fot. PAP/Adam Guz

[TYLKO U NAS] Kpt. Z. Dłużniewski o bitwie pod Monte Cassino: Nosiliśmy rannych w tę i z powrotem. Wszystko to działo się pod ciągłym ostrzałem niemieckim

Była cała masa rannych. Żeby ochronić rannego trzeba było go ewakuować. To była sztafeta: 10 odcinków po 200 metrów. Niosło się rannych tam, a z powrotem puste nosze i tak się kursowało. Wszystko to działo się pod ciągłym ostrzałem niemieckim – podkreślił kpt. Zbigniew Dłużniewski w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja, wspominając 18 maja 1944 roku.

Kpt. Zbigniew Dłużniewski dokładnie w dniu zwycięstwa skończył 20 lat.

– To jest akurat dzień moich urodzin, 18 maja – mówił.

Podczas bitwy o Monte Cassino był przydzielony do „sztafety”, która znosiła rannych spod niemieckiego ostrzału.

– Żeby ochronić rannego przed ciągłym ostrzałem Niemców, trzeba było ich ewakuować. Była cała masa rannych. Od punktu Domku Doktora (podczas bitwy mieścił się tam Batalionowy Punkt Opatrunkowy 3. Dywizji Strzelców Karpackich-red.) było około 2 kilometrów. Była to ścieżka górska, więc nie można było dojechać ani żadnym jeepem, ani sanitarką – tych rannych trzeba było przenieść. Trasa była podzielona na 10 odcinków po 200 metrów. Była sztafeta: niosło się rannych tam, a z powrotem puste nosze i tak się kursowało w tę i z powrotem. To była jedyna ścieżka łączności dla całej dywizji, więc była strasznie zajęta – mnóstwo kabli (telefony były jeszcze na kable). Wszystko to działo się pod ciągłym ostrzałem niemieckim (…). Myśmy wiedzieli, że Niemcy się poddali. Widzieliśmy tych spadochroniarzy, którzy szli w takich bluzach. To byli młodzi chłopcy (…). Potem, jak tych Niemców przeprowadzono, to od polskiej strony zaczęły napływać różne delegacje do tego klasztoru, który został zdobyty – wspominał uczestnik bitwy o Monte Cassino.

RIRM

drukuj