fot. PAP/EPA

Syria: pomoc ONZ dotarła do obozu uchodźców palestyńskich

Do obozu Palestyńczyków w Damaszku, obleganego przez wojsko, dotarła w sobotę, po raz pierwszy od września, pomoc żywnościowa ONZ. W ciągu trzech ostatnich miesięcy w obozie z głodu lub braku opieki medycznej zmarło 40 osób – poinformowała syryjska NGO.

Od grudnia 2012 roku większa część palestyńskiego obozu znajdującego się w Jarmuku, na przedmieściach Damaszku, kontrolowana jest przez syryjskich rebeliantów. W ostatnich miesiącach armia zorganizowała dość ścisłą blokadę Jarmuku.

„Pierwsza dostawa pomocy dotarła dziś rano i zaczęliśmy rozdawanie (żywności) mieszkańcom” – powiedział Anwar Abdel Hadi z Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Rzecznik Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA) Chris Gunness poinformował AFP, że jego organizacja wysłała 200 worków żywności dla Palestyńczyków mieszkających w obozie, ale UNRWA nie ma pewności, czy zostały one przekazane mieszkańcom.

„Władze syryjskie zwróciły się o pomoc do UNRWA i organizacja zdecydowała się jej udzielić (…) Jednak żywność nie była przekazana bezpośrednio Palestyńczykom, lecz pośrednikowi” – dodał Gunness. Podkreślił jednak, że UNRWA postanowiła wysłać pomoc pod warunkiem, że jedzenie zostanie rozdane cywilom w obozie i przeznaczone „wyłącznie na cele humanitarne”.

Wysoka komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka Navi Pillay powiedziała w piątek, że blokowanie przez władze w Damaszku dostaw pomocy dla uchodźców w obozie w Jarmuku może zostać uznane za zbrodnię wojenną. Przed wybuchem konfliktu syryjskiego w obozie palestyńskim pod Damaszkiem mieszkało 170 tys. osób; ale gdy wtargnęli tam uzbrojeni syryjscy powstańcy, a siły rządowe zaczęły oblegać obóz, uciekły stamtąd dziesiątki tysięcy ludzi.

Według ONZ w Jarmuku zostało około 18 tys. osób. Blisko 500 tys. palestyńskich uchodźców mieszkało w całej Syrii przed wojną domową; od marca 2011 roku prawie połowa z nich musiała opuścić swoje domy i szukać schronienia za granicą lub w innych regionach kraju.

PAP

drukuj