[TYLKO U NAS] prof. W. Osadczy o debacie Poroszenko-Zełenski: nie było poszukiwania drogi wyjścia Ukrainy z kolapsu, w którym się znalazła

Nie była to debata na argumenty, na poszukiwanie jakieś rzeczywistej drogi wyjścia Ukrainy z totalnego kolapsu, w którym się znalazła. (…) Była taka ekwilibrystyka związana z wymianą, kto jest bardziej patriotyczny, kto jest bardziej antyrosyjski, kto jest bardziej za tym, żeby zintegrować kraj – powiedział w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja prof. Włodzimierz Osadczy, dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum KUL.

Na Ukrainie już w niedzielę odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich. Startują w niej: urzędujący prezydent Petro Poroszenko oraz Wołodymyr Zełenski, satyryk i aktor.

Kadencję prezydenta Poroszenki trudno rozpatrywać pozytywnie – ocenił prof. Włodzimierz Osadczy.

– Jesteśmy świadkami pewnej kompromitacji i fiaska założeń, które były zakładane pięć lat temu, kiedy do władzy doszły rzekome siły proeuropejskie. Jeden z oligarchów, jeden z najbliższych współpracowników Janukowycza, jedna z osób, która była współzałożycielem Patrii Regionów – partii Janukowycza – czyli pan Poroszenko został prezydentem na skutek wydarzeń na Majdanie. Jeśli chodzi o polityczny rodowód tej osoby, nikt się nie oszukiwał – wiadomo było, że to jest jeden z przywódców klanów oligarchicznych. Cała późniejsza polityka, która była prowadzona przez te pięć lat, potwierdziła te założenia, że żaden cud się nie ziścił. Była prowadzona polityka w kierunku dalszej oligarchizacji, a powiedziałbym nawet, że w duchu postkomunistycznego feudalizmu – wyjaśnił.

Rywalem Poroszenki jest Wołodymyr Zełenski, który jest „osobą znikąd” – wskazał dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum KUL.

– Będący, jak wszyscy doskonale wiemy, showmanem, dość prosperującym, dość utalentowanym, jeśli chodzi o sposób wypowiadania się, sposób reprezentowania swoich skeczów kabaretowych, ale też osoba związana z konkurencją pana Poroszenki w oligarchicznym rządzeniu krajem, z oligarchą (Ihorem) Kołomojskim. Trzeba powiedzieć, że wszystkie kanały telewizyjne na Ukrainie należą do oligarchów, więc nie ma przestrzeni wolnego słowa, nie ma przestrzeni bez wpływów klanów oligarchicznych, więc będąc osobą, która mocno się promowała na kanałach Kołomojskiego, będąc też osobą, która odegrała rolę w filmie „Sługa narodu”, gdzie Zełenski grał idealnego prezydenta, który nie godzi się z rządami oligarchów, który się posuwa do bardzo radykalnych gestów, łącznie z oddawaniem strzałów do oligarchów (…), na którego ma zapotrzebowanie naród, który oczekuje radykalnych zmian. To wszystko przysporzyło mu wielki kredyt zaufania – tłumaczył historyk.

Podczas kampanii prezydenckiej Petro Poroszenko, który w sondażach miał zdecydowanie słabsze notowania od swojego kontrkandydata, chwytał się wszelkich możliwych sposobów, aby zdobyć głosy poparcia.

– Prezydent na Ukrainie to osoba, której bezpośrednio są podporządkowani wojewodowie, której jest podporządkowania armia, której jest podporządkowana służba bezpieczeństwa. Poroszenko prowadził prawie że totalitarną politykę przymusu do głosowania na swoją osobę, używając też chwytów zupełnie niespotykanych. Wczoraj odbierałem telefony od znajomych z Ukrainy, którzy mówili, że odbywa się coś takiego, że dzwoni się do wszystkich obywateli Ukrainy, włącza się głos Poroszenki, a Poroszenko mówi: Bardzo proszę, zagłosujcie na mnie. Jest to zakrawające o dziadostwo, zakrawający o jakiś zupełny brak standardów i godności. Również media niejednokrotnie donosiły o bezpośrednich próbach przekupstwa na rzecz prezydenta Poroszenki – zauważył rozmówca Radia Maryja.

Odnosząc się do debaty pomiędzy Petro Poroszenką a Wołodymyrem Zełenskim, która odbyła się w piątek na stadionie w Kijowie, prof. Włodzimierz Osadczy podkreślił, że miała ona niewielką wartość merytoryczną.

– Nie była to debata na argumenty, na poszukiwanie jakieś rzeczywistej drogi wyjścia Ukrainy z totalnego kolapsu, w którym się znalazła. Przypomnijmy, że to jest najuboższy kraj Europy, całkowicie przeżarty przez korupcję, kraj, w którym dominuje totalitaryzm nacjonalistyczny. Wziąwszy to wszystko pod uwagę, nikt na te klęski, na te plagi nie wskazywał, natomiast była taka ekwilibrystyka związana z wymianą, kto jest bardziej patriotyczny, kto jest bardziej antyrosyjski, kto jest bardziej za tym, żeby zintegrować kraj, jak wiemy będący już od 5 lat w znacznej mierze podzielony – akcentował historyk.

Ewentualne zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego w II turze wyborów prezydenckich nie rozwiąże żadnych problemów współczesnej Ukrainy – powiedział dyrektor Ośrodka Badań Wschodnioeuropejskich Centrum Ucrainicum KUL.

– Zakładam, że może nieco się wyciszy ta skrajna nacjonalistyczna retoryka, może zacznie się jakaś namiastka dialogu ukraińsko-rosyjskiego, bez którego trudno sobie wyobrazić normalizację sytuacji na Ukrainie, natomiast wybór europejskiej drogi, dołączenie się do wspólnoty państw wyznających pewne wartości – na to nie możemy liczyć. Tutaj problem nie leży w tym czy innym kandydacie na prezydenta, tylko w samym społeczeństwie ukraińskim. Społeczeństwo ukraińskie nie jest niestety społeczeństwem obywatelskim. Świadomość praw obywatelskich, obowiązków obywatelskich, jest znikoma. Są to ludzie w znacznej mierze trwający w stanie świadomości postkomunistycznej, ludzie pozbawieni też obiektywnej tradycji państwowości – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

RIRM

drukuj