[TYLKO U NAS] Prezes Stoczni Szczecińskiej: Podpisanie kontraktu z Lauterjungiem potwierdza naszą obecność wśród europejskich producentów

W dniu dzisiejszym Lauterjung podpisem wspólnego kontraktu potwierdził naszą obecność – mam nadzieję, że nikt już się nie zamachnie na Stocznię Szczecińską i będzie ona trwała – w krwiobiegu europejskich producentów – mówił w czwartkowym wydaniu audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja Andrzej Strzeboński, prezes Stoczni Szczecińskiej.

Dzisiaj w Stoczni Szczecińskiej podpisano pierwsze od lat samodzielne kontrakty na budowę jednostek. Andrzej Strzeboński przypomniał, że „dwa lata temu podjęto wyzwanie i przedstawiono wizję uruchomienia stoczni”.

– Podjęliśmy się wyzwania odtworzenia zdegradowanej infrastruktury, zorganizowania struktury zarządzania stocznią i kontraktami – kwalifikowanych inżynierów i spawaczy. Kolejny aspekt to obszar klienta. Wszystkie te obszary uruchomiliśmy. Pierwsze zrealizowaliśmy już 20 czerwca 2017 roku, bo z tym dniem stocznia była w pełni gotowa i jest gotowa technologicznie do budowy statków – mówił.

Stocznia Szczecińska kontrakt popisała z armatorem Lauterjung Shipmanagment GMP&CO.

– Przez rok pracowaliśmy z niemiecką grupą armatorską Lauterjung. W dniu dzisiejszym ten armator podpisem wspólnego kontraktu potwierdził naszą obecność – mam nadzieję, że nikt już się nie zamachnie na Stocznię Szczecińską i będzie ona trwała – w krwiobiegu europejskich producentów – wskazał gość Radia Maryja.

Kontrakt opiewa na dwa statki. Jak informował Andrzej Strzeboński, „są to uniwersalne masowce w pełni wyposażone, które przekażemy w 2020 roku, jeżeli wszystkie warunki kontraktu dopełnimy dwustronnie z armatorem”.

– Lauterjung jednocześnie zażyczył sobie w opcji kolejne osiemnaście statków, czyli łącznie Lauterjung dedukuje u nas budowę dwudziestu masowców uniwersalnych – zaznaczył.

Po zamknięciu Stoczni Szczecińskiej i Stoczni Gdańskiej wiele osób straciło pracę. Pracownikom proponowano przekwalifikowanie się m.in. na fryzjerów psów. Stoczniowcy zmuszeni byli wyjechać za granicę. Z chęcią porzucili tamte zawody i wrócili do stoczni – akcentował prezes Stoczni Szczecińskiej.

– Wrócili z banicji, na którą ich wysłano w świat. Wrócili inżynierowie z Chin, Norwegii, Wismaru czy Papenburga. Nie mamy problemu z naszą kadrą do zarządzania tak poważnymi kontraktami – podkreślił.

Dewastacja Stoczni Szczecińskiej i jej rozmiar była prezentowana w mediach. Gość Radia Maryja zaznaczył, że sprawa ma także „wymiar procesowy”.

– Kilka dni temu zapadł wyrok ws. byłych prezesów, którzy dopuszczali się tego barbarzyństwa – przywożono ludzi z palnikami, którzy cieli materiał na złom. To byli Bogu ducha winni ludzie. Im kazano ciąć wszystko, co im pod rękę wpadnie. Tak dewastowano tę stocznię – wskazał prezes stoczni.

– To skutkowało tym, że wygenerowaliśmy własne środki w wysokości 20 mln zł, które zaangażowaliśmy w infrastrukturę, aby przywrócić jej technologiczność i udokumentować armatorowi, że jesteśmy. Podpisanie z Lauterjungiem kontraktu to potwierdza. Stocznia nie jest już tylko faktem wytwórczym (…) Dzisiaj podpisaliśmy samodzielny kontrakt odrodzonej Stoczni Szczecińskiej – mówił Andrzej Strzeboński.

Całą rozmowę z Andrzejem Strzebońskim w czwartkowym wydaniu audycji „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj].

RIRM

drukuj