fot. PAP/Jakub Kamiński

TVP Info: Uderz w stół, Niemcy się odezwą. Jak Onet odwraca taśmy ogonem

Obserwatorzy życia politycznego w Polsce wiedzą, jak często politycy, stając przed trudnym pytaniem, zaczynają swoją wypowiedź od „bardzo dziękuję za to pytanie”… po czym następuje odwracanie kota ogonem i mówienie wszystkiego, żeby rozmyć sedno sprawy. Tak przez lata robił Donald Tusk i tak samo robi dziś szef Onetu. Bartosz Węglarczyk podziękował portalowi tvp.info za opublikowanie taśmy premiera Waldemara Pawlaka, po czym totalnie zmanipulował jej treść.

Zacznijmy od najważniejszych faktów. Od dwóch tygodni portal Onet rękami aż pięciu dziennikarzy zajmuje się jedną taśmą z Mateuszem Morawieckim i jak głodni nad kiełbasą salami, siedzą ci smutni panowie nad trzygodzinnym nagraniem i wycinają po kawałeczku, żeby jak najbardziej zaszkodzić premierowi.

Co z tego, że o tym nagraniu i jego treści już kilka lat temu informowały np. Radio Zet i „Newsweek”. Jest kampania samorządowa, więc sympatyzujące z tzw. totalną opozycją media chcą całej sprawie nadać nowe życie. Afera taśmowa kojarzona dotąd z pogardą ekipy rządzącej w latach 2007-15 czy przekrętami konkretnych polityków PO, ma się teraz kojarzyć z Mateuszem Morawieckim.

Do takiego odwracania kota ogonem mogliśmy się przyzwyczaić, obserwując polityków, ale widząc, jak robią to ludzie mieniący się dziennikarzami – ciężko jest to zaakceptować. Jeśli kierujący portalem Onet na początku wydanego oświadczenia przywołuje słowa sędziego Sądu Najwyższego USA Hugo Blacka (swoją drogą wcześniej członka Partii Demokratycznej) o tym, że „tylko wolne i nieskrępowane media mogą skutecznie ujawniać oszustwa władzy” – to można się załamać.

Świeżo po wyjściu na jaw nagrania, na którym Waldemar Pawlak otwarcie mówi, że Niemcy przejęli „Fakt”, „Newsweek”, „Forbesa” i Onet, żeby mieć większy wpływ na Donalda Tuska, dyrektor programowy jednej z tych redakcji ubiera się w szaty medialnej dziewicy. Śmiechu warte.

„Znieśliśmy możliwość kontrolowania mediów przez władzę po to, by media mogły kontrolować władzę” – cytuje słowa Blacka Węglarczyk, zapominając dodać, jak ważna jest świadomość nie tylko co do kontroli polskich władz nad danym medium, ale też – a może właśnie tym bardziej – podległości wobec zagranicznej władzy.

Rządzi Donald Tusk, PO i PSL mają w Polsce niepodzielną władzę, a Waldemar Pawlak tłumaczy miliarderowi, że „oddziaływanie mediów, które są pod kontrolą różnych międzynarodowych koncernów, jest dużo większe na polski rząd niż wszystkich przedsiębiorców razem wziętych”. W tym kontekście przywołuje konkretne redakcje, w tym Onet.

Jakkolwiek Węglarczyk będzie próbował zaklinać tę rzeczywistość, nie przekona ludzi myślących do tego, że jego redakcja jest niezależna. Pisząc, że „redakcja Onetu nie bierze udziału w działaniach politycznych” czy „nikogo nie wspiera” oraz „nie planuje swoich działań tak, by któremukolwiek z polityków było łatwiej lub trudniej” – szef tego portalu chce chyba rozbawić swoich czytelników.

