Aleksander Ładoś/ fot. wikipedia

Szwajcaria: Upamiętniono Polaków z grupy berneńskiej ratujących Żydów

W obecności ocalonego z Holokaustu, przedstawicieli społeczności żydowskiej i polskich dyplomatów, upamiętniono w Genewie jednego z organizatorów wydawania fałszywych paszportów dla Żydów w czasie II wojny światowej – posła na Sejm II RP Abrahama Silberscheina.

Podczas uroczystości na cmentarzu żydowskim przypominano zasługi polskich dyplomatów oraz działaczy żydowskich z tzw. grupy berneńskiej, której ryzykowna i nielegalna działalność w Szwajcarii pomagała unikać wywózki do obozów zagłady w latach 40. ubiegłego wieku.

Ambasador Polski w Szwajcarii Jakub Kumoch powiedział, stojąc przy odnowionym nagrobku Abrahama Silberscheina, że gdyby mógł się do niego zwrócić, poprosiłby go o przebaczenie.

„Nie ma cię z nami od 70 lat i prawdopodobnie jestem pierwszym dyplomatą, który tu się zjawił” – mówił Jakub Kumoch, wskazując, że Polska dopiero od niedawna przywraca bohaterów wspólnej pamięci.

Abraham Silberschein (1882-1951), lwowski adwokat, syjonista i działacz Światowego Kongresu Żydów, zdążył wyjechać do Genewy na trzy tygodnie przed wybuchem II wojny światowej. W czasie wojny kierował żydowskim komitetem ratunkowym RELICO w Genewie, współpracującym z polskim poselstwem.

Wchodził w skład tzw. grupy berneńskiej, w której poza nim działał jeszcze jeden przedstawiciel organizacji żydowskich Chaim Eiss oraz czterech polskich dyplomatów w Szwajcarii: ambasador Aleksander Ładoś, jego zastępca Stefan Ryniewicz oraz Konstanty Rokicki i Juliusz Kuehl z konsulatu.

Grupa w latach 1941-43 zajmowała się podrabianiem i szmuglowaniem ze Szwajcarii do Polski i innych krajów Europy kopii paszportów krajów Ameryki Łacińskiej dla Żydów. Posiadacze tych dokumentów w większości uniknęli wywózek do niemieckich obozów zagłady i zostali skierowani do obozów dla internowanych w Niemczech i okupowanej Francji. Według jednej z notatek Abrahama Silberscheina z początku 1944 roku, w obozach takich znalazło się łącznie ok. 10 tys. osób. Historycy nie są zgodni co do liczby osób, które doczekały końca wojny.

Jedną z osób ocalonych dzięki paszportowi jest Uri Strauss, który uczestniczył w czwartkowej uroczystości. Jego rodzicom, niemieckim Żydom mieszkającym w czasie wojny w Amsterdamie, udało się zdobyć jeden z paragwajskich paszportów, które z pobudek humanitarnych organizowali Polacy w Szwajcarii.

„Mój wujek, który mieszkał w Szwajcarii, wysłał nam ten paszport do Holandii. To nas ocaliło” – mówił polskim dziennikarzom Uri Strauss, który w czasie wojny był kilkuletnim chłopcem.

„To dla mnie bardzo ważne, zachowałem wszystkie dokumenty, żeby moje dzieci, wnuki też je widziały i znały historię rodziny” – dodał.

W czasie okupacji Holandii przez Niemcy rodzina Uriego Straussa została bezpaństwowcami, dlatego otrzymany dokument stał się dla nich przepustką do życia.

„Polscy dyplomaci, Abraham Silberschein, nie zwracali uwagi na to, czy pomagają Żydom z Polski, Belgii czy Holandii” – tłumaczył konsul honorowy Polski w Zurychu Markus Blechner, przyjaciel Straussa od 50 lat.

Mimo wieloletniej znajomości dopiero w zeszłym roku Markus Blechner dowiedział się, że Uriemu Straussowi również pomógł fałszywy paszport podrobiony przez polskich dyplomatów. Wówczas zgłosił się z tą wiedzą do ambasadora Polski w Szwajcarii.

Na dokumencie, który pomógł rodzinie Straussów, widnieją zdjęcia jego rodziców oraz dane całej rodziny. W tamtym czasie jeden paszport mógł być wystawiony na kilka osób. Ambasador Jakub Kumoch, który zajmuje się tą sprawą, szacuje, że średnio na jeden paszport przypadały ponad 2 osoby.

„Jeżeli było ponad 1050 paszportów (wystawionych tylko przez Polaków – PAP), to na nich jest 2100 osób” – powiedział dziennikarzom szef polskiej placówki w Szwajcarii.

Przewodniczący grupy polsko-szwajcarskiej poseł Prawa i Sprawiedliwości Kazimierz Gołojuch, który reprezentował parlament na uroczystości, mówił, że działalność grupy berneńskiej uratowała kilka tysięcy Żydów nie tylko z polskich gett.

„Dzisiaj, spotykając się przy grobie pana Abrahama Silberscheina, oddaliśmy im hołd. Chcemy ich pokazać światu jako bohaterów, bo kto ratuje jedno życie, tak jakby ratował cały świat” – wskazał Kazimierz Gołojuch, nawiązując do sentencji z Talmudu, która widnieje na przyznawanych przez instytut Yad Vashem medalach Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Podział zadań w grupie berneńskiej był następujący: Juliusz Kuehl, który sam był Żydem, ekspert od pomocy humanitarnej w polskim konsulacie w Bernie za łapówki kupował niewypełnione paszporty od konsulów państw Ameryki Łacińskiej i przekazywał je Konstantemu Rokickiemu. Ten wystawiał je na nazwiska osób więzionych w gettach na terenie Polski i nie tylko. Nazwiska i fotografie do paszportów były przemycane z okupowanej Polski poprzez sieć zorganizowaną przez Chaima Eissa i właśnie Abrahama Silberscheina.

Paszporty krajów latynoskich, głównie Paragwaju, Salwadoru, Hondurasu, Boliwii, Peru i Haiti, chroniły swoich posiadaczy w gettach przed wywózką do niemieckich obozów zagłady. Ich właścicieli kierowano do obozów dla internowanych, gdzie pewna część z nich doczekała końca wojny. Ocenia się, że konsulowie państw latynoamerykańskich wydali od kilkuset do kilku tysięcy takich dokumentów, wiele z nich dla całych rodzin.

Obaj polscy konsulowie działali pod ochroną innych polskich dyplomatów: ambasadora Ładosia i jego zastępcy Ryniewicza. Bronili oni pozostałych członków grupy, przekonując władze szwajcarskie, aby przymknęły oko na „nielegalne” działania, gdy policja podjęła interwencję.

PAP/RIRM

drukuj