fot. Tomasz Strąg

Szef MON: sformułowanie „Fort Trump” upowszechniło się w USA i na całym świecie

Przekonywałem prezydenta, że warto użyć określenia „Fort Trump”; dzięki upowszechnieniu tego sformułowania w Stanach Zjednoczonych, ale także na całym świecie, sprawa stałej bazy zafunkcjonowała – mówił w wywiadzie dla PAP szef MON Mariusz Błaszczak. „To hasło w dwóch słowach oddaje cały pomysł” – dodał.

Minister powiedział, że dzięki jego zabiegom dyplomatycznym sprawa stałej bazy amerykańskiej w Polsce trafiła na agendę polityczną Stanów Zjednoczonych. Jak zaznaczył, każda z jego trzech podróży do Waszyngtonu składała się z rozmów w Białym Domu, w Pentagonie i w Kongresie.

Szef MON w rozmowie z PAP odniósł się do sformułowania „Fort Trump” użytego przez prezydenta Andrzeja Dudę podczas rozmowy z amerykańskim prezydentem Donaldem Trumpem.

„Przekonywałem prezydenta, że warto użyć tego określenia. Dzięki upowszechnieniu sformułowania <<Fort Trump>> w Stanach Zjednoczonych, ale także na całym świecie, sprawa stałej bazy zafunkcjonowała. To hasło w dwóch słowach oddaje cały pomysł. Jest hasłem czytelnym zawsze i wszędzie” – powiedział minister.

Jak zaznaczył, stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce zwiększa skalę odstraszania potencjalnego agresora.

„W rozmowach poruszam też temat naszej gotowości, by partycypować w kosztach utrzymania bazy” – dodał.

„My wypełniamy nasze zobowiązania w ramach NATO, jesteśmy gotowi jeszcze podnieść nasze wydatki; jest ustawa przewidująca dojście do poziomu 2,5 proc. PKB przeznaczanych na obronność. Jesteśmy zdeterminowani, by inwestować w bezpieczeństwo” – oświadczył minister.

Jak mówił, jego celem, jako ministra obrony narodowej, jest doprowadzenie do tego, aby wojsko było liczniejsze, wyposażone w nowoczesny sprzęt i mocniej osadzone w strukturach NATO, a przede wszystkim, aby zapewnić ściślejszą współpracę z wojskami Stanów Zjednoczonych.

„Stała baza to szansa na zmianę epokową, jeśli chodzi o bezpieczeństwo naszego kraju i choć bezpieczeństwo jest bezcenne, to ma jednak również wymiar ekonomiczny. Wszędzie na całym świecie bazy wojsk amerykańskich są impulsem do rozwoju gospodarczego” – podkreślił szef MON.

Pytany, czy gotowość do ponoszenia kosztów to argument istotny także dla Pentagonu, Błaszczak odpowiedział: „Jestem o tym przekonany. Pamiętajmy też, że Amerykanie decydują się na stałą obecność jedynie w państwach, które traktują jako wiarygodnych i zaufanych partnerów. Polska jest takim państwem, co wielokrotnie powtarzał prezydent Donald Trump”.

Szef MON podkreślił, że stała obecność wojsk amerykańskich dałaby pewność, że agresor nie napadnie na Polskę, bo wojska Stanów Zjednoczonych są realną przeciwwagą dla wojsk innych państw. Jak mówił, stała obecność wojsk USA byłaby punktem przełomowym.

„To byłby bardzo wyraźny sygnał, że ten rejon świata jest bezpieczny, że w tym rejonie świata zagrożeń agresją nie ma” – przekonywał.

Na pytanie ile lokalizacji i w jakich regionach Polska zaproponowała dla stałej amerykańskiej bazy, szef MON odpowiedział, że nie chciałby publicznie mówić o szczegółach, dlatego, że rozmowy trwają.

„Pracuje także grupa robocza, powołana po moim uzgodnieniu z sekretarzem Jamesem Mattisem. Składa się ona z ekspertów polskich i amerykańskich, którzy rozmawiają o szczegółach tego projektu. Nie chciałbym ustawiać naszego zespołu z Ministerstwa Obrony Narodowej w trudniejszej sytuacji negocjacyjnej. Jesteśmy otwarci i pokazujemy możliwości. W Polsce takie możliwości są” – podkreślił.

„Wspólnie szukamy najlepszej lokalizacji. Nasza dobra oferta leży na stole” – dodał.

Dopytywany, kiedy stała baza mogłaby powstać, odpowiedział, że jest to proces.

„Na spotkaniach zawsze podkreślam, że rząd Mateusza Morawieckiego za priorytet stawia bezpieczeństwo. Zwiększamy liczebność wojska, powołałem nową dywizję ulokowaną na wschód od Wisły. Tam wcześniej nie było wojska, bo w 2011 rząd Donalda Tuska zlikwidował 1. Dywizję Zmechanizowaną. To była postawa szkodliwa dla Polski. My inwestujemy w nowoczesny sprzęt, czego dowodem jest podpisanie umowy na dostawy systemu Patriot. Jesteśmy aktywni, jeśli chodzi o współpracę z NATO. Podkreślam, że jesteśmy w Afganistanie, Iraku, Łotwie, Rumunii, Kosowie. To jest dobrze odbierane przez partnerów amerykańskich” – powiedział.

Minister ocenił, że na decyzję Amerykanów może wpłynąć Polonia amerykańska.

„Na spotkaniach z Polonią apelowałem o włączenie się w ten proces. Amerykanie polskiego pochodzenia stanowią dużą wartość, jeśli chodzi o aktywność polityczną. Chodzi przede wszystkich o zaznaczanie, że w interesie Stanów Zjednoczonych leży to, żeby w Polsce była stała baza” – ocenił.

„MON będzie kontynuował starania dyplomatyczne, by doprowadzić sprawę do końca. Musimy pamiętać, że to nie koniec, a dopiero początek tej drogi. W tej sprawie musi być mobilizacja wszystkich instytucji państwowych, aż do osiągnięcia zamierzonego celu” – podkreślił minister.

„Polacy oczekują od nas, że zapewnimy im bezpieczeństwo, a do tego służy stała obecność wojsk amerykańskich. Nie zmienią tego dziwne wypowiedzi polityków opozycji. Myślę tu o bezmyślnej wypowiedzi Grzegorza Schetyny, który mówił o relacjach z Rosją. Jego słowa zostały odebrane w prasie rosyjskiej jako wezwanie do przyjaźni z Rosją. Jeżeli do tego dodamy wypowiedź byłego dowódcy generalnego rodzajów sił zbrojnych, pupila PO, to mamy do czynienia z językiem propagandy kremlowskiej” – uważa minister.

Szef MON zapowiedział, że na przełomie października i listopada złoży wizytę w USA.

„To będą kolejne rozmowy. By osiągnąć nasz cel, koniecznych jest wiele działań i ustaleń w Białym Domu (stąd rola prezydentów USA i RP), Kongresie, który odgrywa ważną rolę w procesie decyzyjnym i Pentagonie, który jest zobowiązany do przedstawienia swojego raportu” – podkreślił szef MON.

PAP/RIRM

drukuj