fot. facebook

[TYLKO U NAS] D. Tarczyński o propozycji nowego budżetu UE: Patrząc na bardzo mocne cięcia kierowane pod adresem Polski, można się zastanowić, czy KE nie chce od strony politycznej nam zaszkodzić

Zapominamy o czymś bardzo ważnym oprócz kwot. Zapominamy o nowych kryteriach, które pojawiły się jeżeli chodzi o wypłatę funduszy europejskich. Nie tylko PKB będzie brane pod uwagę, ale także np. poziom bezrobocia wśród młodzieży, czy poziom wykształcenia młodych ludzi – mówił na antenie Radia Maryja we wtorkowej audycji „Aktualności dnia” poseł Prawa i Sprawiedliwości Dominik Tarczyński.

Gość Radia Maryja zaznaczył, że kryterium, które jest wymienione na końcu dotyczy przyjmowania imigrantów i to jest w oficjalnych kryteriach wymienione. Ostatni bardzo ważny punkt obejmuje integrację tych imigrantów.

W ocenie rozmówcy jest to szaleńcze podejście do tematu finansowania – nie tylko PKB – ale te kryteria są nierozsądne i nie mogą być przyjęte.

– Trzeba podkreślić, że Polska na politykę spójności swego budżetu 331 mld, otrzyma 64,5 mld – jest na pierwszym miejscu, otrzyma najwięcej – ale z drugiej strony Polska miałaby stracić 23 proc., czyli ponad 19,5 mld euro. Nas nie zadowala fakt, że jesteśmy tymi najlepszymi wśród tych 10 państw – podkreślił poseł.

Bardzo niepokojącym elementem w tej całej batalii o budżet jest w dalszym ciągu dopinanie tego niebezpiecznego mechanizmu, jakim jest wiązanie finansów strukturalnych Unii Europejskiej z tzw. praworządnością. W dalszym ciągu mamy do czynienia z możliwością wywierania poprzez finanse nacisków na kraje członkowskie UE.

– Nie jest sprecyzowane przez Komisję Europejską, kto miałby oceniać, kto w subiektywny sposób miał potwierdzać czy praworządność została złamana, naruszona, czy niedotrzymana. To jest bardzo duży problem i może być to wykorzystywane politycznie. Jest to element nacisku pozytywnego, bo gdyby faktycznie brali pod uwagę rządy prawa i praworządność, o których tak dużo słyszymy we wszystkich państwach członkowskich, przez który patrzy się na Polskę, Węgry, teraz Słowenię, kanclerza Austrii, Estonię i innych, to trzeba by było najpierw zacząć od Niemiec i Francji – wskazał publicysta.

W dyskusji dotyczącej budżetu pojawia się pojęcie Brexitu. Odchodzi jeden z największych płatników na rzecz UE – Wielka Brytania – ale z drugiej strony patrząc na bardzo mocne cięcia kierowane pod adresem Polski, można się zastanowić, czy rzeczywiście Komisja Europejska nie chce od strony politycznej zaszkodzić Polsce, która zaczyna nie pasować do UE.

– Widzimy bardzo jasno, jak Komisja Europejska reaguje na demokratyczne wybory narodów europejskich, kiedy te wybory im się nie podobają. Najlepszym, najświeższym, najnowszym przykładem są Włochy. Jeżeli europejscy pracownicy, którzy de facto nie są wybrani w demokratycznych wyborach, mam na myśli eurokratów, którzy są tam na stanowiskach powołanych, decydują o tym, kto ma być ministrem spraw zagranicznych Włoch, albo premierem Włoch, no to ma do czynienia z podobną praktyką, co w czasach sowieckich, Moskwa decydowała kto ma zajmować jakie stanowisko w poszczególnych państwach okupowanych. To niczym się nie różni i nie ma nic wspólnego z demokracją – akcentował poseł PiS.

Dominik Tarczyński zaznaczył, że należy zwrócić uwagę na pytanie kto był odpowiedzialny za negocjacje ze strony europejskiej z Wielką Brytanią i kto bezpośrednio te negocjacje i rozmowy prowadził?

– Jeżeli te rozmowy, te negocjacje skończyły się fiaskiem, bo zakończyły się fiaskiem, Wielka Brytania odeszła, bo te propozycje, które złożyła Unia Europejska ustami Donalda Tuska po prostu były nie do przyjęcia. To właśnie ci ludzie, urzędnicy brukselscy powinni ponieść konsekwencje tego fiaska. Niech teraz grupa IBP, czyli ta, w której zasiada Platforma Obywatelska, ze swoich składek płaci tę różnicę, która zniknie po odejściu Wielkiej Brytanii. Nikt nie mówi o tym, że w negocjacjach jest strona wygrana i przegrana. Jest strona, która spełniła warunki kompromisu i jest taka, która na kompromis nie chciała pójść. Donald Tusk na kompromis się nie zgodził i ponosi polityczną odpowiedzialność za Brexit – powiedział polityk.

Komisja Transportu Parlamentu Europejskiego opowiedziała się za tym, żeby przewoźnicy drogowi w transporcie międzynarodowym, nie byli objęci dyrektywą o pracownikach delegowanych.

Gość audycji „Aktualności dnia” podkreślał, iż „gdyby ta dyrektywa weszła w życie, to nie tyle przewoźnicy, pracownicy z firm transportowych zarabialiby mniej, te firmy po prostu by upadły, to są setki tysięcy ludzi, którzy straciliby pracę”.

– Dla mnie dramatem jest to, że ponad stu posłów w tym posłowie Platformy, PSL i SLD zagłosowali za przyjęciem tej dyrektywy. Oczywiście już cały festiwal tłumaczeń słyszeliśmy i kłamstw, bo mówili, że się pomylili, itd. Ciekawe jest to, że zawsze w Parlamencie Europejskim, mylą się te same grupy polityczne, ci sami przedstawiciele z Platformy i PSL – podsumował publicysta.

Całą rozmowę z audycji „Aktualności dnia” z posłem PiS Dominikiem Tarczyńskim można odsłuchać [tutaj].

 RIRM

drukuj