fot.flickr.com

Tej zimy ponad 2,2 tys. interwencji goprowców w Beskidach

Ponad 2,2 tys. razy wyruszali tej zimy z pomocą narciarzom goprowcy w Beskidach. Zdaniem ratownika dyżurnego stacji GOPR w Szczyrku Ryszarda Kurowskiego, to bardzo duża liczba, która może jeszcze wzrosnąć, bo sezon potrwa co najmniej do świąt.

„Warunki na trasach w Beskidach są dobre. Niektóre ośrodki ze względu na frekwencję nie są czynne w tygodniu, ale w weekendy będzie można z nich korzystać. W tej chwili w Beskidach działa dwanaście ośrodków. Wszystkie zapowiadają, że w święta będą czynne” – powiedział Ryszard Kurowski.

Ratownicy najczęściej są proszeni o pomoc przy drobniejszych kontuzjach, których doznali narciarze na stokach, jak skręcenia stawów. Zdarzały się też złamania rąk lub nóg.

Tej zimy doszło także do znacznie poważniejszych wypadków. Kilka dni temu ratownicy przetransportowali śmigłowcem ze Skrzycznego do szpitala nieprzytomną kobietę. Doznała urazu głowy na stoku. Z poważnymi obrażeniami trafił także do szpitala snowboardzista z Bielska-Białej. Z dużą siłą wpadł na niego rozpędzony narciarz z Litwy.

Zdaniem naczelnika Grupy Beskidzkiej GOPR Jerzego Siodłaka, duża liczba wypadków wynika przede wszystkim z brawury na zatłoczonych stokach.

„Beskidy odwiedziło w tym roku znacznie więcej narciarzy. Wielu z nich, niestety, nie stosuje się do >>dziesięciu przykazań narciarskich<<. Gdybyśmy ich przestrzegali, a przede wszystkim brali pod uwagę to, że na stoku nie jesteśmy sami, to zdarzeń byłoby o wiele mniej” – tłumaczył.

Narciarze często przeceniają swoje umiejętności, źle dobierając trasy: zamiast łatwiejszych niebieskich, trudne czerwone lub czarne.

Ratownicy GOPR interweniowali także około 80 razy na szlakach górskich. Pod tą liczbą kryje się m.in. kilkanaście wypraw poszukiwawczych.

Na trasach narciarskich w Beskidach leży sporo śniegu. Warunki są dobre. W poniedziałek termometry wskazywały rano od -9 st. na Klimczoku i w Szczyrku do -15 st. na Hali Miziowej.

Grupa Beskidzka GOPR działa na terenie od Bramy Morawskiej po Babią Górę.

PAP/RIRM

drukuj