fot. flickr.com

Sprawa wycieku akt w prokuraturze

Prokuratura pracuje nad sprawą wycieku akt z tzw. afery taśmowej. Według śledczych, biznesmen Zbigniew S. mógł działać na zlecenie. Akta umieszczone w Internecie miał skopiować jeden z adwokatów. Według jednej ze stacji zrobili to aplikanci obrońców Marka Falenty, podejrzanego o zlecenie nagrywania.

Jeden ze śledczych powiedział, że „poszlaki wskazują na to, że S. był tylko wykonawcą pewnego zlecenia, które realizowała zaangażowana do tego firma PR”.

Od początku było widać, że Zbigniew S. był tylko przekaźnikiem tych materiałów, bo nie był osobą upoważnioną do dostępu – mówi poseł Marek Opioła, z sejmowej komisji ds. specsłużb.

– Wczoraj jedna z kancelarii przyznała się do tego, że to jej aplikanci robili zdjęcia tych akt. Wiadomo, więc jaka jest to kancelaria. Co dalej działo się z tymi materiałami – to jak rozumiem – śledczy będą ustalać, w jaki sposób zostały one przekazane panu Zbigniewowi S. W najbliższą środę będziemy mieli na komisji Prokuratora Generalnego, więc będziemy mogli zadać prokuraturze pytanie, czy można było w jakiś sposób temu przeciwdziałać, czy można było nie dopuścić do sytuacji, w której upubliczniono tyle tomów. Jest to kopalnia wiedzy niezbędna dla organizacji przestępczych, dla obcych służb specjalnych. Miało to służyć zupełnemu paraliżowi tego śledztwa – powiedział poseł Marek Opioła.

Chodzi o opublikowane przez Zbigniewa S. na Facebooku 13 z 20 tomów akt śledztwa tzw. afery taśmowej z udziałem czołowych polityków PO. Dokumenty zawierają zeznania świadków ich dane osobowe, a także dowody ze śledztwa.

RIRM

drukuj