Trzymam ministra za słowo

Z Lucyną Gągor, żoną śp. gen. Franciszka Gągora, szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, specjalisty w dziedzinie rozpoznania i operacji pokojowych, rozmawia Marta Ziarnik

Jak ocenia Pani efekty rozmowy z ministrem Tomaszem Siemoniakiem?
– Pani redaktor, faktycznie spotkałam się z panem ministrem Tomaszem Siemoniakiem i do tego spotkania doszło z mojej inicjatywy, jednak nie przeceniałabym jego rezultatów. Owszem, podczas tej rozmowy wspomniałam ministrowi, że są polscy naukowcy, którzy chcą badać przyczyny katastrofy smoleńskiej, i że bardzo chciałabym – zarówno ja, jak i profesorowie – żeby było wsparcie tej inicjatywy ze strony pana ministra. Jednak nie mogę powiedzieć, że minister od razu się zdeklarował, iż jego resort na pewno wesprze podobny projekt i że będzie nam w tym pomagał. Nie mam stuprocentowej gwarancji, że tak się stanie, gdyż była to tylko taka luźna rozmowa między nami na marginesie innego tematu, którego ściśle dotyczyło to spotkanie. Zobaczymy, jak się potoczą kolejne rozmowy.

Zamierza Pani jeszcze spotkać się w tej sprawie z ministrem?
– Tak i mam nadzieję, że pan minister również będzie chciał ze mną ponownie porozmawiać.

Jak Pani sądzi, kiedy może dojść do tego spotkania?
– Jeszcze nie zwróciłam się z tą prośbą do pana ministra. Mam świadomość tego, jak wypełniony jest jego plan dnia oraz że rozpoczął się sezon urlopowy, ale zrobię to w najbliższym czasie.

Wspomniała Pani, że kwestia wsparcia dla naukowców pojawiła się na marginesie innego tematu. Z jakim problemem udała się Pani do ministra?
– Chodziło mi głównie o to, żeby uzyskać dokumenty dotyczące budowy Tu-154M 101, które są kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy przez naukowców. Poza tym chciałam się dowiedzieć od pana ministra, czy jest możliwość zbadania, zeskanowania bliźniaczego tupolewa o numerze bocznym 102, który w dalszym ciągu stoi na lotnisku wojskowym w Mińsku Mazowieckim. A wiem, że można to u nas przeprowadzić, bo takie sprawy wykonuje Wojskowa Akademia Techniczna (WAT) mieszcząca się na warszawskim Bemowie.

Co skłoniło Panią do zajęcia się tą kwestią?
– Od pewnego czasu jestem w kontakcie z kilkoma profesorami, którzy wyrażają duże zainteresowanie badaniem przyczyn katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku. Najważniejsze, jak wskazują, jest uzyskanie pełnej dokumentacji budowy samolotu, którym nasi bliscy ponad dwa lata temu lecieli do Katynia, i zeskanowanie, dla uzupełnienia tej wiedzy, bliźniaczego tupolewa. Tylko w ten sposób będziemy mieć pełną wiedzę na temat budowy tupolewa o numerze bocznym 101, który rozbił się pod Smoleńskiem, co pozwoli profesorom na prowadzenie dalszych, bardziej szczegółowych badań na temat przyczyn tej katastrofy. Bez pełnej dokumentacji Tu-154M, bez wiedzy na temat tego, jak zbudowany został ten samolot i jego skrzydła, w którym miejscu były nity, spawy itp., dotychczasowe badania profesorów – które przyniosły przełom w śledztwie – nie są pełne. To, o czym mówiłam, jest podstawą do dalszych badań. Brak tych dokumentów jednak w praktyce powoduje, że stoimy w miejscu.

Minister złożył konkretne deklaracje w związku z celem Pani wizyty?
– Deklaracji nie składał, bo – jak już mówiłam – nasza rozmowa była raczej luźna i podczas niej poruszaliśmy naprawdę wiele różnych spraw dotyczących katastrofy i jej badania, bez skupiania się na detalach. Ja też nie próbowałam podczas tego spotkania szefowi resortu obrony niczego narzucać, a jedynie nakreślić, zwrócić uwagę na rzeczy obecnie istotne dla wyjaśnienia tej katastrofy. Myślę jednak, że jeżeli znajdzie się więcej chętnych profesorów gotowych przeprowadzić szczegółowe badania, to pan minister Siemoniak taką zgodę wyrazi i pomoże nam w uzyskaniu potrzebnych informacji. Mam przynajmniej taką nadzieję. Nie sądzę, żeby np. wspomniana zgoda na zeskanowanie 102 była niemożliwa do uzyskania. Ale jak już mówiłam, poczekajmy do kolejnego spotkania. Wówczas zobaczymy, co w jego trakcie uda mi się uzgodnić z panem ministrem.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj