fot. Katarzyna Cegielska

[TYLKO U NAS] Prof. J. Szyszko o ASF w Polsce: Interesy gospodarcze powodują pewne namiętności, stymulowane są różnego rodzaju informacje w mediach – dochodzi do pewnej walki gospodarczej

Kilka godzin po znalezieniu dwóch pierwszych dzików z ASF (2014 r.) cała Europa krzyczała, że Polska jest zapowietrzona afrykańskim pomorem świń. Powtórzyła się historia z chorobą wściekłych krów czy ptasią grypą, gdzie – co nie ulega wątpliwości – przeważały interesy gospodarcze – powiedział prof. Jan Szyszko, były minister środowiska, podczas czwartkowych „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.

Prof. Jan Szyszko przypomniał, że afrykański pomór świń u dzików pojawił się w 2014 r. Znaleziono wtedy dwa martwe osobniki przy białoruskiej granicy.

– Dzik jest nosicielem afrykańskiego pomoru świń, ale nie jest to totalnie niszcząca populację dzików choroba. Do tej pory odstrzelono ponad milion dzików, parę tysięcy z nich było zarażonych ASF (…). Wirus jest totalnie niszczący populację trzody chlewnej, szczególnie w wielkoprzemysłowych hodowlach, gdzie są specyficzne warunki i specyficzne żywienie. Wirus powoduje eliminację całego stada – mówił były minister środowiska.

Gość Radia Maryja zaznaczył, iż zlikwidowanie wszystkich dzików na terenie naszego kraju – nie wyeliminuje wirusa w hodowli trzody chlewnej.

– Gdybyśmy wystrzelali wszystkie dziki na terenie całej Polski – co prawda jest to niemożliwe, bo dzik będzie z powrotem napływał z Ukrainy i Białorusi czy sąsiadów z Południa – ale gdybyśmy to zrobili, czy w związku z tym wyeliminowalibyśmy afrykański pomór świń? Zdecydowanie nie (…). Przenosicielem ASF jest przede wszystkim człowiek (…). Przenosicielami są także wilki, lisy, borsuki, jenoty, kruki (…). Afrykański pomór świń zupełnie nie jest szkodliwy dla człowieka. Takie mięso można spokojnie spożywać, człowiek nie zaraża się tym wirusem. To mięso jest spożywane na terenie Ukrainy i Białorusi, skąd ASF przyszedł do Polski – wskazał polityk.

Oczywiście – jak mówił – nasilenie w styczniu odstrzału dzików, by rozrzedzić populację „jest nie najbardziej szczęśliwą koncepcją”.

– Jest to okres, kiedy proszą się lochy. W tej chwili lochy są wysokoprośne, niektóre zrzuciły już potomstwo, warchlaki są bardzo małe i to nie jest najszczęśliwszy okres, żeby przeprowadzić totalna eliminację, rozrzedzanie populacji dzika na terenie naszego kraju. To koncepcja trochę nietrafiona, pewnie robiona pod publikę – powiedział.

Prof. Jan Szyszko zwrócił uwagę, iż w temacie odstrzału dzików zamiast normalności – wielką rolę odgrywają emocje. Przykładowo, Paweł Kukiz w Polsat News porównał dziś odstrzał dzików do działań Stepana Bandery i rzezi Polaków na Wołyniu. Temat ten dał także paliwo organizacjom „ekologicznym”, w działaniach w których widać hipokryzję – zaznaczył były minister środowiska.

– To są organizacje, które z jednej strony nie są przeciwnikami aborcji, wręcz odwrotnie – można stosować aborcję, eutanazję również, bo to są prawa człowieka. Natomiast tutaj wylewają krokodyle łzy nad tym problemem – zauważył.

Polityk wskazał, że występowanie afrykańskiego pomoru świń jest problemem gospodarczym, który dotyczy głównie wielkich farm. Podkreślił również, iż Polska jest istotnym producentem wieprzowiny i może chodzić tu również o walkę gospodarczą.

– Kilka godzin po znalezieniu dwóch pierwszych dzików z ASF (2014 r.) cała Europa krzyczała, że Polska jest zapowietrzona afrykańskim pomorem świń. Powtórzyła się historia z chorobą wściekłych krów czy ptasią grypą, gdzie – co nie ulega wątpliwości – interesy gospodarcze, a więc duże pieniądze powodują pewne namiętności, jak również stymulowane są różnego rodzaju informacje w ośrodkach społecznego przekazu – dochodzi do pewnej walki gospodarczej. Trzeba zdawać sobie z tego sprawę – oznajmił gość „Aktualności dnia”.

Cała rozmowa z prof. Janem Szyszko dostępna jest [tutaj].

RIRM

drukuj