwili rządzący próbują poszukać winnego, który miałby ponosić odpowiedzialność za zaistniałą sytuację – wskazał prof. Włodzimierz Osadczy.

– Widzimy w tej chwili, że prowadzona jest polityka poszukiwania kozła ofiarnego, zrzucanie na kogoś swojej odpowiedzialności w sytuacji, która wymaga tzw. męskiej decyzji. (…) Pan wicemarszałek Terlecki powiedział wprost o tym, że Kukiz’15 rzekomo uśpił czujność, instynkt samozachowawczy, ale nie powiedział, na czym polega to uśpienie instynktu. Nie odniósł się, jakie zapisy nie pasują panu marszałkowi. Czy nie pasuje panu marszałkowi zapis dotyczący tego, że ideologia zbrodnicza nie może być promowana na terenie Rzeczpospolitej? Niech się wyrazi, niech powie wprost. (…) Nie wypowiadają się merytorycznie, tylko próbują zrzucać to na inną stronę – akcentował rozmówca portalu Radia Maryja.

W związku z nowelizacją ustawy o IPN media liberalno-lewicowe, ale również te, które są „służalcze wobec PiS-u”, rozpoczęły działania mające na celu zdyskredytowanie ludzi, którzy brali udział w pracach nad tym projektem – zauważył Dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum na KUL.

– Służalcze wobec PiS-u media, ale również media lewicowo-liberalne, poszły jeszcze dalej. Zaczęły stosować metody, które wprost sięgają czasów represji stalinowskich, do najgorszej dyktatury stalinowsko-totalitarnej – zaczęły poszukiwać obcych agentów, agenturalne powiązania. Zaczęto przyczepiać metki „agentów Moskwy” tym osobom, które w jakikolwiek sposób były związane z przygotowaniem ustawy. Te metody m.in. zaczęto stosować wobec mnie, w sposób bezczelny i w sposób absolutnie pozbawiony jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego, sugerując różnego rodzaju powiązania bądź wręcz – jak niektóre media zaczęły nagłaśniać – działalność agitacyjną na rzecz Kremla – tłumaczył historyk.

RIRM

drukuj