Co uważniejsi internauci dokonują porównań liczby i pojemności tekstów na temat jednej taśmy z Mateuszem Morawieckim z liczbą, a raczej głównie brakiem tekstów na temat tych nagrań opublikowanych przez portal tvp.info, w których brali udział m. in. Bartosz Arłukowicz, marszałek Olgierd Geblewicz, Elżbieta Bieńkowska, Sławomir Nowak, Paweł Graś, Jan Kulczyk, czy Waldemar Pawlak. Cokolwiek się na nich pojawia, jeśli jest niekorzystne dla PO czy PSL – spuszczana jest nad tym zasłona milczenia, a „grzane” jest jedno nagranie z Mateuszem Morawieckim.

O czym to świadczy? O tym, że Waldemar Pawlak miał całkowicie rację tłumacząc Michałowi Sołowowi, że kapitał ma narodowość, a niezależność dużych prywatnych mediów to fikcja. Gorzej, że ta prawda jest przed ich odbiorcami skrzętnie ukrywana.

W czasach wszechobecnego internetu tak się jednak nie da. TVN może ukrywać przyczyny rozstania z Kamilem Durczokiem, ale widzowie i tak się dowiedzą. Tak samo czytelnicy Onetu nie są tak głupi, jak mogłoby się wydawać jego dziennikarzom i co nieco się zaczynają orientować, w co oni grają. Dlatego właśnie dziennikarze Onetu jeszcze mocniej próbują zaklinać rzeczywistość.

„Nie objąłem funkcji dyrektora programowego Onetu po to, by uprawiać politykę. Jestem dziennikarzem i dziennikarzami są pracujący ze mną reporterzy.” Śmiech na sali, panie dyrektorze Węglarczyk. Skoro nie uprawiacie polityki, to dlaczego do dziś żaden z was nie przedstawił tego, co w nagraniu z Mateuszem Morawieckim kompromituje Radosława Sikorskiego i całą politykę energetyczną oraz zagraniczną poprzedniego rządu? Chucka Norrisa wybiliście, ale tego nie. Dlaczego? Jak pyta internauta Kamil Jach – jak to jest, że piszecie, że interesują was osoby obecnie rządzące, ale te, które mogą za chwilę wrócić do władzy – już nie?

Trudno nie odnieść wrażenia, że oświadczenie powstało głównie po to, żeby przeprosić politycznych przyjaciół Onetu, którzy są na Węglarczyka i jego pięciu aniołków wściekli. Chcieliśmy uderzyć w Morawieckiego taśmami, ale nam nie wyszło, a na dodatek taśmami dostało się wam. Przepraszamy – tak powinno brzmieć prawdziwe oświadczenie szefa Onetu.

Niezdrowe emocje związane z całą sprawą prezentowali dziennikarze tego portalu już wcześniej, ale najmocniej wybiły one, gdy w TVN wystąpił Andrzej Stankiewicz. Tłumaczył on, że razem z kolegami jedynie publikują i analizują „to, co jest już jawne”.

Przyjmując na wiarę taką deklarację czekam na to, że Onet opublikuje dokumenty i poda wszystkie daty oraz czas czekania na odpowiedź z Sądu Najwyższego, skąd otrzymali dostęp do całych akt. Dlaczego akurat ich redakcja została potraktowana w tak wyjątkowy sposób i dlaczego sąd im przekazał akurat to jedno nagranie z Morawieckim? Panie Stankiewicz, karty na stół.

Jeśli jednak dziennikarze Onetu liczą na to, że na ich życzenie portal tvp.info zawiesi prawo do ochrony źródła i je ujawni, to grubo się mylą. Groził nam już Janusz Piechociński, może grozić i Andrzej Stankiewicz. Jeśli mówi, że mamy do czynienia z „mechanizmem akcja kontra reakcja” i sugeruje, że Prokurator Generalny powinien się nami zająć („panie ministrze Ziobro, gdzie pan jest? Dysponent taśm jest na wyciągnięcie ręki, po prostu”), to oznacza mniej więcej tyle, że Onet nie tylko nie ma żalu do Donalda Tuska, że w 2014 r. ABW weszła do redakcji „Wprost” po taśmy, ale też za tymi czasami tęskni.

TVP Info/RIRM

drukuj