fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] E. Siemaszko: Jeśli Ukraina rozgrzesza zbrodniarzy, to znaczy, że akceptuje zbrodnie ludobójstwa

„Jeśli państwowo rozgrzesza się zbrodniarzy, nadając im tytuł kombatancki, to znaczy, że Ukraina jako państwo akceptuje zbrodnie ludobójstwa” – powiedziała w piątkowych „Aktualnościach dnia” na antenie Radia Maryja Ewa Siemaszko. Badacz zbrodni wołyńskiej odniosła się w ten sposób do ukraińskiej nowelizacji ustawy, która nadaje status weterana wszystkim członkom Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podpisał w grudniu ustawę rozszerzającą grupę osób, którym przysługuje status weterana. Dotąd należeli do niej członkowie organizacji zbrojnej, m.in. Ukraińskiej Powstańczej Armii, którzy nie brali udziału w zbrodniczych działaniach przeciwko ludzkości. Teraz z zapisów znikło zastrzeżenie wykluczające osoby winne takich zbrodni.

– Ten fakt ma znaczenie przede wszystkim ogólnoludzkie. Jeśli państwowo rozgrzesza się zbrodniarzy, nadając im tytuł kombatancki, to znaczy, że Ukraina jako państwo akceptuje zbrodnie ludobójstwa, akceptuje zbrodnie przeciwko ludzkości. To jest przerażające, bo taka oficjalna afirmacja zbrodni stanowi punkt wyjścia do popełniania podobnych zbrodni w innych okolicznościach i w innym czasie, czyli w przyszłości – zaznaczyła Ewa Siemaszko.

Badacz zbrodni wołyńskiej zauważyła, że „Polska strona wyraża się zupełnie innym torem myślenia, natomiast ukraińska strona również innym. Te tory myślenia, ocen historycznych się w ogóle ze sobą nie stykają”.

– Tym bardziej po tej nowelizacji ustawy, dającej kombatanctwo i honory wszystkim członkom UPA, a większość z nich niestety była mordercami. Styku między naszą a ukraińską polityką zagraniczną nie może więc być – powiedziała.

Ewa Siemaszko podkreśliła również, że „Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińska Powstańcza Armia były formacjami totalitarnymi, dlatego że terrorem zmuszały do podporządkowania społeczeństwo ukraińskie. Ten terror wyrażał się również w okropnych zbrodniach”.

– O tym się na Ukrainie nie mówi. Wszyscy, którzy zginęli z rąk UPA, są uważani za zdrajców rangi narodowej, współpracowników Moskwy, co (w większości – red.) nie jest prawdą. Biorąc chociażby pod uwagę, że nawet jeśli tacy byli, to ich rodziny nie powinny być maltretowane, niszczone, dlatego że ktoś – w rozumieniu nacjonalistów – sprzeniewierzył się sprawie ukraińskiej. Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej, i to w tak makabryczny sposób, jest dodatkowym elementem obciążającym tę formację z punktu widzenia Ukraińców – wskazała.

Jeśli na Ukrainie są rzetelni badacze, historycy czy nawet zwykli ludzie, którzy znają prawdę i mają zdrowy stosunek do nacjonalizmu ukraińskiego, to oni nie będą w stanie się przeciwstawić w jakikolwiek sposób – mówiła badacz zbrodni wołyńskiej.

– Prawdopodobnie będzie milczenie, a ci, którzy zdobędą się na odwagę, będą w jakiś sposób szykanowani. Sytuacja wewnętrzna na Ukrainie nie będzie sprzyjała ujawnianiu prawdy i uczciwemu spojrzeniu naprawdę – zaznaczyła.

Cała rozmowa z Ewą Siemaszko dostępna jest [tutaj].

RIRM

drukuj