Gdańsk. Grudzień 1970. Źródło: IPN

[TYLKO U NAS] K. Dośla w rocznicę masakry na Wybrzeżu: Dopominaliśmy się o sprawiedliwość, jednak się jej nie doczekaliśmy

Gomułka, Jaruzelski, Tuczapski, Korczyński czy Kociołek – Polska nie potrafiła tych bandziorów w odpowiedni sposób potraktować. (…) Nie doczekaliśmy się sprawiedliwości – mówił na antenie Radia Maryja w poniedziałkowym wydaniu audycji „Aktualności dnia” Krzysztof Dośla, przewodniczący Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

Jak co roku w Gdyni, przy pomniku Ofiar Grudnia ’70, w pobliżu przystanku SKM Gdynia Stocznia, z samego rana rozpoczęły się uroczystości upamiętniające osoby, które straciły życie podczas strajków w grudniu 1970 r.

Krzysztof Dośla zaznaczył, że tamte wydarzenia mają „znaczenie nie do przecenienia dla historii naszej Ojczyzny”. Bez Grudnia’70 nie byłoby „Solidarności”. Tamte doświadczenie pozwoliło także robotnikom w 1980 r. wybrać najlepszą, jednocześnie bezkrwawą metodę dopominania się o prawo do godnego życia, do godnych warunków pracy, ale też i o wolną Ojczyznę – dodał.

– Niestety wcześniej był Grudzień’70, który był pokazem siły władzy ludowej, jednym z ostatnich, ale kosztującym straszliwie dużą cenę, jaką społeczeństwo polskie, głównie z Wybrzeża, zapłaciło – 44 osoby zabite, ponad 1200 rannych, a pamiętajmy, że nie wszyscy ranni zgłaszali się do szpitali, żeby uniknąć represji, kilkadziesiąt tysięcy osób zwolnionych z pracy, kilkadziesiąt tysięcy osób ukaranych – akcentował przewodniczący gdańskiej „Solidarności”.

Gość Radia Maryja przypomniał także, że „wówczas władza komunistyczna użyła przeciwko swojemu społeczeństwu sił, których nigdy wcześniej i nigdy później – nawet w okresie stanu wojennego – nie zmobilizowano”. Łącznie na terenie Polski zaangażowanych przeciwko Polakom było 61 tys. żołnierzy, 1700 czołgów, 1750 transporterów opancerzonych, ponad 8 tys. samochodów, helikoptery, samoloty, okręty marynarki wojennej, ok. 9 tys. milicjantów i funkcjonariuszy z SB.

– Na samym Wybrzeżu bezpośrednio w akcji przeciwko protestującym robotnikom użyto 550 czołgów i 750 transporterów opancerzonych. To są ilości wręcz niewyobrażalne. Wystrzelono – tyle podają dane z archiwów – ponad 46 tys. pocisków różnego rodzaju i zużyto ponad 150 tys. sztuk środków chemicznych. Wszystko przeciwko strajkującym pracownikom, a później przeciwko strajkującym mieszkańcom miast – mówił.

A wszystko zaczęło się od ogłoszenia 12 grudnia podwyżek cen przez PZPR. Jak powiedział Krzysztof Dośla, „jako pierwsza strajk rozpoczęła Stocznia Gdańska. Później ten protest rozlał się na Gdynię, Szczecin, Elbląg, Słupsk”.

Związkowiec podkreślił także, że ludzie protestowali pokojowo. W Gdańsku, w którym po raz pierwszy użyto brani, tak naprawdę do jakichkolwiek zajść doszło wtedy, kiedy w tłum protestujących robotników weszła grupa kilkudziesięciu funkcjonariuszy SB po to, aby – zgodnie z dokumentami – dezorganizować protest, a tak naprawdę, żeby dać pretekst do użycia siły – zaznaczył.

– Kiedy została użyta siła, to wówczas robotnicy również odpowiedzieli siłą. W żadnym przypadku, ani w Gdańsku, ani w Gdyni, ani w Szczecinie, jako pierwsi sprawcami nie byli robotnicy, nie było społeczeństwo. Pierwsze uderzało wojsko lub milicja. To oni strzelali – powiedział.

– Nieprawdą jest, że strzelali pod nogi czy w powietrze, bo później sekcje zwłok wskazywały, że strzały padały z góry, że strzelano na wprost. Byli też tacy, którzy zostali przeszyci seriami z pistoletów maszynowych, byli ranni, którzy mieli kilkanaście ran. To wszystko wskazywało na to, że strzelano po to, aby zabić – kontynuował.

Gomułka, Jaruzelski, Tuczapski, Korczyński czy Kociołek – „Polska nie potrafiła tych bandziorów w odpowiedni sposób potraktować”. Rozmówca Radia Maryja wskazał, że „świadkowie cały czas żyją. Żyją rodziny ofiar, żyją osoby, które widziały zabitych, które udzielały pomocy rannym. Żyją wszyscy ci, którzy mogliby zeznawać”.

– Żyją jeszcze ci, którzy strzelali. Niestety nie żyją wszyscy ci, którzy wydawali wówczas rozkazy. Warto przypomnieć tych bandytów, począwszy od Gomułki, przez Jaruzelskiego, był też Tuczapski, Korczyński, Kociołek – to są te nazwiska, które na wieczny czas powinny być okryte hańbą. Natomiast Polska nie potrafiła tych bandziorów w odpowiedni sposób potraktować. (…) Dopominaliśmy się o sprawiedliwość, jednak tej sprawiedliwości się nie doczekaliśmy – mówił Krzysztof Dośla.

Całą rozmowę z przewodniczącym gdańskiej „Solidarności” w „Aktualnościach dnia” można odsłuchać [tutaj].

RIRM

drukuj