fot. sxc.hu

Szczepionki są etyczne?

Temat szczepionek wywołuje dzisiaj dyskusję, której poziom emocji porównywalny jest z debatami na temat genetycznie modyfikowanych organizmów. Epidemiolodzy w Polsce ubolewają, że coraz bardziej popularne ruchy antyszczepionkowe powodują powrót chorób, które były uznane za już opanowane.

Państwowy Zakład Higieny szacuje, że w latach 2009-2012 liczba niezaszczepionych dzieci wzrosła prawie dwukrotnie (z około 3 tys. w roku 2009 do ponad 5 tys. w roku 2012). Dzisiaj ta liczba może sięgać już 10 tys. i cały czas wzrasta.

Komentatorzy zjawiska wskazują, że rodzice nie chcą szczepić swoich dzieci, bo uważają, że szczepienia przynoszą więcej szkody niż pożytku. Wykazują, że szczepienia stają się paradoksalnie źródłem kłopotów zdrowotnych (groźne powikłania, alergie, spadek odporności, a nawet autyzm).

Mimo że epidemiolodzy traktują znaczną część tych argumentów za bądź nieprawdziwe, bądź mocno przesadzone, nie są w stanie skutecznie wyeliminować sfery obaw.

Tym bardziej że opór przeciw szczepieniom ma coraz więcej argumentów.

Na przykład upowszechniana szczepionka przeciw wirusowi HPV raka szyjki macicy budzi szereg wątpliwości. Jej bezpieczeństwo jest nieznane, jako że – jak podają niektóre źródła – testy bezpieczeństwa szczepionki Gardasil (Sligard) przeciw HPV w grupie wiekowej poniżej 13. roku życia objęły tylko około 800 dziewczynek w wieku 11-12 lat. Do weryfikacji bezpieczeństwa w starszych grupach wiekowych używano zamiast typowego placebo związków aluminium lub innych szczepionek. Żadne badania kliniczne nie objęły okresu sięgającego czasu, gdy nowotwór się pojawia (30-50 lat).

Ponadto nie bez znaczenia jest fakt, że wśród przyczyn epidemii raka szyjki macicy można wskazać zjawiska takie jak: zaniedbania regularnych badań profilaktycznych i własne wybory życiowe kobiet (palenie papierosów, duża liczba partnerów seksualnych, wczesna inicjacja seksualna). Trudno wykazać w tej sytuacji związek przyczynowo-skutkowy między szczepieniem a zapobieganiem skutkom.

Niepokój budzi to, że dotychczasowe dane na temat skuteczności i skutków ubocznych szczepionki przeciw HPV pochodzą tylko od producenta. Jest to firma, która wsławiła się wielokrotnym przemilczaniem faktów o skutkach ubocznych swoich preparatów, a zarazem była zmuszana do wypłaty gigantycznych odszkodowań za szkody wyrządzone pacjentom.

Tym większe zdziwienie budzi fakt, że we Francji szczepionki te aplikowane są nie tylko małym dziewczynkom, ale i… chłopcom. Pojawia się sugestia, że właściwym celem tych zabiegów jest wywoływanie bezpłodności.

Eksperymenty ze szczepionkami

Jakkolwiek taka teza może wydać się przesadna, można zestawić ją z informacją o pomysłach Billa Gatesa i jego fundacji. Gates, który wydał miliony dolarów na eksperymenty ze szczepionkami, na konferencji w Cancun wyznał: „Dzisiejszy świat liczy 6,8 mld ludzi… i zbliży się do 9 miliardów. Obecnie, kiedy wykonaliśmy sporo dobrej roboty w zakresie: badań nad szczepionkami, służby zdrowia, usług zdrowia reprodukcyjnego, możemy zredukować liczbę tę od 10 do 15 procent”.

To jednak nie jest jedyny problem etyczny związany ze szczepionkami. Jednym z najbardziej newralgicznych problemów jest problem pochodzenia wielu szczepionek.

