[TYLKO U NAS] K. Godek: Politycy ponoszą pośrednią odpowiedzialność za śmierć dzieci nienarodzonych

Co 8 godzin ktoś traci życie ze względu na to, że obowiązuje obecna ustawa ws. aborcji. Ginekolodzy, którzy to robią, ponoszą za to odpowiedzialność bezpośrednią, ale pośrednią ponoszą posłowie, którzy pozwalają na to, żeby takie prawo obowiązywało – powiedziała w programie „Polski punkt widzenia” na antenie TV Trwam Kaja Godek. Członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina odniosła się do wstrzymywania przez Sejm prac nad obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”, pod którym podpisało się 830 tys. Polaków.

Sejmowa Komisja Polityki Społecznej i Rodziny podczas środowego posiedzenia nie zajęła się obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”. Poseł Jan Klawiter z Prawicy RP złożył wniosek o włączenie tego projektu. Z drugiej strony został złożony kontrwniosek posłanki Nowoczesnej Moniki Rosy, za którym zagłosowali posłowie z Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej. Posłowie wszystkich opcji politycznych stanęli ręka w rękę przeciwko nienarodzonym dzieciom – podkreśliła Kaja Godek.

Sejm jest dziś na sznurku feministek. Realizuje zlecenie na dzieci nienarodzone. Lekceważy blisko milion ludzi, którzy podpisali się pod projektem, lekceważy Episkopat, który popiera ustawę, lekceważy środowiska, które wyrażają poparcie dla zakazu tzw. aborcji eugenicznej. Jest to porozumienie ponad podziałami – zaznaczyła członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina.

Jako obywatele zbieraliśmy podpisy w obronie dzieci nienarodzonych – ludzi, którzy nie mogą się w żaden sposób bronić – ale teraz to posłowie mają obowiązek procedować tę ustawę. Tymczasem oni pozostawiają nienarodzone dzieci bez pomocy – dodała.

To, co miało miejsce w środę było niesłychane. Wielokrotnie mówiliśmy o tym, że złożymy wniosek, a posłowie w czwartek stwierdzili, że nie wiedzieli, iż takowy wniosek będzie składany. Tym też ośmiu posłów usprawiedliwiało swoją absencję w czasie posiedzenia komisji. Był nawet przypadek jednej pani poseł, która wyszła przed głosowaniem, a wróciła zaraz po nim. (…) Mowa o poseł Halinie Szydełko z Akcji Katolickiej. Poseł Szydełko przyszła na posiedzenie komisji, podpisała się na wejściu na karcie, po czym wyszła przed głosowaniem, a po głosowaniu pojawiła się na nim z powrotem. To jest pozostawienie nienarodzonych dzieci bez pomocy. To są dzieci, które w swojej obronie nic nie mogą zrobić. To my, obywatele, zbieraliśmy podpisy, aby te dzieci ratować, a politycy powinni procedować ustawę, bo w ten sposób te dzieci ratują. Chciałoby się na to patrzeć, jak na kabaret polityczny, ale nie można. To jest rzecz straszna. To jest pozostawienie ludzi w potrzebie bez pomocy – zaznaczyła gość TV Trwam.

Mieliśmy tylko dwie daty, kiedy politycy deklarowali przywiązanie do wartości katolickich i konserwatywnych – 2 kwietnia – rocznica śmierci Jana Pawła II i 9 kwietnia – Dzień Świętości Życia – wskazała Kaja Godek.

W tych dniach media społecznościowe były zasypane obrazkami z Janem Pawłem II, cytatami o ochronie życia. Robili to także posłowie z sejmowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, którzy w środę zagłosowali albo przeciwko wnioskowi, albo nie było ich w ogóle na głosowaniu. Jak widać, deklaracje w polityce stawia się łatwo, ale później posłowie za tymi deklaracjami nie idą – powiedziała członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina.

Tłumaczenia polityków, że potrzebne są kolejne opinie w sprawie tego projektu są absurdalne – dodała.

Przynieśliśmy projekt, który składa się z praktycznie jednego zdania. To jest dokładnie 129 słów. Uchwalenie takiego projektu i skierowanie go do drugiego czytania zajęłoby dosłownie chwilę. Pomysł, żeby zbierać opinie, bo one zamkną usta „wrogom życia” jest też absurdalny, bo „wrogowie życia” zawsze będą protestować. Jakich opinii Państwo potrzebują, żeby przestać zabijać ludzi? Co 8 godzin ktoś traci życie ze względu na to, że obowiązuje obecna ustawa ws. aborcji. Ginekolodzy, którzy to robią, ponoszą za to odpowiedzialność bezpośrednią, ale pośrednią ponoszą posłowie, którzy pozwalają na to, żeby takie prawo obowiązywało. Nie jest bez znaczenia, kiedy politycy zajmą się tym projektem. Dajemy czas feministkom, aby się mobilizowały i przez to na ulicach czy pod kurią są awantury. Gdyby ta sprawa została w styczniu zamknięta, dzisiaj protestów już by nie było – zaznaczyła Kaja Godek.

Całość programu „Polski punkt widzenia” z udziałem Kai Godek można zobaczyć [tutaj].

 

RIRM

drukuj