fot. PAP

Tajne kilometrówki

Prokuratura odmawia zbadania, jak były szef polskiej dyplomacji rozlicza się z Sejmem z wyjazdów służbowych. Uzasadnienia nie ma.

Z prasowych łamów nie schodzi afera związana z wyjazdem do Madrytu na posiedzenie Komisji Zagadnień Prawnych i Praw Człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy trzech wyrzuconych w poniedziałek z PiS posłów: Adama Hofmana, Mariusza Antoniego Kamińskiego i Adama Rogackiego. Posłowie zainkasowali za tę podróż kilkanaście tysięcy złotych zaliczki, zgłaszając wyjazd samochodem. W rzeczywistości polecieli do stolicy Hiszpanii tanimi liniami lotniczymi. Marszałek Sejmu Radosław Sikorski zapowiedział już, że w Sejmie powstanie specjalna komisja do spraw zagranicznych wyjazdów parlamentarzystów, powołany zostanie też pełnomocnik ds. procedur antykorupcyjnych. Oba gremia mają sprawować audyt rozliczania posłów z zagranicznych podróży służbowych.

Warto jednak przy tej okazji zwrócić uwagę na inną kategorię poselskich wydatków. Chodzi o refundację kosztów paliwa do prywatnych aut.

Senatorom, posłom i ministrom przysługuje prawo do korzystania ze służbowych samochodów, które wożą ich praktycznie wszędzie. Mimo to okazuje się, że bardzo chętnie starają się oni w Sejmie o zwrot kosztów paliwa wlewanego do ich prywatnych aut.

– To jest dość powszechna praktyka. Pytanie tylko, o ile pewne granice są tu przekraczane – mówi w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” jeden z posłów.

Zasady zwrotu kosztów benzyny są bardzo umowne. Sprawy te regulują wewnętrzne rozporządzenia Sejmu. Wydatki pokrywane są z ryczałtu przysługującego parlamentarzyście na prowadzenie biura poselskiego, zgodnie z Zarządzeniem nr 8 Marszałka Sejmu z 25 września 2001 r. w sprawie warunków organizacyjno-technicznych tworzenia, funkcjonowania i znoszenia biur poselskich.

W ciągu miesiąca każdy poseł może w ramach ryczałtu wyjeździć (ale tylko na terenie kraju) najwyżej 3,5 tys. kilometrów; może ubiegać się w Sejmie o zwrot kosztów w wysokości ok. 3 tys. złotych. Czy te kilometry jest w stanie wyjeździć na przykład poseł, który pochodzi – dajmy na to – z Warszawy? Albo ten, który podróżuje z reguły samolotem?

Z dotychczasowych doniesień wynika, że i ministrowie, i parlamentarzyści bardzo chętnie domagają się w Sejmie zwrotu kosztów za paliwo tankowane do prywatnych aut. O jakie kwoty chodzi? Padały tu sumy nawet powyżej 20 tys. zł, a przy nich nazwiska Sławomira Nowaka, Bartosza Arłukowicza czy byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

Zasada jest taka: jeśli w ramach poselskich obowiązków jeździsz swoim autem, dostajesz zwrot pieniędzy za paliwo. Prawie każdy poseł rozlicza w ten sposób wydatki na paliwo. Pytanie tylko, dlaczego robią tak ministrowie, którzy nawet nie mają okazji korzystać ze swoich prywatnych samochodów. Przecież na co dzień są wożeni rządowymi autami. I nic za to nie płacą.

Jak wynika z oświadczeń majątkowych obecnego marszałka Sejmu, jest właścicielem dwóch aut: volkswagena golfa z 2001 r., nissana qashqai z 2010 r. oraz motocykla MW-650. Tylko w ostatnich latach, tj. od 2011 do 2013 roku, koszty przejazdu byłego szefa polskiej dyplomacji w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego wyniosły blisko 29 tys. złotych. Takie dane figurują na stronie sejmowej obecnego marszałka w rubryce sprawozdania z wydatkowania z kwoty ryczałtu przeznaczonego na prowadzenie biura poselskiego.

Odmowa bez uzasadnienia

– To dużo jak na osobę poruszającą się zwykle rządową limuzyną – komentuje poseł Bartosz Kownacki (PiS). Parlamentarzysta złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście w sprawie przekroczenia uprawnień przez ministra spraw zagranicznych. Śledczy odmówili jednak wszczęcia postępowania. Na druku zawiadomienia o odmowie wszczęcia śledztwa z 8 kwietnia br., do którego dotarł „Nasz Dziennik”, prokuratura nie uzasadnia swojej decyzji.

Z pytaniem o tę kwestię zwróciliśmy się do szefa prokuratury Zdzisława Kuropatwy. Na odpowiedź czekamy.

– Budzi moje głębokie zdziwienie, że w sprawie wyjazdu posłów PiS prokuratura natychmiast wszczęła postępowania, a odmawia jego wszczęcia w tej konkretnej sprawie. W końcu chodzi tu o wydatkowanie pieniędzy publicznych – komentuje Kownacki.

Anna Ambroziak/Nasz Dziennik

drukuj