fot. flickr.com

Straż Graniczna zatrzymała na Pomorzu osoby odpowiedzialne za handel ludźmi

Pochodzą głównie z Ukrainy, Gruzji i Białorusi. Przybyli do Polski, aby zarobić na utrzymanie swoich rodzin. Padli jednak ofiarą handlu ludźmi. Właściciel firmy, w której byli zatrudnieni, zmuszał ich do ciężkiej pracy, nie płacąc im niemal żadnego wynagrodzenia, grożąc karami oraz stosując przemoc fizyczną. Zdarzenie miało miejsce na Pomorzu. Odpowiedzialni za proceder zostali zatrzymani przez Straż Graniczną w Gdańsku.

Zatrzymany Euzebiusz D. oraz jego dwie wspólniczki, za pomocą legalnie zarejestrowanych w Bolszewie i Kąpinie firm, już od 2016 roku sprowadzali do Polski i Szwecji pracowników ze wschodniej Europy.

– Te osoby były umieszczane w miejscach, gdzie nie było godnych warunkach zamieszkania. Nie było z nimi zawieranych żadnych formalnych umów związanych z świadczonych przez nich pracą – poinformowała Grażyna Wawryniuk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Gdy osoby te upominały się o zapłatę, pracodawca groził im deportacją lub oskarżał o kradzież, wysyłając zawiadomienie do organów ścigania.

– Albo im nie płacono wynagrodzenia, albo to wynagrodzenie było w kwotach, które uniemożliwiły godne warunki życia – powiedziała Grażyna Wawryniuk.

Mężczyzna zabierał pracownikom paszporty, potrącał im pieniądze za mieszkanie, rzekome ubezpieczenie oraz odzież roboczą. Dodatkowo, organizował obowiązkowe odprawy pracownicze, na których zastraszał pracowników, poniżał ich, ubliżał i bił. Karą za ucieczkę miało być odnalezienie i skrzywdzenie ich rodzin. Zatrzymany usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa związanego z handlem ludźmi.

– To przestępstwo zagrożone jest karą od trzech lat pozbawienia wolności. Jest to zbrodnia, czyli maksymalny wymiar wynosi tu 15 lat pozbawienia wolności. Kobiety oskarżono o pranie brudnych pieniędzy. To przestępstwo zagrożone jest karą od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności – wskazała rzecznik PO w Gdańsku.

Dwie wspólniczki wiele razy przelewały bowiem pieniądze pomiędzy kilkunastoma kontami bankowymi, dokonując finansowych oszustw. Wobec nich zastosowano środki wolnościowe.

– Są to poręczenia majątkowe w kwotach 200 i 100 tysięcy złotych oraz dozory policji połączone z zakazem kontaktowania się z pokrzywdzonymi oraz zakaz opuszczania kraju – poinformowała Grażyna Wawryniuk.

Z dotychczas dokonanych przez prokuraturę ustaleń wynika, że przestępcy skrzywdzili w ten sposób około 500 osób.

TV Trwam News/RIRM

drukuj