fot. PAP/Radek Pietruszka

Trudne wyzwania przed ministrem zdrowia

Nowy minister zdrowia Łukasz Szumowski będzie się musiał zmierzyć ze starymi problemami. W pierwszej kolejności czekają go rozmowy z protestującymi lekarzami rezydentami, którzy zaproszenie do dialogu już wysłali. Najtrudniejsze jednak będzie pogodzenie oczekiwań płacowych i ciasnym – choć z roku na rok zwiększającym się – budżetem służby zdrowia.

Łukasz Szumowski do tej pory pełnił funkcję wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego. Z tym resortem związany był od 2011 r., kiedy szefowała mu Barbara Kudrycka z Platformy Obywatelskiej. Teraz pokieruje resortem podwyższonego ryzyka. Wszyscy życzą jednak nowemu ministrowi zdrowia jak najlepiej – nawet totalna opozycja. I trudno się dziwić, bo opieka medyczna dotyczy każdego z nas.

– Ja nie rzucam kłód pod nogi nowemu ministrowi. Absolutnie. Będę bardzo pilnie mu się przyglądał – powiedział Bartosz Arłukowicz z PO.

Minister Łukasz Szumowski to kardiolog i profesor nauk medycznych. Szczególnym zakresem jego zainteresowań jest biotechnologia i opracowywanie nowych formuł leków. Ale to nie innowacje, lecz rozładowanie napięcia w służbie zdrowia będzie jego pierwszym zadaniem – wskazała Maria Ochman, szefowa Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarności”.

– Najpierw wysłuchać, uszeregować te sprawy, określić ich rangę, priorytet  i rozwiązywać. Najistotniejszą kwestią – w mojej ocenie – jest odbudowanie zaufania środowiska, ale też nie opowiadanie się po żadnej ze stron – powiedziała Maria Ochman.

I nie chodzi tu jedynie o lekarzy rezydentów, którzy od listopada wypowiadają klauzulę opt-out rezygnując z zatrudnienia w publicznych placówkach. Kłopoty kadrowe i płacowe to podstawowy problem służby zdrowia, który ogranicza dostępność świadczeń medycznych – wskazała dr Teresa Dobrzyńska-Pielechowicz.

– Jest tak mało lekarzy i będzie coraz mniej. Będą odchodzić na emerytury, a szkolenie nowych wcale nie przebiega tak szybko, brak pielęgniarek w systemie. Właściwie brak wszystkich zawodów medycznych, żeby odpowiednio zabezpieczyć potrzeby. Plus nakłady na służbę zdrowia – wyliczała dr Dobrzyńska-Pielechowicz.

Te mają rosnąć. Zgodnie z ustawą nakłady na służbę zdrowia osiągną poziom 6 proc. PKB do 2025 r. Czy to wystarczy? Na pewno nie może być tak, jak jest – podkreśliła Hanna Trochimczuk-Fidut, przewodnicząca Regionalnego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ „Solidarność” Dolny Śląsk.

– Naprawdę nie mogą to być śmieszne pieniądze na służbę zdrowia, bo za to nie da się po prostu leczyć ludzi. Dlatego są takie straszne kolejki, dlatego ludzie szukają prywatnych gabinetów, żeby się szybciej dostać, a przecież  wszyscy płacą składki na ubezpieczenie zdrowotne i mogą oczekiwać tej podstawowej opieki zdrowotnej – powiedziała Hanna Trochimczuk-Fidut.

Niezwykle ważne jest także wyważenie polityki lekowej państwa. Chodzi o zbudowanie stabilnego prawa farmaceutycznego oraz ustawy o zawodzie i opiece farmaceutycznej.

TV Trwam News/RIRM

drukuj