fot. PAP/EPA

Stan wyjątkowy we Francji?

Francuski rząd rozważa wprowadzenie stanu wyjątkowego. Po ostatnich ulicznych zamieszkach w Paryżu rannych zostało ponad sto trzydzieści osób, a czterysta zostało aresztowanych. To największe zamieszki we Francji od lat.

Zaczęło się spokojnie. Od protestu kierowców, tzw. „żółtych kamizelek”, przeciwko podwyżkom akcyzy na paliwo. Skończyło się tragicznie. Płonęły samochody, a nawet kilka budynków. Dochodziło do rozbojów, kradzieży i bójek. Do akcji musiały wkroczyć siły bezpieczeństwa. W wyniku zamieszek ponad sto trzydzieści osób zostało rannych, czterysta zatrzymano.

– Wczoraj było od tysiąca do półtora tysiąca osób, które były tam, by walczyć z policją, niszczyć i grabić – poinformował Benjamin Griveaux, rzecznik francuskiego rządu.

Władze w Paryżu rozważają wprowadzenie stanu wyjątkowego.

–  Nie możemy dopuścić do tego, że każdy weekend staje się spotkaniem lub rytuałem przemocy – akcentował rzecznik francuskiego rządu.

Choć wielu mieszkańców Francji jest przeciwna takim protestom, to jak mówią, zmusza ich do tego obecna sytuacja w kraju.

– To smutne, że ludzie, którzy są głodni, są zmuszeni do podjęcia takich kroków, by ich wysłuchano. Myślę, że w demokratycznym społeczeństwie jest to bardzo przykre – mówiła jedna z mieszkanek Paryża.

– To tragiczne, ale myślę, że niestety to obecnie jedyny sposób komunikowania się z rządem. Należy wziąć pod uwagę to, co wydarzyło się wczoraj. Prezydent Macron musi zaakceptować to, co się wydarzyło, bo jest to nieco z jego winy. Tylko on może zmienić sytuację, bo ludzie nie zatrzymają się – podkreślał inny z mieszkańców stolicy Francji.

Minister spraw wewnętrznych Francji utrzymuje, że za weekendowe zamieszki w kraju nie odpowiadają niezadowoleni kierowcy, tylko zwykłe, chuligańskie bojówki.

– Rzeczywistość jest taka, że siły bezpieczeństwa są atakowane. I naprawdę mówię o ataku, bo ci, którzy tam byli nie są demonstrantami, nie są „żółtymi kamizelkami”. Żółte kamizelki walczą o sprawę, demonstrują, mają roszczenia i to jest całkowicie uzasadnione. Jednak ci, którzy tam byli, przyszli, aby niszczyć, kraść, ranić, a nawet zabijać – wskazywał Christophe Castaner, minister spraw wewnętrznych Francji.

Jak oceniają zagraniczne agencje informacyjne, sobotnie zamieszki w Paryżu, były największymi rozruchami w stolicy Francji od wielu lat.

TV Trwam News/RIRM

drukuj