fot. PAP/Jacek Turczyk

W. Sumliński: Z pomocą Boga wygrałem w rozprawie z mafią państwową, z prezydentem Komorowskim na czele

Sąd Najwyższy uniewinnił Wojciecha Sumlińskiego ws. „Afery marszałkowej”. „Z pomocą Boga wygrałem w rozprawie sądowej z mafią państwową, na czele z prezydentem Polski Bronisławem Komorowskim i szefami wszystkich możliwych służb cywilnych i wojskowych” – powiedział w rozmowie z Redakcją Informacyjną Radia Maryja Wojciech Sumliński.

W dniu dzisiejszym Sąd Najwyższy zakończył historię, którą media nazwały „Aferą marszałkową” – wskazał publicysta.

Sąd Najwyższy uznał, że ta sprawa dla mnie się kończy. Tym samym usankcjonował dwa uniewinniające mnie wyroki sądowe, które zapadły w tej sprawie. Pierwszy z nich był w grudniu 2015 r., a drugi, prawomocny, zapadł 1 września 2016 r. Jak powiedział sędzia Piotr Gąciarek, który ocenił działania prok. Andrzeja Michalskiego (bardzo ważny prokurator w Prokuraturze Krajowej), „wykonywał on (prok. Michalski – przyp. RIRM) polecenia ABW”. Są to bardzo mocne słowa. W normalnych państwach odbywa się to w ten sposób, że policja, CBŚP czy służby specjalne działają na polecenie prokuratury i pod jej kontrolą, a tu sędzia stwierdził, że to prokuratura wykonywała polecenia służb specjalnych – Krzysztofa Bondaryka i jego zastępcy płk. Jacka Mąki – wskazał publicysta.

Jak dodał, ta sprawa od początku wyglądała w sposób niezwykły.

Było to zlecenie polityczne, w którym ja byłem jednym z dwóch celi. Chciano zniszczyć dziennikarza, którego jedyną winą było to, iż wykonywał swoje obowiązki i patrzył „ludziom na wysokich stołkach” na ręce. Chciał on pokazywać prawdę o takich ludziach jak Bronisław Komorowski. Był jeszcze jednak inny cel – komisja weryfikująca żołnierzy WSI pod kierunkiem Antoniego Macierewicza. Przy okazji tej sprawy także chciano zniszczyć tę komisję i skompromitować na wiele sposobów – zaznaczył Wojciech Sumliński.

Po dwóch wyrokach Sąd Najwyższy postawił „kropkę nad i” i zamknął tę sprawę – podkreślił publicysta i dodał, że był to dla niego bardzo trudny czas.

Koniec tej sprawy dla mnie powinien być początkiem dla wielu innych osób – powiedział dziennikarz.

Dwa sądy – sąd I instancji oraz II instancji – wskazały, że w tej sprawie został zawiązany „spisek na szczytach władzy”. Są to nie moje słowa, ale dwóch sędziów, którzy orzekali w tej sprawie. Był to spisek z udziałem Bronisława Komorowskiego – prezydenta Polski, Krzysztofa Bondaryka – szefa ABW i Pawła Grasia – przewodniczącego sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Dwa sądy wskazały, że taki spisek miał miejsce, ale skalę bezprawia musi ocenić oddzielne postępowanie. Zatem dla mnie ta historia się kończy, ale ona powinna być początkiem historii innych osób – wskazał.

Cała sprawa ukazała jedynie wierzchołek góry lodowej – zaznaczył Wojciech Sumliński.

Jeżeli wziąć tę sprawę tak naprawdę pod lupę i przyjrzeć się jej dokładnie od początku do końca, to wyjdą na światło dzienne rzeczy niebywałe. Dzisiejszy werdykt Sądu Najwyższego, który definitywnie zakończył dla mnie tę sprawę, powinien być jej nowym otwarciem. Cała sprawa pokazała, w jaki sposób działa mafia państwowa. Na czele tej mafii stał prezydent Polski Bronisław Komorowski, a udział w niej mieli m.in. Jacek Mąka – zastępca szefa ABW, Krzysztof Bondatyk – szef ABW, Paweł Graś i wiele innych osób. Ta sprawa tak naprawdę powinna się rozpocząć w tym momencie – powiedział publicysta.

Chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy wspierali mnie przez ostatnich dziewięć lat – powiedział publicysta.

Ostatnie dziewięć lat niczym tornado zmieniły moje życie. Zaczęło się to niesłuszną decyzją o aresztowaniu, doprowadziło mnie to w konsekwencji do załamania i – największego grzechu śmiertelnego – próby samobójczej. Wyspowiadałem się z tego, wstałem z kolan, poszedłem dalej i to już jest za mną. To był bardzo trudny czas. Bez przyjaciół i modlitwy wielu ludzi nie przeszedłbym tej trudnej drogi. Nikt nie przeszedłby takiej drogi bez wsparcia Boga. Na tej sprawie zrozumiałem, jak my niewiele znaczymy. Kiedy byłem wcześniej dziennikarzem, wydawało mi się, że odnoszę sukcesy, pracowałem w telewizji, wydawało mi się, że miałem dobrą pozycję, ale w ciągu jednej sekundy stajemy się prochem i pyłem, zniszczonym i pozostawionym na totalne zniszczenie. Dopiero w takiej sytuacji człowiek dotyka tej rzeczywistości, w której jest Bóg i widzi, że bez Boga nic nie może. Na kanwie tej sprawy odkryłem, że z Bogiem nadzieja nigdy nie umiera i jeżeli zawierzymy Bogu, to wszystko jest możliwe. Nawet wygranie z mafią państwową, w której jest prezydent państwa i szefowie wszystkich możliwych tajnych służb. Trudno wyobrazić sobie trudniejszych przeciwników niż tych, których ja miałem. Trudno wyobrazić sobie sprawę, w której po jednej stronie jest dziennikarz, a po drugiej polski prezydent i szefowie tajnych służb cywilnych i wojskowych. Przypomnę, że współpracował w tym przestępczym dziele z Komorowskim płk Leszek Tobiasz, który dziś już nie żyje. Była to bardzo ważna postać z WSI. Żaden człowiek – biorąc to po ludzku – nie miałby szans na wygranie takiej walki. To, że mi się udało nie jest moją zasługą. To jest zawierzenie Bogu, który mnie przez to przeprowadził. Jeżeli zawierzy się Bogu, to nie ma rzeczy niemożliwych – podkreślił Wojciech Sumliński.

Więcej o szczegółach sprawy można przeczytać [tutaj].

 

RIRM

drukuj