fot. flickr.com

Trwa spór o pracowników delegowanych

Unijne kraje uzgodniły wspólne stanowisko w tej sprawie przy sprzeciwie między innymi Polski i Litwy. To jednak nie koniec batalii. Teraz stanowisko powinien zająć Parlament Europejski.

Sprawa dyrektywy o pracownikach delegowanych nadal dzieli kraje Unii Europejskiej. Kolejną próbę porozumienia w tej sprawie podjęli w Luksemburgu unijni ministrowie pracy. Państwa UE starały się znaleźć kompromis przez kilkanaście godzin. Ostatecznie dokumentu nie poparły Polska, Węgry, Litwa i Łotwa. Od głosu wstrzymały się Wielka Brytania, Irlandia i Chorwacja.

Dla Polski delegowanie pracowników to sprawa kluczowa, bo wysyła ona najwięcej osób do pracy za granicę w całej Wspólnocie. Szacuje się, że jest to nawet pół miliona osób. Minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska powiedziała, że ostateczna, kompromisowa propozycja nie spełnia oczekiwań państw Grupy Wyszehradzkiej, które były gotowe pójść na ustępstwa.

– Punktem wyjścia dla nas, przyjęcia i zaakceptowania kompromisu były te zmiany, które dotyczyły transportu międzynarodowego, łącznie z kabotażem i tu niestety nie udało się osiągnąć postępu – oświadczyła minister Rafalska.

Polska walczy, aby dyrektywa nie obejmowała transportowców. Dla nich ten zapis to przysłowiowe być albo nie być.

Na stałe wpisania transportowców do dyrektywy chce Francja. Francuzi chcą także, aby okres przejściowy między przyjęciem dokumentu a obowiązywaniem przepisów wynosił zaledwie 12 miesięcy. Dla naszych przedsiębiorców im dłuższy to będzie czas, tym lepiej. Komisja Europejska mówi o 24 miesiącach. Estońska prezydencja zaproponowała z kolei 3-letni okres przejściowy.

– Chcielibyśmy, aby delegowanie zostało ograniczone do 12 miesięcy” – powiedziała Muriel Penicaud, minister pracy Francji.

Nie da się ukryć, że wprowadzenie tych przepisów to ogromny cios dla krajów Europy środkowo-wschodniej, a szczególnie Polski. To właśnie nasz kraj jest ostro krytykowany przez prezydenta Francji. Emmanuel Macron oskarża nas o dumping socjalny, czyli zaniżanie cen świadczonych usług. Co więcej, próbował on rozbijać jedność państw naszego regionu. Szukając poparcia dla przepisów ws. pracowników delegowanych odwiedził Rumunię, Bułgarię, Słowację, czy Czechy – ostentacyjnie omijając Polskę.

Mówi ekspert ds. międzynarodowych Bogusław Rogalski.

– Prezydent Francji, przy wsparciu Angeli Merkel, stara się wprowadzić tę dyrektywę (…) siłą. To wynika przede wszystkim z dwóch aspektów: jego bardzo negatywnego, antypolskiego nastawienia, a z drugiej strony, w ten sposób, poprzez pozbycie się pracowników delegowanych – bo te regulacje to uczynią – sprawi, że francuski rynek pracy będzie tak naprawdę dla Francuzów, a nie dla obcokrajowców” – mówi dr Bogusław Rogalski, ekspert ds. międzynarodowych.

Przepisami teraz zajmie się Parlament Europejski.

To zmiana reguł w trakcie gry – zwraca uwagę prof. Mirosław Piotrowicz, eurodeputowany.

– (To) uderza przede wszystkim w polskich przewoźników i taki też był cel zmian. W tym obszarze transportu, czyli swobody świadczenia usług w Unii. Polakom udało się zdominować rynek, świetnie sobie poradzili, to trzeba ich ukrócić. Taka unijna polityka prowadzi do kolejnych podziałów w Unii i zniechęca obywateli do tej organizacji – podkreśla prof. Mirosław Piotrowski.

O interesy swoich przedsiębiorców będzie walczyć także Litwa – zapowiada europoseł Waldemar Tomaszewski.

– Litwa się sprzeciwiła, Polska, również kraje wyszehradzkie, bo powiedzmy sobie wprost, że zmiana warunków świadczenia pracy niszczy konkurencję w naszych krajach, po prostu osłabia nasze kraje, doprowadzi do większego bezrobocia i nasze firmy nie będą mogły konkurować z firmami zachodnimi. Ja myślę, że nie będzie na to zgody – powiedział litewski europoseł.

Wioleta Czarnomska-Romańska/RIRM

drukuj