[TYLKO U NAS] Dr D. Kucharski: Trudny dla Polaków rok 1944

Sowieci nakazali otaczać poszczególne oddziały czy nakazywać rozbrojenie. Jeśli do tego nie dochodziło, to dochodziło do walk. Kilka tysięcy żołnierzy zostało aresztowanych i trzymanych w miejscach odosobnienia. Niektórym udało się uciec. Ci, którym się nie udało, zostali niestety wywiezieni w głąb Związku Radzieckiego do łagrów – powiedział o skutkach akcji odbicia Wilna przez AK w 1944 roku dla portalu RadioMaryja.pl historyk dr Dariusz Kucharski.

1944 rok to czas ważnych wydarzeń dla narodu polskiego w czasach II wojny światowej. To czas, kiedy okupant niemiecki wypychany jest przez oddziały Armii Czerwonej – de facto kolejnego okupanta ziem polskich, na których została utworzona tzw. Polska Ludowa jako państwo wasalne ZSRR. Polacy zaczęli przygotowywać się do tej sytuacji w 1943 roku. Chcieli wyrzucić Niemców ze swoich ziem – ziem dawnej II RP – i ustrzec się przed ponowną okupacją sowiecką. Liczono się z takim zagrożeniem. Powstał plan, aby przygotować działania mające na celu reprezentowanie polskiej administracji po pojawieniu się nowego okupanta – armii sowieckiej.

W 1943 roku rozpoczęto prace studyjne nad przygotowaniem planu nazywanego operacją „Burza” polegającego na tym, że kiedy w wycofujących się oddziałach niemieckich powstawał chaos i ucieczka z zajmowanych miast i miasteczek, miała pojawiać się i wypychać Sowietów z Armii Czerwonej Armia Krajowa i Polskie Państwo Podziemne. W tym miejscu miały pojawiać się polskie struktury w postaci organizacji cywilnych, jak również wojskowych i policyjnych.

Z 3 na 4 stycznia 1944 roku Sowieci przekroczyli przedwojenną granicę II RP i wkroczyli na jej terytorium. Rozpoczęły się działania związane z akcją „Burza”. Jednakże Sowieci w różnych rejonach zachowywali się w sposób zaskakujący swoją grozą postępowania. Potrafili atakować oddziały AK, oddziały podziemia niepodległościowego i jednocześnie aresztować środowiska cywilne zaangażowane w polski ruch niepodległościowy. To powodowało, iż informacja ta przechodziła powoli do ośrodków decyzyjnych w Warszawie.

Zanim do tego doszło, w marcu 1944 roku powstała koncepcja, aby spróbować wyzwolić Wilno. Środowisko zgromadzone wokół komendy okręgu wileńskiego Armii Krajowej postanowiło przygotować takowy plan i go zaprezentować. Prezentacja planu przed komendantem głównym AK miała miejsce 12 czerwca 1944 roku w Warszawie. Został on zatwierdzony. W tym momencie nastąpiło odejście od planu „Burza”. W wypadku Wilna miało to wyglądać tak, że Polacy swoimi środkami zbrojnymi będą atakować zgrupowania niemieckie w dużych miastach. Miała to być akcja bardzo spektakularna, jednocześnie oddająca ducha polskiego i pokazująca światu, że Polacy żyją również na terenach kresowych, których są ich pełnoprawnymi właścicielami. Operacja ta w następnych tygodniach została w pełni przygotowana. Planowana była na 7 lipca 1944. Jednak kilka dni wcześniej rozpoczęła się wielka operacja Armii Czerwonej, która spowodowała, że Sowieci bardzo szybko przemieścili się na zachód. Pokonywali dziennie swoimi jednostkami nawet 60 km. Takie działanie wywołało wśród Niemców panikę i destrukcję. Polacy postanowili to wykorzystać. Jednocześnie, widząc szybkość operacji sowieckiej, postanowili przyspieszyć swoją operację o jedną dobę – decyzję tą wydał płk Krzyżanowski ps. „Wilk”.

Formalnie rozpoczęła się zatem 6 lipca 1944 roku działaniami na terenie Wilna. Zgrupowanie AK podzielono na pięć mniejszych zgrupowań. Najsilniejsze uderzenie na jednostki niemieckie zostało wykonane od strony wschodniej i południowo-wschodniej. Jednocześnie nastąpiło uderzenie ze środka miasta przez tzw. niski garnizon AK. Szybkość akcji Sowietów spowodowała, że następnego dnia w godzinach południowych zdążyli oni podejść już pod Wilno. Akcja miała na celu zdobycie Wilna przez Polskie Państwo Podziemne – nazwana „Operacją wileńską”, jednakże wojska polskie zetknęły się z Armią Czerwoną. To spowodowało, że automatycznie Sowieci włączyli się w pomoc Polakom w wyzwalaniu miasta. Sukces nastąpił – wyzwolenie Wilna przez środowiska Armii Krajowej – 13 lipca. Około godziny 11.00 Polacy opanowali Górę Zamkową w Wilnie – jeden z ważniejszych punktów miasta – i zawiesili polską biało-czerwoną flagę, która tego dnia zaczęła powiewać nad odzyskanym przez Polaków miastem. Flagę zawieszali żołnierze Armii Krajowej – chorąży Jerzy Jensz „Krepdeszyn” oraz kapral Artur Rychter „Zan”, którym towarzyszyli współtowarzysze wyzwalający wzgórze. To był symboliczny znak pokazujący Sowietom, ale również mieszkańcom (przytłaczająca większość mieszkańców Wilna była Polakami), że Polacy zdobyli to miasto, że ponownie je odzyskali.

Niestety szczęście trwało krótko. Sowieci nakazali otaczać poszczególne oddziały czy nakazywać rozbrojenie. Jeśli do tego nie dochodziło, to dochodziło do walk, mających na celu likwidację polskich oddziałów. Kilka tysięcy żołnierzy polskich, Polskiego Podziemia Niepodległościowego, zostało aresztowanych i trzymanych w więzieniach i miejscach odosobnienia – np. w Miednikach podwileńskich. Niektórym udało się stamtąd uciec. Ci, którym się nie udało, zostali niestety wywiezieni w głąb Związku Radzieckiego do łagrów.

Operacja „Ostra Brama” – odzyskanie przez polskie podziemie Wilna miało spełniać bardzo ważny efekt działania propagandowego tak bardzo potrzebnego w tamtym czasie. Chodziło o to, żeby naród polski odzyskał niepodległość w granicach sprzed II wojny światowej, aby granica wschodnia nie uległa żadnym przesunięciom. Jak czas pokazał, Sowieci zagrabili blisko 190 tys. km kwadratowych.

Działania trwały nadal. Część żołnierzy Wileńszczyzny i Nowogródczyzny, która brała udział w zdobywania Wilna, zostawała na miejscu i przechodziła do partyzantki i w przyszłości tworzyła oddziały podziemia niepodległościowego – drugiej konspiracji niepodległościowej walczącej z Sowietami, jako znani nam Żołnierze Wyklęci – albo przechodziła granicę PRL na ziemie polskie i tam działali w zgrupowaniu dowodzonym przez mjra Szendzielarza „Łupaszkę”. To pokazuje, jak ci Polacy z Wileńszczyzny podjęli dalszą walkę.

Postępy Armii Czerwonej powodowały, że akcja „Burza” była jeszcze podejmowana między innymi na Lubelszczyźnie. Do dowódców podziemia niepodległościowego dochodziły informacje i stopniowo odstępowano od tego planu.