Jest dość powszechnie znany fakt, że mniej więcej w latach 60. w krajach Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych dokonano jednorazowego pobrania komórek od nienarodzonych. Użytym materiałem były płody pozyskane drogą zaplanowanej i przeprowadzonej aborcji (a więc świadomego i odpowiedzialnego działania, a nie samoistnego poronienia). Konkretnie, pobierano komórki z tkanki płucnej i wyprowadzano z nich tzw. linie komórkowe. W oparciu o tę linię hoduje się dzisiaj nowe komórki, które są wykorzystywane do produkcji szczepionek.

Tak więc do chwili obecnej używane są dwie linie komórkowe tzw. MRC-5 i WI-38. Jedna została uzyskana w Stanach Zjednoczonych, druga w Anglii. Były pobrane z płodów 14- i 12-tygodniowych. Sposób wytworzenia tych linii komórkowych jest uznany przez Światową Organizację Zdrowia i Europejską Farmakopee – agendę Komisji Europejskiej.

Owa „chwila obecna” oznacza, że w praktyce szczepionki skojarzone przeciw odrze, śwince i różyczce są szczepionkami wytwarzanymi z użyciem linii komórek ludzkich. W realiach polskich od 2004 roku są stosowane w ramach szczepień obowiązkowych.

Warto nadmienić, że także w latach 80. XX wieku dokonywano kolejnych aborcji dla tworzenia nowych linii komórkowych. Do dziś nie wyprodukowano z nich szczepionek, ale prace laboratoryjne trwają.

Zło jest złem

W tym miejscu można oczywiście postawić pytanie – czy jest sensowne podejmowanie sporu o linie komórkowe, które powstały kilkadziesiąt lat temu? Wielu zwolenników myślenia utylitarystycznego próbuje relatywizować ten fakt. Na jednej ze stron internetowych w komentarzach internautów znalazł się taki wpis: „Nie lepiej, żeby komórki dziecka, którego ktoś nie chciał, służyły innym? Kilka komóreczek, które posłużyły do wytworzenia linii komórkowych, które służą dobremu celowi”. Problemem jednak niedostrzeganym w tego typu myśleniu jest to, że owa „służba dobremu celowi” jest za cenę uśmiercenia życia ludzkiego, zabójstwa. To nie jest dobrowolne oddanie „kilku komóreczek” dla ratowania życia drugiego, ale bycie zabitym dla osiągnięcia celu.

W dokumencie Papieskiej Akademii Życia „Rozważania moralne o szczepionkach przygotowanych z komórek pochodzących z abortowanych płodów ludzkich” pojawia się retoryczne pytanie odnośnie do podjętej kwestii: „Jeśli ktoś odrzuca wszelkie formy dobrowolnej aborcji ludzkich płodów, czy nie przeczy sobie poprzez zezwolenie na zastosowanie wspomnianych szczepionek zawierających żywe, atenuowane wirusy u swoich dzieci? Czy nie jest to prawdziwą (i niedopuszczalną) współpracą ze złem, nawet jeśli to zło zostało przeprowadzone czterdzieści lat temu?”.

To, co zwraca uwagę, to fakt, że linie komórkowe produkowane są z płodów abortowanych (zabijanych), a nie takich, które na przykład zmarły w okresie prenatalnym.

Ocena etyczna tego typu szczepionek z punktu widzenia etyki personalistycznej, a więc etyki godności człowieka, musi być konsekwentnie jednoznaczna – jest to proceder absolutnie i jednoznacznie zły. Nie dlatego, że pobiera się ludzką tkankę ze zwłok, to samo wszak czyni się w przypadku przeszczepów pojedynczych (pobieramy np. serce od zmarłego), ale dlatego, że czyni się to, uśmiercając człowieka, nie dając mu szansy życia. Zabija się, by następnie utylizować.

Ponadto, mówiąc potocznie, czyni się to wszystko, idąc na skróty. Wbrew panującym niekiedy opiniom ten sposób pozyskiwania szczepionek z płodów nie jest jedynym skutecznym. Okazuje się bowiem, że wirusy niezbędne do produkcji szczepionek można hodować również na liniach komórkowych, które dadzą się pobierać od dorosłego człowieka bądź z krwi pępowinowej. Różnica polega jedynie na stopniu potencjalności rozwoju tych komórek – te pobrane od płodu w początkowej fazie lepiej i szybciej rosną i namnażają się.

