fot. tv trwam

[TYLKO U NAS] Dr M. Szpytma: Wśród Żydów byli tacy, którzy dawali Polakom pieniądze na swoje wyżywienie. Absolutnie nie jest to tożsame z płaceniem w zamian za ukrywanie

Większość Polaków sama miała problem, żeby przeżyć i związać koniec z końcem, a podzielenie się dodatkową porcją żywności z ludnością żydowską jeden dzień, trzeci miesiąc, pół roku – było niezwykle ciężkim obciążeniem. To właśnie rzutowało na przyjęcie pod swój dach kogoś, bo nie byli w stanie często sami siebie wyżywić – mówił podczas „Rozmów niedokończonych” w TV Trwam prof. Mirosław Golon z gdańskiego IPN. Często mówi się, że Żydzi, którzy dawali na swoje wyżywienie – płacili za ukrywanie. To absolutnie nie jest nic tożsamego – wskazał z kolei zastępca prezesa IPN dr Mateusz Szpytma.

W II Rzeczypospolitej mieszkało 3 mln Żydów. Mniejszość Żydowska była rozsiana niemal po całym kraju.

– Sami Żydzi podkreślali, że nie było żadnego innego kraju, w którym byłaby taka możliwość rozwoju kulturalnego, jak Polska. W Warszawie mieszkało kilkaset Żydów. Tutaj kultura żydowska rozwijała się bardzo dobrze – zaznaczył dr Mateusz Szpytma.

Zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej mówiąc o zbrodni Holokaustu, wskazał, że była to niemiecka machina państwowa wymyślona w Berlinie, która od początku zakładała wyeliminowanie wszystkich europejskich Żydów.

– Było to realizowane w najgorszy sposób – przez fabryki śmierci, zagłady, które były budowane wyłącznie na okupowanych ziemiach polskich. Dzisiaj w mediach na Zachodzie bardzo często sugeruje się, że te obozy koncentracyjne znajdowały się na ziemiach polskich, dlatego że Polska była antysemicka. To jest całkowita nieprawda i trzeba temu przeciwdziałać. Szanujący się badacz, szanujący się historyk wie, że Holokaust był realizowany na tych ziemiach, ponieważ tu było największe skupisko Żydów i z logistycznych względów tak było łatwiej, przywożono Żydów z całej Europy – podkreślił.

Podczas dyskusji toczącej się w kwestii ratowania Żydów przez Polaków, czasem pojawiają się zarzuty, iż nasi rodacy udzielali pomocy jedynie ze względu na korzyści finansowe.  Liczne historie, z którymi można się zapoznać m.in. w toruńskiej „Kaplicy Pamięci” [zobacz], pokazują jednak, że to nie pieniądze, nie ordery, ale miłość do bliźniego, którą głosi Ewangelia, decydowała o udzieleniu schronienia. Mimo, iż Polacy sami mieli problem w utrzymaniu swoich rodzin.

– Myślę, że największa grupa [wśród Żydów], to byli ludzie, którzy ukrywając się [u Polaków] starały się jakoś zrekompensować koszt wyżywienia. Nie można tutaj mówić o zapłacie. Bardzo często mówi się, że ci, którzy dawali na swoje wyżywienie, to płacili za ukrywanie. To absolutnie nie jest coś tożsamego. Natomiast było bardzo wiele środowisk polskich, które wspierały Żydów także finansowo. Tutaj wchodzimy w role państwa polskiego, akcję „Żegota”, która nie tylko pomagała nie dla zysku, ale wręcz przeciwnie – płaciła za ukrywanie tym osobom, które decydowały się, aby ich wspierać – podkreślił dr Mateusz Szpytma.

Najnowsza wystawa Instytutu Pamięci Narodowej: „Siostry matkami żydowskich dzieci”, przybliża historię zgromadzenia sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, które udzieliły pomocy aż 750 Żydom.

– Uratowały ok. 500 żydowskich dzieci, a oprócz tego jeszcze ok 250 dorosłych Żydów. To były czyny z głębi serca. Mamy bardzo wiele takich przykładów – wskazał zastępca prezesa IPN.

– Ogromny sukces sióstr franciszkanek. Ocalić 750 osób, to znaczyło przyodziać, napoić, nakarmić i przetrzymywać wiele miesięcy lub wiele lat – dodał prof. Mirosław Golon, dyrektor oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.

Dyrektor gdańskiego oddziału mówił, że brak żywności był jednym z największych problemów II wojny światowej, a mimo wszystko nie powstrzymywało to większości Polaków, by wykonać rozkaz sumienia – ratować Żydów od zagłady.

– Polska cały czas była krajem dość ubogim. Ludzi zamożnych było niewielu, w związku z tym wojna była też ekonomicznym dramatem. Większość ludności sama miała problem, żeby przeżyć i związać koniec z końcem. Podzielenie się dodatkową porcją żywności jeden dzień, drugi dzień, trzeci miesiąc, pół roku – było niezwykle ciężkim obciążeniem. To to właśnie rzutowało na brak zdolności części społeczeństwa do przyjęcia pod swój dach, przyjęcia i schronienia kogoś, bo nie byli w stanie często sami siebie wyżywić, musieli chodzić za pracą, za pomocą, to był ogromny problem. Powodowało to także duży problem w czasie długotrwałego ukrywania, gdyż ktoś wychodził z ukrycia, zaczynał szukać, bo zaczynały się problemy żywnościowe (…). Ci, którzy podejmowali się tego, odczuwali moralny obowiązek. Większość z nich była religijna – powiedział prof. Mirosław Golon.

RIRM

drukuj