[TYLKO U NAS] A. Jaworski o katastrofie ekologicznej w Gdańsku: należy zadać pytanie, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło?

Jeżeli przez prawie trzy dni wszystkie ścieki idą do Motławy, później idą do Bałtyku, to należy zadać pytanie, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło? – mówił na antenie Radia Maryja w czwartkowych „Aktualnościach dnia” były poseł Prawa i Sprawiedliwości Andrzej Jaworski.

Katastrofa ekologiczna, która wydarzyła się w Gdańsku – przez Motławę do Zatoki Gdańskiej i Puckiej – to ponad 2,5 mln litrów ścieków na godzinę. Taki był przerób ścieków, kiedy nie działała przepompownia Ołowianka.

Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, iż środowiska liberalne twierdzą, że „do żadnej katastrofy ekologicznej nie doszło”.

– Dziennikarze ze strony mediów liberalnych twierdzą, że do żadnej katastrofy ekologicznej nie doszło. Tak samo twierdzą tzw. autorytety wynajęte przez Saur Neptun Gdańsk, które na swojej stronie przedstawiają, że tak naprawdę nic nie stało. Ja, jak i stowarzyszenie „My Gdańsk” od samego początku bardzo mocno przypatrujemy się tej sprawie i ją monitorujemy, dlatego że dotyczy ona przede wszystkim mieszkańców Gdańska, ale także tych, którzy do Gdańska przyjeżdżają, którzy kochają, lubią nasze piękne miasto i próbujemy szukać odpowiedzi na pytania, dlaczego do tego doszło – powiedział Andrzej Jaworski.

– Mamy do czynienia z sytuacją niebywałą. W momencie, kiedy ktoś używa dzisiaj słowa katastrofa ekologiczna, to natychmiast jest mu wytykane, że do żadnej katastrofy ekologicznej nie doszło – dodał.

Polityk zaznaczył, że nie wiadomo, jakie były przyczyny owego zdarzenia oraz kto jest odpowiedzialny za katastrofę ekologiczną,

– Nie mamy odpowiedzi na pytanie dlaczego doszło do tego, że prawie przez trzy dni te ścieki były zrzucane. Ja rozumiem, że mogą być różnego rodzaju awarie, ale w tak kluczowych sytuacjach firma powinna być przygotowana do tego, że coś może nie wyjść, że coś może się popsuć. Powinny działać systemy zastępcze, zabezpieczające. Tutaj nagle poszło o wszystko. Trzeba było kombinować błyskawicznie. Zamawianie nowych części, nowych urządzeń i nie zamówiono tyle, ile potrzeba. To był chaos, nad którym wydawało się, że nikt nie panuje – podkreślił prezes Stowarzyszenia „My Gdańsk”.

W ocenie Andrzeja Jaworskiego obecny „układ gdański” potrafi zajmować się wszystkimi sprawami, tylko nie zajmuje się tematem podstawowym.

– W momencie, kiedy publikowaliśmy różnego rodzaju informacje na ten temat, to zawsze znajdowało się jakieś „ale”, i to nie ze strony miasta, nie ze strony urzędników, czy nawet rzecznika Saur Neptun Gdańsk, gdzie Paweł Adamowicz, obecny prezydent miasta Gdańska ma w tym otoczeniu swoich przedstawicieli, tylko przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy i to przede wszystkim tych trójmiejskich – zaznaczył rozmówca Radia Maryja.

Sanepid stwierdził, że woda jest skażona bakterią Escherichia coli, która uniemożliwia skorzystanie z atrakcji morskich w wodach z Zatoki Gdańskiej czy Zatoki Puckiej. Jest to także katastrofa turystyczna przed nadchodzącym sezonem, który się wkrótce rozpocznie.

Były poseł PiS zaakcentował, iż należy zadać pytanie „kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło”?

– Jeżeli przez prawie trzy dni wszystkie fekalia, wszystkie ścieki idą do Motławy, później idą do Bałtyku, to należy zadać pytanie, kto jest za to odpowiedzialny i dlaczego do tego doszło? Jeżeli mamy sytuację taką, że te zanieczyszczenia trafiły już do Motławy i do Bałtyku, to liczyłbym na to, że będą pojawiały się rzetelne komunikaty i będą one uwiarygodnione, będą bardzo konkretne. Obawiam się, że te rzeczy, które są robione w Gdańsku i te badania, które są robione w Gdańsku, na dzień dzisiejszy są niewystarczające, ponieważ ta sprawa dotyczy całej Polski, dotyczy Morza Bałtyckiego – wskazał gość „Aktualności dnia”.

Andrzej Jaworski podkreślił, że tą sprawą powinny się zająć instytucje centralne, aby ją zbadać i monitorować.

– Uważam, że instytucje centralne powinny tą sprawą się zająć, powinny tę sprawę zbadać i powinny ją monitorować. Gdańsk to jest takie miasto, że sędziego można było sobie ustawić na telefon, można było stworzyć Amber Gold i nikt nic nie pamięta, nikt nic nie wie. Za chwilę się okaże, że już nikt nie będzie pamiętał, nikt nie będzie mówił o tym, co się stało w tej katastrofie ekologicznej. Mam nadzieję, że dzięki instytucjom centralnym temat będzie pilnowany i kontrolowany – podsumował prezes Stowarzyszenia „My Gdańsk”.

Całą rozmowę z Andrzejem Jaworskim w audycji „Aktualności dnia” można odsłuchać [tutaj

RIRM

drukuj