fot. PAP/EPA

[TYLKO U NAS] Nasze źródło z Brukseli: W sytuacji politycznego impasu dot. Brexitu, Grupa V4 powinna była działać razem na ostatnim szczycie europejskim

W ubiegły czwartek nadarzyła się doskonała okazja, aby z jednej strony poprzeć rząd Wielkiej Brytanii w staraniach o sprawne wyjście z UE, a z drugiej strony pokazać swoją niezależność polityczną wobec sił, które rządzą UE od wielu dziesiątków lat – mówił w rozmowie z portalem Radiomaryja.pl obserwator sceny dyplomatycznej w Brukseli.

Liderzy 28 państw Unii Europejskiej zdecydowali wczoraj na szczycie Rady Europejskiej o opóźnieniu brexitu. Jeśli brytyjski parlament zaakceptuje umowę z UE, datą Brexitu będzie 22 maja, jeśli nie – 12 kwietnia.

Nasz rozmówca zaznaczył, że stanowisko Wielkiej Brytanii jest bardzo konsekwentne – Zjednoczone Królestwo chce opuścić UE i robi wszystko, żeby zrobić to jak najszybciej oraz na jak najlepszych dla siebie warunkach. Nie można się dziwić Brytyjczykom, że tak właśnie postępują – dodał.

– Natomiast elity brukselskie zachowują się po raz kolejny w sposób arogancki i w sposób, który można uznać za poniżający duży kraj członkowski. Kraje Europy Wschodniej również są od wielu lat poniżane politycznie przez elity brukselskie. Należało jednak oczekiwać, że w przypadku tak dużego kraju jak Wielka Brytania, zmieni się przede wszystkim retoryka UE, że np. pojawi się w oświadczeniach liderów UE określenie: szukamy kompromisu i jesteśmy otwarci na nowe rozwiązania, szanujemy wolę wyborców brytyjskich i pragniemy doprowadzić do rozwiązań satysfakcjonujących obydwie strony – mówił.

Jednak tych określeń brakuje. Nasz rozmówca podkreślił, że brak takich koncyliacyjnych sformułowań w języku dyplomacji oznacza jedno: „Bruksela patrzy na całą sytuację z pozycji siły. Elity brukselskie są wręcz zadowolone z tego, że kraj, który chce opuścić UE, ma różnego rodzaju problemy. Ma to być ewentualna przestroga na przyszłość dla tych, którzy odważą się postępować podobnie i zapragną wyjścia z UE”.

– Jest to wysoce nieodpowiedzialne, gdyż Wielka Brytania od tysięcy lat była, jest i będzie tam, gdzie jest teraz. Geografii nikt nie zmieni. Bruksela powinna więc raczej szukać dróg wspólnego wyjścia z impasu. W związku z aroganckim podejściem elit UE, eurosceptycyzm w Wielkiej Brytanii jeszcze wzrośnie. Zdroworozsądkowo rzecz biorąc, takie działanie UE z pozycji siły jest kont-produktywne, nie leży nawet w długofalowym interesie samych elit europejskich. Na pewno zaś nie powinno być w interesie Polski, aby wytwarzać mur braku politycznego zrozumienia dzielący Polskę od Wielkiej Brytanii – zaznaczył.

Premier Mateusz Morawiecki wykluczył renegocjację umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Stanowisko szefa polskiego rządu – jak wskazał nasz rozmówca – nie różni się w tej sprawie niczym od stanowiska głównych sił elit brukselskich.

– W tej chwili jest doskonała okazja, aby Grupa Wyszehradzka, o której wielokrotnie słyszeliśmy, że ponoć stanowi przeciwwagę dla elit brukselskich, pokazała swoją polityczną jedność i niezależność od tzw. unijnego establishmentu. Wiodące siły UE, oparte na osi Paryż-Berlin, robią w tej chwili wszystko, żeby Wielka Brytania w jak najbardziej niekorzystny dla niej sposób wyszła z UE. To jest tylko krótkoterminowy interes tych elit, związany z majowymi wyborami i chęcią pokazania siły Paryża i Berlina, ale nie leży to w polskim interesie – podkreślił.

Nasz komentator wskazał, iż „w związku z tym, że premier Viktor Orban ma niewątpliwie od dłuższego czasu taki sam problem z elitami brukselskimi jak Polska, nie należy wpisywać się teraz w logikę tychże elit, tylko trzeba pokazać swoją niezależność”.

– Polegałoby to na tym, że Grupa V4, o ile prawdą jest, że stanowi spójny konglomerat sił politycznych, powinna działać razem w tej sytuacji politycznego impasu, który wytworzył się w Brukseli, dlatego że jest to doskonała okazja, aby z jednej strony poprzeć rząd Wielkiej Brytanii w staraniach o spokojne i szybkie wyjście z UE, a z drugiej strony pokazać swoją niezależność wobec sił, które rządzą UE od wielu dziesiątków lat – powiedział.

Rozmówca zaznaczył także, że „jednostronne poparcie konglomeratu niemiecko-francuskiego ws. Brexitu, nie otrzymując za to nic w zamian, jest kolejnym oddawaniem terenu politycznego w grze unijnej. Unia nas za takie potakiwanie nie pokocha nas bardziej, ale za to inni nasi partnerzy mogą nam to kiedyś wypomnieć i nie popierać nas, gdy my będziemy ich z kolei potrzebowali”.

– Należy przypomnieć, że Polska absolutnie nic nie uzyskała w zamian za liczne ustępstwa, np. w sprawie koniecznej w Polsce reformy sądowej. Polska dokonała jednostronnego aktu ustępstw na rzecz UE nie uzyskując nic w zamian. Liczą jedynie na spokój w relacjach z UE. W takich sytuacjach Winston Churchill mawiał: „myślicie, że za cenę honoru uzyskacie spokój; otóż honor straciliście, a wojnę i tak mieć będziecie” – powiedział.

– W wielu dziedzinach europejskich Polska oddaje swoje poparcie dla stanowiska głównych sił establishmentu, a w zamian nie uzyskuje nic. Ten proces trzeba w końcu przerwać. Brexit to okazja, aby wykazać niezależność polityczną Grupy Wyszehradzkiej, o ile w rzeczywiści ta Grupa jest solidarna i silna. Wielka Brytania jest i będzie bardzo ważnym krajem europejskim, i będzie nadal odgrywać ogromną rolę strategiczną w Europie. Powinniśmy ciągle pamiętać o tym, że w tym ważnym dla nas i dużym kraju mieszka milion Polek i Polaków. To jest ważniejsze niż chęć mówienia językiem elit brukselskich – wskazał nasz rozmówca.

RIRM

drukuj