Sydney solidarne z Trwam

Z Adamem Gajkowskim,  opozycjonistą w czasach PRL, prezesem Stowarzyszenia „Nasza Polonia” w Australii,  rozmawia Bogusław Rąpała

Jest Pan jedną z osób, które będą jutro protestowały przed polskim konsulatem w Sydney. Dlaczego Polacy mieszkający w Australii postanowili włączyć się w akcję w obronie Telewizji Trwam?

– Do pewnego stopnia ten protest jest głosem naszego sumienia. My nie możemy stać bezczynnie i nic nie robić. A czy zostanie dostrzeżony? W jakimś stopniu na pewno tak, ale najważniejsze jest to, że doda otuchy ludziom w Polsce. Ten głos sumienia każe nam stanąć i protestować solidarnie razem z Polakami w kraju, a jak widzę, naszym śladem pójdą również koledzy z Francji, Kanady i Anglii, a być może także ze Stanów Zjednoczonych. W ten sposób wspieraliśmy naszych rodaków za czasów PRL; gdy w Polsce odbywały się strajki lub miały miejsce jakiekolwiek działania przeciwko opozycji antykomunistycznej, my również szliśmy pod konsulat i protestowaliśmy. Tak było po zamordowaniu ks. Stefana Niedzielaka, ks. Stanisława Suchowolca i ks. Sylwestra Zycha. Demonstrowaliśmy również przeciwko postanowieniom Okrągłego Stołu. Teraz również czujemy potrzebę wyrażenia naszego sprzeciwu.

Jako Stowarzyszenie „Nasza Polonia” wraz z Księżmi Chrystusowcami, naszymi duszpasterzami w Australii, zorganizowaliśmy niedawno w Marayong Mszę św. w intencji wolności słowa i Telewizji Trwam. Po niej podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu pikiety, która będzie wyrazem naszej solidarności z ogólnopolskim marszem w Warszawie. Rozpocznie się ona w sobotę o godz. 6.00 rano czasu polskiego.

Jakie będą główne postulaty pikietujących?

– Przede wszystkim będziemy demonstrowali w obronie Telewizji Trwam i walczyli o wolne, a przede wszystkim polskie media. Ale problem z rządem Donalda Tuska polega nie tylko na ograniczaniu wolności słowa.

Weźmy na przykład skok Ministerstwa Spraw Zagranicznych na fundusze polonijne, pozostające do tej pory w gestii Senatu. Docierają do nas informacje, że niektóre polskie organizacje na Wschodzie, które borykają się z olbrzymimi trudnościami finansowymi, nie otrzymały przyznawanych im corocznie funduszy i stypendiów. Z kolei organizacje bardzo uległe wobec MSZ zarządzanego przez pana Radosława Sikorskiego taką pomoc otrzymały. Nasz protest dotyczy również wymiaru sprawiedliwości, a raczej wymiaru niesprawiedliwości.

Zatrważający jest też sposób działania prokuratury w sprawie katastrofy smoleńskiej. Jak można było dopuścić do tego, żeby Polska nie miała wpływu na badanie tej katastrofy, a ciała ofiar zostały pozamieniane? No i kolejna afera z Amber Gold. Prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, który powinien być niezależny, okazuje się sędzią uległym i dyspozycyjnym. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca w państwie prawa, a skompromitowani sędziowie i prokuratorzy już dawno powinni się podać do dymisji.

Co jest największą siłą ludzi, którzy będą domagać się w sobotę wolnych mediów katolickich?

– Przede wszystkim Pan Bóg, który daje nam siłę i nadzieję. A jeśli chodzi o możliwości ludzkie, to kiedyś śp. Anna Walentynowicz powiedziała, że przyszedł czas, kiedy zaczęliśmy się na nowo liczyć. I gdy już się w końcu policzymy, to będziemy taką siłą, że nagle zdamy sobie sprawę, iż to jednak my powinniśmy rządzić Polską, a nie ludzie, którzy nas okłamują. Największą naszą nadzieją jest to, że jednak w końcu doczekamy się Polski, która będzie Polską solidarną, ale też – i przede wszystkim – katolicką.

Jak z pespektywy innego kontynentu ocenia Pan to, co dzieje się dziś w Polsce?

– Na pewno Polska się zmieniła, stała się bardziej nowoczesna. Ale wolność, którą udało się wywalczyć, nadal jest ograniczana, tyle tylko, że w trochę bardziej zakamuflowany sposób. Polskojęzyczne, ale niepolskie dzienniki i niepolskie telewizje przekonują Polaków do tego, co wcale nie jest dla nich dobre. Poprzez media wciska się ludziom, że muszą iść rzekomo jedynie słuszną droga, przez co wybierają rządy, które im szkodzą.

Telewizja Trwam, której właścicielami są Polacy, to jedyna Telewizja, która naprawdę dba o polską rację stanu. Dlatego nieprzyznanie jej miejsca na multipleksie cyfrowym to nie tylko uderzenie w wolność słowa, ale i w byt Narodu. Jest to też pogwałcenie naszych praw do wolności moralnej w tym znaczeniu, że telewizje, które nas ogłupiają, otrzymały miejsce na multipleksie, a Telewizja, która nas ubogaca duchowo, nie. To wręcz antychrześcijańskie działanie pana Dworaka.

A co według Pana jest dzisiaj polską racją stanu?

– To złożone pytanie. Przede wszystkim ratowanie tego, co jeszcze da się uratować. Niewiele już zostało z polskiego przemysłu, który rozkradziono lub sprzedano za bezcen i w zasadzie nie pracuje on dla Polski. To z kolei wiąże się z długami, w które popadamy. Racją stanu jest również wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Wszystkie wielkie media mataczą w tej sprawie, tylko Telewizja Trwam bez bojaźni zabiera głos i mówi prawdę. Obroną polskiej racji stanu jest też chociażby zadbanie o godny pochówek matki „Solidarności” Anny Walentynowicz. I niezmiennie od stuleci polską racją stanu jest trwanie przy wartościach chrześcijańskich.

Dlaczego wyjechał Pan z Polski?

– Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy cofnąć się do sierpnia 1980 roku. Brałem wtedy czynny udział w organizowaniu strajków w Zakładzie Remontowym Energetyki w Gdańsku, którego byłem przedstawicielem na sali BHP w Stoczni Gdańskiej. Następnie zostałem przewodniczącym Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność”. Potem przyszedł stan wojenny. Jako przewodniczący Komisji Rewizyjnej KZ angażowałem się w podziemne działania antykomunistyczne, za co wylądowałem w więzieniu. W Zakładzie Karnym w Potulicach przebywałem ponad rok – od marca 1982 do maja 1983 roku. W 1985 r. wraz z żoną zdecydowaliśmy, że wyjedziemy do Australii.

Tęskni Pan za Polską?

– Do Polski przyjeżdżam co roku, czasem co dwa lata. Bywam przede wszystkim na forach polonijnych organizowanych w Toruniu pod koniec kwietnia. Swoją obecność na nich traktuję jako patriotyczny obowiązek. W Australii żyje się w miarę dobrze. Na pewno brakuje nam rodziny i polskiej kultury. Tę tęsknotę pomagają nam zaspokoić Telewizja Trwam i Radio Maryja. Oprócz tego zapraszamy na koncerty do Australii polskich artystów: niedawno Andrzej Kołakowski śpiewał o żołnierzach wyklętych, a w przyszłym roku chcemy zaprosić m.in. Lecha Makowieckiego.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj