fot. PAP

Strażnicy miejscy po pożarze „tęczy” stracą pracę?

Kosztowna odbudowa za pieniądze podatników i możliwe zwolnienie z pracy strażników miejskich to konsekwencje za ponowne podpalenie „tęczy” – symbolu LGBT. O przyszłości funkcjonariuszy, którzy pełnili służbę na Placu Zbawiciela, gdy doszło do podpalenia zdecyduje komendant straży miejskiej.

Ewa Gawor z Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego powiedziała na antenie jednej ze stacji telewizyjnych, że strażnicy „powinni pożegnać się ze służbą”. „To trochę wstyd powiedzieć, że musimy pilnować tęczy” – stwierdziła.

Za całą ochronę kontrowersyjnego symbolu płacą Polacy. To skandal, „tęcza” w tym miejscu jest nieporozumieniem i władze Warszawy powinny podjąć decyzję o jej usunięciu – powiedział poseł Jacek Sasin.

– Miasto Stołeczne Warszawa ma naprawdę wiele poważnych spraw, które powinny być rozwiązane, a nie są. Stolica ma poważne wydatki, które są obcinane z tego powodu, że miasto mówi, iż ma problemy finansowe i zupełnie nie szczędzi tych środków na to, żeby nie tylko odbudowywać z uporem maniaka tę tęczę, ale zapewniać jej również całodobową ochronę. To skandal, że strażnicy miejscy zamiast być tam gdzie potrzebują ich obywatele, gdzie rzeczywiście poziom bezpieczeństwa w Warszawie nie jest tak wysoki jak oczekiwaliby stołeczni mieszkańcy – pilnują tej instalacji o wątpliwej artystycznej wartości w miejscu kontrowersyjnym, a mianowicie tuż obok Kościoła Najświętszego Zbawiciela – tłumaczył poseł Jacek Sasin.

Instalacja płonęła już po raz czwarty, pomimo, że na pl. Zbawiciela pojawiły się dodatkowe kamery, patrole policji i specjalny system nawadniania. Policjanci zatrzymali dwóch mężczyzn w wieku 41 i 47 lat, podejrzanych o podpalenie „Tęczy”. Według ustaleń byli nietrzeźwi – mieli po ponad 2 promile alkoholu w organizmie.

RIRM

drukuj