Mamy zatem sytuację bardzo specyficzną, a zarazem dość dzisiaj typową – to, co etycznie naganne, jest legalnie dozwolone i w pewnym sensie narzucane w praktyce życia.

Bierna współpraca w aborcji

Co zatem można w tej sytuacji robić?

Po pierwsze, należy dążyć do zmiany prawa niesprawiedliwego. W Polsce dokonywane już były próby interpelacji ustawy dotyczącej „stosowania w Polsce szczepionek, których komponenty pochodzą z ciał dzieci zamordowanych w drodze aborcji”. Ministerstwo zignorowało interpelację, przy okazji manipulując jej treścią i ustosunkowując się do problemu „pochodzenia surowców używanych do produkcji szczepionek stosowanych w Polsce”. Nie można oczywiście na tym poprzestać w działaniach.

Dla katolików szczególną inspiracją może być wspomniany dokument Papieskiej Akademii Życia. Czytamy w nim: „To do wiernych i obywateli prawego sumienia (ojcowie rodzin, lekarze itd.) należy, aby zakwestionować, nawet poprzez sprzeciw sumienia, coraz bardziej rozpowszechniające się ataki przeciw życiu i ’kulturę śmierci’, która leży u ich podstaw. Z tego punktu widzenia stosowanie szczepionek, których produkcja związana jest z przerywaniem ciąży, stanowi co najmniej pośrednią i odległą formę biernej współpracy materialnej w aborcji, i bardzo bliskiej biernej współpracy materialnej w zakresie obrotu nimi”.

Po drugie, należy dbać o prawdę języka w dyskusji. Omawiane szczepionki to nie problem surowca czy tkanki, ale to problem uśmiercanych, zabijanych płodów.

Po trzecie, należy domagać się, by firmy farmaceutyczne umieszczały dokładną informację, czy źródłem pozyskania komórek był ludzki embrion, czy np. krew pępowinowa. Sama informacja zakodowana w postaci symboli typu Wl-38 czy MRC-5 nie spełnia kryteriów informacji – przekazu prawdy. Domagamy się takich informacji w sprawach zdecydowanie mniejszej wagi, jak na przykład modyfikacja genetyczna żywności, tym bardziej jest to zasadne w tym przypadku. W chwili obecnej można jedynie pozyskać stosowną wiedzę na stronach internetowych dobreszczepionki.pl.

Po czwarte wreszcie, należy spojrzeć na dramatyczne w tym kontekście pytanie – co mają zrobić rodzice, którzy stoją przed dylematem: szczepić swoje dzieci czy nie? Rodzice mają obowiązek troski o życie swoich dzieci, a zatem w sytuacji, w której na rynku nie ma innych szczepionek lub nie ma informacji na temat źródeł ich pochodzenia, są zmuszeni do stosowania istniejących szczepionek i nie ponoszą za to moralnej winy, w przeciwieństwie do firm, które je wytwarzają.

Watykański dokument podkreśla wszakże, opisując korzystanie z nieetycznych szczepionek jako formę współpracy biernej: „Taka współpraca ma miejsce w kontekście moralnego przymusu sumienia rodziców, którzy zmuszeni są do wyboru działania wbrew własnemu sumieniu lub w inny sposób, ryzykując zdrowiem swoich dzieci i społeczeństwa jako całości. To jest niesprawiedliwy wybór, który musi zostać usunięty tak szybko jak to możliwe”.

Ostatnie zdanie ma charakter obligujący – wzywa rodziców, lekarzy, farmaceutów, ale i parlamentarzystów do podjęcia działań na rzecz eliminacji zjawiska, które ma charakter wspierający kulturę śmierci.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr/Nasz Dziennik

Autor jest teologiem moralistą, etykiem, wykładowcą na UAM w Poznaniu oraz w WSKSiM w Toruniu.

drukuj