fot. Robert Sobkowicz/Nasz Dziennik

To są szczątki więźniów

Odnalezione przez IPN szczątki na cmentarzu przy ul. Wałbrzyskiej w Warszawie należą do ofiar reżimu komunistycznego – podkreśla prof. Krzysztof Szwagrzyk

Biegli prokuratury ocenili, że na szkieletach nie stwierdzono żadnych „śladów obrażeń mechanicznych”. – Nie mam najmniejszych wątpliwości, że odnalezione przez nas w lipcu br. szczątki należą do ofiar komunizmu z lat 1946-1948 – podkreśla Krzysztof Szwagrzyk, szef Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN.

W ostatnich dniach Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów umorzyła w tej sprawie śledztwo, uznając, że nie ma tutaj podejrzenia popełnienia zbrodni komunistycznej. Tym samym nastąpiło przedawnienie karalności czynów. Jak poinformował rzecznik stołecznej prokuratury okręgowej Przemysław Nowak, biegły z zakresu medycyny sądowej i antropologii skonstatował, że na szczątkach nie stwierdzono „śladów obrażeń mechanicznych czy zmian chorobowych, które mogłyby pozwolić na wnioskowanie co do przyczyn zgonu”. Ponadto ze „stanu zachowania badanych szczątków wynika, że od momentu śmierci upłynęło co najmniej 50-60 lat”, chociaż tożsamości ofiar nie ustalono.

Pion śledczy IPN w reakcji na taką decyzję prokuratury powszechnej uznał, że to kończy całą sprawę.

– Umorzenie tego postępowania, sam fakt, że je umorzono, powoduje jego zakończenie – podkreślił szef pionu śledczego IPN w Warszawie prok. Marcin Gołębiewicz.

Zwrócił uwagę, że w oparciu o opinie biegłych prokuratura powszechna nie stwierdziła w tym przypadku zbrodni komunistycznej. – Gdyby tak było, to materiały te przekazałaby według właściwości do pionu śledczego IPN – powiedział Gołębiewicz. Jak dodał, określenie przez biegłego daty śmierci na 50-60 lat może oznaczać, że nie mamy do czynienia z ofiarami komunizmu, które chowano tutaj do połowy 1948 roku. – To może w ogóle nie dotyczyć ofiar stalinizmu – uważa Gołębiewicz. – Poza tym dane, które uzyskała prokuratura, nie dają podstaw do wnioskowania, że śmierć była gwałtowna. Być może te osoby zmarły z przyczyn naturalnych – dodaje prokurator. Gołębiewicz zastrzega jednak, że ostateczna decyzja pionu śledczego IPN zapadnie po szczegółowym zapoznaniu się z dokumentacją prokuratury powszechnej, w szczególności z opinią biegłego.

Ofiary z Rakowieckiej

– To, że ci ludzie nie mają przestrzelonych czaszek, jeszcze nic nie oznacza. Mogli zostać zamordowani, mogli umrzeć w wyniku chorób, ale to nie oznacza, że to nie jest sprawa, którą powinien się zajmować IPN – podkreśla prof. Szwagrzyk w reakcji na te doniesienia.

Zaznacza, że musi się zapoznać z oficjalną dokumentacją, ale wszystkie posiadane przez zespół dokumenty i ślady z cmentarza jak najbardziej wskazują na pochówki więźniów z ulicy Rakowieckiej. – Te pochówki na pewno nie zostały wykonane przed poszerzeniem cmentarza, które miało miejsce w roku 1958 roku. Kiedy kopaliśmy latem tego roku, nigdzie nie natrafialiśmy w ziemi na ślady, że robiono jakieś wkopy. Układ warstw ziemi był idealny, co wskazuje na to, że nie powstały tam żadne inne pochówki poza tymi z lat 40. – podkreśla historyk.

Przypomina, że w lipcu na konferencji przedstawił dokumenty przemawiające za pochówkami więźniów stalinowskich na tym terenie.

– Na zdjęciach lotniczych z 1945 r. nie ma żadnych pochówków na tym polu, na tych z 1947 r. jest ponad 90 pochówków – podkreśla. Inny dokument informował o pochówkach na Wałbrzyskiej osób straconych na Rakowieckiej. Dochodzą do tego relacje gromadzone przez proboszcza parafii na Służewie. – Mamy bezcenne źródło w postaci archiwum ks. prałata Józefa Maja. Jest w nim wiele relacji ludzi, którzy mówią o tym właśnie miejscu. A więc mamy tutaj trzy niezwykle ważne przesłanki pozwalające powiedzieć, że tak, tam chowano więźniów – podkreśla prof. Szwagrzyk.

Podczas prac prowadzonych przez jego zespół na początku lipca br. odnaleziono między alejkami cmentarza szczątki 23 osób, z których wydobyto cztery kompletne szkielety. Przejęła je Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów.

Zenon Baranowski

Nasz Dziennik

drukuj