fot. PAP/EPA

[NASZ WYWIAD] Dr A. Bryc: Władimir Putin na bazie konfliktów kreuje wizerunek przywódcy, który pozwolił Rosji wstać z kolan

Poprzez taką, a nie inną politykę Putin wysyła swoim własnym obywatelom sygnał, że to on jest przywódcą, który odzyskuje utracone po rozpadzie Związku Radzieckiego terytoria – mówiła w rozmowie z Szymonem Kamyszem dr Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Szymon Kamysz: Czy jesteśmy w stanie wskazać winnego konfliktu na Morzu Azowskim? Rosja zarzuca Ukrainie prowokację, natomiast Petro Poroszenko twierdzi, że Władimir Putin „chce całego jego kraju”.

Agnieszka Bryc: W zależności, z której strony patrzymy, tam znajdziemy winnego. Faktem jest, że Rosjanie wskazują na prowokację ukraińską, która miała zapobiec spotkaniu Władimira Putina z Donaldem Trumpem. Tak też się stało. Prezydent Stanów Zjednoczonych podczas szczytu G20 odmówił spotkania, jednak później de facto panowie rozmawiali za kulisami. Strona ukraińska oskarża Rosję o agresję, naruszenie suwerenności, a także wód morskich i żeglugi. Zgodnie z prawem międzynarodowym, Rosja łamie prawo morskie, łamie porozumienie ukraińsko-rosyjskie ws. podziału Morza Azowskiego z 2003 r., więc pod względem prawno-międzynarodowym stroną winną jest Rosja, która nie może temu zaprzeczyć.

Sz.K.: Czy Władimir Putin będzie podejmował dalsze działania ekspansjonistyczne? Jeżeli tak, to w jakim kierunku?

A.B.: Ten kryzys azowski, czy też kerczeński (bo taka nazwa też funkcjonuje) ja bym wpisała raczej w konflikt ukraiński. (…) Natomiast, jeżeli można by założyć albo zapytać, gdzie Rosja będzie zdolna użyć siły, to ona jest gotowa użyć siły w przestrzeni byłego Związku Radzieckiego, czyli na obszarze byłych Republik Radzieckich. Nie waży się użyć siły w stosunku do strefy NATO i państw zachodnich, ponieważ to już grozi szerszą i większą konfrontacją z Zachodem, na którą Rosja nie jest gotowa i którą by przegrała.

Sz.K.: Idąc tym tropem, to czy Polska może czuć się pewniej i bezpieczniej niż kraje od nas na wschód?

A.B.: Zdecydowanie. My jako państwo flankowe jesteśmy jeszcze w tej strefie komfortu, czyli w strefie bezpieczeństwa, ale jesteśmy tym pierwszym, które odczuwa wstrząsy sąsiedniej przestrzeni poradzieckiej.

Sz.K.: Czy Władimir Putin buduje swój wizerunek i wzmacnia swoją pozycję wewnątrz Rosji na bazie konfliktów?

A.B.: Poprzez taką, a nie inną politykę Putin wysyła swoim własnym obywatelom sygnał, że to on jest przywódcą, który odzyskuje utracone po rozpadzie Związku Radzieckiego terytoria. Wiemy, że Krym był tym terytorium, które Rosjanie faktycznie uznawali za swoje, natomiast w wyniku różnych podziałów został w latach 50. przekazany Ukrainie. Więc Rosjanie traktują to jako odzyskanie terytorium. Teraz trudno sobie wyobrazić, gdzie Rosja mogłaby odzyskiwać terytorium, bo tu się ławka kończy, tzn. możliwości się wyczerpują. (…) Rosja to wykorzystuje, a prezydent Putin kreuje wizerunek przywódcy, męża stanu – w domyśle tego przewódcy, który pozwolił Rosji wstać z kolan. On zawsze stawia ten wizerunek w kontraście do lat 90., kiedy Rosja jelcynowska nie miała szans na zaistnienie na arenie międzynarodowej.

Sz.K.: W mediach krąży również opinia, że Petro Poroszenko chce coś ugrać na konflikcie kerczeńskim. Jak się do tego odnieść?

A.B.: Poroszenko również zyskuje, ponieważ mając 6 proc. poparcia, jak (inaczej) miałby wzmocnić swoją pozycję? Dodatkowo jest cały czas w obliczu krytyki za niepowodzenie reform (…), więc wprowadzenie stanu wojennego dzisiaj, a nie w 2014 roku powoduje, że on też kreuje się przed własnym społeczeństwem, że jest tym przywódcą, który jest w stanie podejmować ważne decyzje, np. o stanie wojennym. Czyli to jest ten przywódca, który ma w domyśle przeprowadzić Ukrainę przez konflikt z Rosją i przez kryzys kerczeński.

Sz.K.: Jak w tej sprawie powinien zareagować Zachód? Czy ograniczy się tylko do słów albo sankcji?

A.B.: Zachód ma bardzo bolesne dla Rosji instrumenty reagowania, ale one są też jak karty w talii – jeżeli je zużyjemy szybciej, to mogą nie być tak bardzo odczuwalne, więc trzeba wyczuć, kiedy ich użyć. Jeżeli (…) Rosja teraz się wycofa i wykaże jakąś wolę ustępstw, np. w promowaniu porozumień mińskich czy w ogóle w ich realizowaniu, to może się to rozpłynąć, a jeżeli Rosja będzie dalej eskalowała, to wtedy faktycznie nie będzie problemu we wprowadzeniu nowych sankcji.

RIRM

drukuj