fot. twitter.com/D_Tarczynski

[TYLKO U NAS] D. Tarczyński: Unia przed wyborami do PE chce budować poczucie zagrożenia wokół państw, które nie zgadzają się na lewacką ideologię

Próbuje się budować teraz pewnego rodzaju poczucie zagrożenia, że jeśli Polska oraz inne kraje, które nie zgadzają się na lewacką ideologię Unii Europejskiej, wygrają te eurowybory, to będzie jeszcze gorzej. Jest to tylko gra polityczna, która ma zastraszać – zaznaczył Dominik Tarczyński, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w rozmowie z portalem Radia Maryja. 

Unia Europejska zamierza stworzyć nowy mechanizm oceny praworządności państw członkowskich. Za jego wprowadzeniem szczególnie opowiadają się Belgia oraz Niemcy. Przedstawiciele obu tych państw tłumaczą, iż sama procedura art. 7 Traktatu UE okazała się nieskuteczna, dlatego potrzeba nowych działań. Czy to kolejna próba uderzenia w kraje, w których unijny traktat został uruchomiony? Chodzi szczególnie o Polskę i Węgry.

Poseł Dominik Tarczyński ocenił, iż takie decyzje są podejmowane na podstawie politycznych emocji.

– Mamy do czynienia z preludium kampanii wyborczej, wszyscy mówią, że Parlament Europejski będzie absolutnie inny niż do tej pory. W mojej ocenie jest to kolejne działanie polityczne, które zakończy się po 26 maja. Zatroszczymy się o to, aby Polska oraz inne kraje, które dbają o tożsamość Europy, już nigdy nie były w ten sposób traktowane. Jestem spokojny, że po wyborach europejskich takich manipulacyjnych sytuacji nie będzie. Nie ma żadnych podstaw, aby tak traktować Polskę. Jako delegat do Rady Europy pytałem o konkretne zapisy których ustaw Timmermans ma do nas zarzuty. Nie było odpowiedzi (…). Opinia, którą chce się budować i kreować o Polsce oraz innych krajach, które nie zgadzają się na lewacką ideologię Unii Europejskiej, ma być tworzona teraz, aby budować pewnego rodzaju poczucie zagrożenia, że jeśli siły konserwatywne wygrają te eurowybory, to będzie jeszcze gorzej. Jest to tylko gra polityczna, która ma zastraszać. Jest to zarządzanie strachem, które nie przyniesie efektów – podkreślił polityk.

Zgodnie z ideą nowego mechanizmu, państwa członkowskie miałyby także ustalić wspólną definicję praworządności.

– A kto będzie ją oceniał i na jakiej podstawie? Będą to oceniać nominaci polityczni, urzędnicy niewybrani w demokratycznych wyborach, czy może ci, którzy są reprezentantami narodu? Kto będzie je interpretował: prawnicy czy może ktoś, kto naprawdę wie, czego oczekują narody? Wszystkie wybory ostatnich 3-5 lat w Unii Europejskiej pokazują, że nie ma zgody na to, aby instrumentalnie traktować prawo, z czym – w mojej ocenie – mamy do czynienia (…). Nie ma szans, aby jakiekolwiek państwo, które w ten sposób jest oskarżane – zostało faktycznie ukarane. Jest potrzebna jedność głosowania, a takiej jedności nie ma, ponieważ wiele państw jest oskarżanych przez tych, którzy piastują „stołki”. Oni wykorzystują swoją pozycję administracyjną, a nie polityczną, bo nie zostali wybrani w demokratycznych wyborach. Są tylko lewacko-politycznie namaszczonymi urzędnikami. Jestem spokojny, większość narodów europejskich chce zmiany, ta zmiana nastąpi 26 maja w wyborach do europarlamentu – wskazał rozmówca Radia Maryja.

Monika Bilska/RIRM

 

drukuj