Ostatnim akordem tamtych działań ‘44 było podjęcie działań związanych z rozpoczęciem Powstania Warszawskiego.  To jest trudny temat, ponieważ wielu Polaków i historyków jest dzisiaj podzielonych na temat, czy to było potrzebne itd. Ja powiem w ten sposób – jak to wielu ówczesnych powstańców i uczestników tamtych wydarzeń, mieszkańców Warszawy, mówiło wyraźnie: To, co działo się w Warszawie w czasie okupacji niemieckiej – jak mówili ówcześni warszawiacy – było tak naganne, tak tragiczne i złe dla Polaków, że chęć odwetu, rewanżu za to, co oni Polakom czynili była tak wielka, że praktycznie mówiło się, iż może dojść do wielkiej niesubordynacji pośród poszczególnych mniejszych nawet oddziałów zgrupowanych w Armii Krajowej, czyli do rozpoczęcia na własną rękę działań przeciwko Niemcom wycofującym się, przebywającym w Warszawie. To też na pewno spowodowało podjęcie decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego. Chyba bardziej spektakularne były plany, aby przeprowadzić w Warszawie Powstanie, mające na celu zdobycie Warszawy, uzyskanie tego miasta pod własną kontrolę – czyli Polskiego Państwa Podziemnego – i tym samym stworzyć precedens, mający na celu pokazanie Sowietom, jak i pozostałym aliantom na Zachodzie, którzy nie do końca – jak wiemy – wspierali Polaków, polskie działania i polskie dążenia niepodległościowe, że Polacy mają swoją siłę militarną zarówno w kraju, jak i za granicą i chcieliby mieć własne, niezależne i niepodległe państwo. To miał być ten czynnik, który miał dać Polakom prawo do samostanowienia o sobie. Wiemy dzisiaj, że te działania potoczyły się zgoła inaczej. Ale nie wolno nam dzisiaj – patrząc na wydarzenia warszawskie – obwiniać ówczesnych Polaków. Podjęli oni heroiczny czyn. Należy sobie zawsze w tle postawić pytanie: A jakby im się udało? Jakby Niemcy odstąpili od walki, angażując potężne siły środki, żeby zniszczyć Powstanie Warszawskie? Otoczyliby kordonem miasto i pozwolili, aby w miarę to mogło funkcjonować, jakiż by zrobili problem aliantom – Amerykanom, Brytyjczykom, jak i ich sojusznikom, bo tak nazywano Sowietów – w Warszawie. Jaki byłby status i sytuacja Polski? Możemy spekulować na ten temat dzisiaj, że prawdopodobnie inne elementy przetargowe mogły się pojawiać.

Warto dodać, że Warszawa nie została zniszczona przez Polaków, co próbuje nam się wmawiać, że sami ją sobie zniszczyliśmy. Warszawa była niszczona od 1 września. W okresie wojny obronnej została zniszczona w ok. 10 proc. W czasie powstania w warszawskim getcie została zniszczona w 15 proc. W okresie walk Powstania Warszawskiego jej substancja miejska została zniszczona w 25 proc. Ale – co bardzo istotne – po podpisaniu aktu kapitulacji przez dowództwo Powstania Warszawskiego z Niemcami, gdzie Niemcy wyraźnie zobowiązali się, iż będą oszczędzali ludność cywilną, oszczędzą majątek publiczny i prywatny, czyli nie będzie kradzieży i rabowania systemowego dóbr miejskich, wywożenia jakichkolwiek instalacji z miasta i demontażu, mimo wszystko po zakończeniu operacji usunięcia ludności z Warszawy, rozpoczęto niszczenie systemowe miasta, uprzednio je ograbiając. Należy pamiętać, że wykorzystano do tego mnóstwo wagonów kolejowych, różnego typu pojazdów, aby wywieźć wszelkie dobra z miasta. Po zakończeniu działań powstańczych zniszczono miasto w kolejnych 35 proc. Potem nastąpiły kilkuprocentowe zniszczenia spowodowane tzw. nowymi działaniami urbanistycznymi wprowadzanymi przez komunistów, już po tzw. wyzwoleniu Warszawy przez Sowietów. Mówię o tym, ponieważ tamten czas – czas walki o państwo polskie – to równocześnie czas walki o to, aby w jak najszerszym zakresie utrzymać tę substancję polskiego społeczeństwa. Wiemy, że do końca swoich dni Niemcy nic sobie nie robili z tych relacji ludzkich i niszczyli zarówno ludność polską, jak i jej majątek, jeszcze pozostający pod ich okupacją. To pokazywało, w jak trudnej sytuacji byli Polacy, a jednocześnie wejście Sowietów – sojuszników naszych sojuszników – powodowało, że Polacy dostali się pod ponowną kontrolę. Śmiało można powiedzieć, że okupację sowiecką, która skutkowała stworzeniem komunistycznego marionetkowego państwa, nazywanego PRL.

Dr Dariusz Kucharski/RIRM

drukuj