fot. PAP/Adam Warżawa

Trwa bezterminowy strajk nauczycieli

Rozpoczął się bezterminowy strajk w części szkół i przedszkoli organizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych. Ponad połowa szkół w kraju nie przyłączyła się do strajku nauczycieli. Ostatnie rozmowy oświatowych związków zawodowych z rządem zakończyły się podpisaniem porozumienia tylko z oświatową „Solidarnością”.

ZNP twierdzi, że propozycje rządu są nie do przyjęcia.

Rząd nie zgodził się na propozycje ZNP i Forum Związków Zawodowych. Zgodnie z uchwałą Zarządu Głównego ZNP od 8 kwietnia zaczynamy strajk!” – napisał na Twitterze Sławomir Broniarz.

Propozycje rządu, które przyjęła oświatowa „Solidarność”, zakładają m.in. 9,6 proc. podwyżki od września, skrócenie stażu, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 zł, zmianę w systemie oceniania nauczycieli, dodatkowe świadczenie dla młodych nauczycieli „na start” w kwocie 1000 zł oraz zmniejszenie biurokracji.

– Porozumienie, które zostało zawarte z „Solidarnością”, pociąga za sobą konieczność istotnych zmian ustawowych. (…) Wymaga bardzo konkretnych prac legislacyjnych, czyli inaczej mówiąc na tym minister edukacji musi się skoncentrować – powiedział wiceminister edukacji Maciej Kopeć.

Porozumienie poprzedziły niełatwe rozmowy, które – jak oceniła wicepremier Beata Szydło – nie do końca były prowadzone z wolą podpisania tego porozumienia.

– Trudno jest dogadać się w momencie, kiedy ktoś ma bardzo nieelastyczną postawę i mówi: albo rozmawiamy o naszej propozycji, albo nie rozmawiamy w ogóle – wskazała Beata Szydło.

Porozumienie podpisane przez „Solidarność” jest dobre i gwarantuje podwyżki dla nauczycieli – dodał szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

– Rząd PiS stał przed trudnym wyborem – albo spełnić oczekiwania jednej grupy zawodowej, jednej grupy społecznej, albo rozpocząć proces podnoszenia wynagrodzeń w szeregu grup zawodowych i społecznych, w których te wynagrodzenia były przez lata zamrożone. Wybraliśmy to drugie wyjście – powiedział Michał Dworczyk, szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Rząd po raz kolejny apeluje i zaprasza pozostałe centrale związkowe do dalszego prowadzenia rozmów. Tymczasem nie widać woli ze strony ZNP, by dojść do jakiegokolwiek porozumienia z rządem. To pokazuje, że działanie szefa ZNP może mieć wymiar polityczny – podkreśliła małopolska kurator oświaty Barbara Nowak.

– A zatem nie chodzi o to, żeby nauczyciele mieli więcej pieniędzy, ale chodzi o jakieś inne sprawy, inne interesy, pewnie polityczne – wskazała Barbara Nowak.

W wielu polskich szkołach nie zabrzmiał dzwonek na lekcje, a sale i korytarze stały się puste. Na budynkach szkół, które zadeklarowały udział w strajku, pojawiły się m.in. plakaty ZNP. Mówią one o tym, że nauczyciele „przyjdą do szkoły, ale nie będą prowadzili zajęć”. Protestujący tłumaczą, że walczą o godność nauczycieli, lepszą przyszłość polskiej szkoły, a także o wzrost wynagrodzeń i większe pieniądze dla oświaty – mówiła Bożena Ślusarczyk z ZNP.

– My walczymy o sprawy nauczycieli, bo to jest dla nas najważniejsze. Nauczycieli i nie tylko – pracowników oświaty – podkreśliła Bożena Ślusarczyk.

Do strajku ZNP i FZZ dołączyła się także część nauczycieli-związkowców z oświatowej „Solidarności”.

– Ja mniej więcej pracuję 25 lat i zarobki mam tak samo niskie – to jest około 2500 zł na rękę, więc chyba to nie to, co przedstawia rząd. Nie wiem skąd biorą takie informacje. Walczymy o godność i o godne warunki pracy – wskazała Gabriela Śrubkowska, przewodnicząca koła „Solidarność” w Szkole Podstawowej nr 81 w Gdańsku.

Tymczasem Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” apeluje do swoich członków-nauczycieli o nieprzyłączanie się do akcji strajkowej prowadzonej przez inne centrale związkowe.

– Podpisaliśmy wczoraj porozumienie, które uważamy, że na tę chwilę jest dobrym porozumieniem. I gdyby nie „Solidarność”, podejrzewam, że nauczyciele nic by nie uzyskali, bo strajki, nawet jeśli będą w tej chwili trwały, to sytuacja się nie zmieni – powiedziała rzecznik oświatowej Solidarności Olga Zielińska.

Ponad połowa szkół nie przyłączyła się jednak do protestu, jak Szkoła Podstawowa nr 7 im. ks. Jana Twardowskiego w Lublinie – wskazał dyrektor placówki Mariusz Lisek.

– Zwyciężyła przede wszystkim tutaj odpowiedzialność naszego grona za dzieci, za bezpieczeństwo – zaznaczył Mariusz Lisek.

Wciąż jednak pod znakiem zapytania stoją egzaminy gimnazjalne i ósmoklasisty. Sam szef ZNP zapowiedział, że nauczyciele w dniu egzaminów będą dalej strajkować. Pierwsze egzaminy mają się odbyć już 10 kwietnia. Szkoły biorące udział w strajku nie są gotowe na egzaminy w takich warunkach – podkreśliła dyrektor SP nr 81 w Gdańsku Mariola Cyranek.

– Będę musiała przygotować może plan B, czyli zmniejszyć ilość osób potrzebnych do komisji i w innej sali przemyśleć ewentualną organizację egzaminów – wyjaśniła Mariola Cyranek.

Dlatego wicepremier Beata Szydło zaapelowała do nauczycieli o złagodzenie formy protestu na czas egzaminów.

– Uczniowie nie mogą być zakładnikami tego protestu. I to powinno być bardzo mocno rozważone – powiedziała Beata Szydło.

Polska oświata nie widziała podobnego strajku od 26 lat. Ostatni tego typu protest miał miejsce w 1993 r., kiedy to z powodu akcji strajkowej w wielu szkołach wystąpiły problemy z organizacją matur.

TV Trwam News/RIRM

drukuj