To może być krwawy i długotrwały konflikt

Z Andrzejem Maciejewskim, ekspertem w dziedzinie polityki z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Wiejak



Wnioskując z ostatnich wydarzeń w Gruzji, mamy już do czynienia z otwartym konfliktem.


– Byłem ostatnią osobą, która sądziła, że dojdzie do wojny, i miałem nadzieję, że cała sprawa zakończy się na tych lotach porannych, ale niestety, wszystko wskazuje na to, że w chwili obecnej mamy jej początek.


Jakie czynniki wpłynęły na rozpoczęcie agresji?


– Obecna sytuacja jest konsekwencją fatalnego szczytu NATO. Należy podkreślić, że osobami odpowiedzialnymi za taką, a nie inną sytuację w regionie są ci, którzy byli przeciwni wejściu Gruzji do NATO i rozpoczęciu na ostatnim szczycie rozmów w tej sprawie. Jest to dokładnie ich sukces. Sukces, który pokazuje, że Rosja nie odpuści i Gruzja musi być w strefie wpływów rosyjskich. Z drugiej strony jest to porażka beznadziejnej polskiej polityki wschodniej. Premier Donald Tusk jest zdrowy, ale polska polityka wschodnia jest chora i niestety wymaga dzisiaj reanimacji. Gruzini nie otrzymali w zasadzie żadnego wsparcia politycznego. Polski rząd jest współodpowiedzialny za te wydarzenia. Milczeniem wyraziliśmy na to zgodę.

Zwróćmy uwagę na jeszcze jeden ważny fakt: dzisiaj mamy początek olimpiady, imprezy, która ze swojego założenia zawsze miała być początkiem pokoju i zawieszenia wszelkich działań militarnych. Eskalacja napięć między zbuntowanymi republikami a Gruzją trwała od kilku dobrych tygodni czy nawet miesięcy, ale to było tak świetnie ustawione i przemyślane, aby to szczególne napięcie nastąpiło w dniu olimpiady. W chwili obecnej mamy początek wojny, a zarazem ogromny sukces Rosji, która udowadnia, że Gruzja jest nieprzewidywalna, niestabilna, no i agresywna wobec sąsiadów. Rosjanie chcą dzisiaj na terenie Gruzji powielić przypadek Kosowa.


Dlaczego na ostatnim szczycie NATO zabrakło konkretnych postanowień?


– Przypuszczam, że Sojusz próbował w ten sposób pójść na pewien wewnętrzny kompromis. Jak pamiętamy, na ostatnim szczycie były dwie grupy: zwolenników i przeciwników rozszerzenia NATO o Gruzję (mowa była również o Ukrainie, ale Gruzja miała tą przewagę nad Ukrainą, że Gruzini byli po referendum, w którym jako naród wyraźnie wypowiedzieli się za członkostwem w strukturach Paktu). Poprzez nieudolną politykę straciliśmy szansę uratowania pokoju na tym terenie. Dla Rosji Gruzja ważna jest z jednego względu – tranzytu. Jest to wąskie, niepokorne gardło, które stoi na przeszkodzie rosyjskiego tranzytu ropy i gazu z obszaru Morza Kaspijskiego. Dla nas kraj ten również jest strategiczny, tymczasem robimy wszystko, aby stracić dobrą atmosferę i nasze wpływy na tym terenie. Gruzini byli naszymi sojusznikami. Z chwilą gdy Gruzja zostanie osłabiona, stracimy kolejnego ważnego partnera, jakim jest Azerbejdżan – Mołdowa już jest utracona, gdyż nie pojawiła się na ostatnim szczycie NATO – to jest po prostu klęska pieczołowicie budowanej od kilku lat polityki wschodniej. Ktoś w sposób nieodpowiedzialny doprowadził do takiego, a nie innego stanu.

Pamiętajmy również, że w Gruzji nie ma baz rosyjskich, są za to amerykańskie. Ostatnie manewry odbywały się z udziałem wojsk amerykańskich. Rosjanie mają świadomość tego, iż Gruzja staje się ważnym partnerem, także militarnym, dla Stanów Zjednoczonych, również w kontekście bliskiego sąsiedztwa z Iranem.


Czy przyjęta w 2003 r. przez Micheila Saakaszwiliego polityka kompromisu, zmierzająca do załagodzenia konfliktu, była trafna?


– Zwróćmy uwagę, że to był kompromis, ale ciągle była mowa, iż Abchazja i Osetia są integralnymi częściami Gruzji. Jedynym państwem „z pierwszej ligi”, które uznało parajednostki stosunków międzynarodowych w postaci Abchazji i Osetii, była Rosja. Co więcej – rozjemcą w tym sporze, za zgodą społeczności międzynarodowej, stały się wojska rosyjskie, a więc wilk pilnował owiec. Strona konfliktu stała się jednocześnie niosącą pokój. Społeczność międzynarodowa tym samym zgodziła się na „pożarcie” Gruzji przez Rosję i tylko świadomość Gruzinów i ich głęboko zakorzeniona narodowa tożsamość ratowały Gruzję przed ponownym wchłonięciem gospodarczym i politycznym przez Rosję. Pamiętajmy, że Gruzini to dumny naród o bogatej kulturze i historii, i o dużej świadomości.


Ale przecież mimo że Gruzja rozwinęła się pod względem militarnym, nie będzie w stanie odeprzeć wojsk rosyjskich.


– W żadnym wypadku. Rosja jest potęgą militarną i jakby nie oceniać jej sił wojskowych, to nadal jest to trzecia czy nawet druga armia świata, podczas gdy Gruzja to maleńkie państewko, które w tym momencie może się tylko i wyłącznie bronić.


Można się zatem spodziewać, że NATO nie zainterweniuje, gdyż interwencja w Gruzji oznaczałaby wojnę z Rosją?


– W chwili obecnej lepsza będzie dyplomacja. Należy uczynić wszystko, aby jak najszybciej uciąć tę zasadę domina, gdyż niestety pojawienie się wojsk NATO to już jest wojna nie lokalna, ale o znacznie większym rozmiarze.


Czy można się spodziewać, że biorąc pod uwagę aspiracje Rosji i jej determinację oraz konsekwencję, z którą realizowała swoją politykę w Gruzji, droga dyplomatyczna okaże się skuteczna?


– Każdy prezydent musi mieć swoją wojnę. Putin miał Czeczenię, a ja mam wrażenie, że Medwiediew będzie miał Gruzję.


Czy jest szansa na to, że sytuacja wróci do normy, a wszelkie rozstrzygnięcia nastąpią w kuluarach, nie zaś na polu bitwy?


– Jeżeli już latają samoloty, a nie jest to strzelanie z posterunków granicznych, to sprawa wygląda znacznie poważniej. To już jest wojna. Jeżeli dochodziłoby jedynie do drobnych incydentów w punktach granicznych czy też przygranicznych miastach, to byłaby szansa na unormowanie, gdyż tego typu wydarzenia od wielu lat stanowiły codzienność. Jednak w sytuacji, kiedy dochodzi do rosyjskich nalotów, to już otwarty konflikt zbrojny.


Czyli apel prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwiliego o zaprzestanie nalotów może pozostać bez odpowiedzi?


– Tak, jeżeli społeczność międzynarodowa nie zareaguje. Być może polski prezydent wraz z prezydentem Litwy powinni pojawić się na terenie Gruzji. Jeżeli nie dojdzie do porozumienia, należy się spodziewać długotrwałej i bardzo krwawej walki.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj