Sny polityków

Po prawie dwóch stuleciach pozbawienia politycznej niepodległości – z przerwą pomiędzy I i II wojną światową – musi nam dzisiaj doskwierać nade wszystko jakieś rozchwianie postaw w sprawie czwartego przykazania odnośnie do zawartego w nim obowiązku czci wobec Ojczyzny. Z pewnością wszyscy nasi zaborcy i okupanci bardzo pracowali nad tym, abyśmy ten obowiązek zarówno błędnie rozpoznawali, jak i źle wypełniali, chociaż z pewnością przetrwaliśmy i odrodziliśmy się dzięki patriotyzmowi poprzedzających nas pokoleń. Domniemywać jednak należy, że ten element naszej formacji moralnej jest dzisiaj najbardziej zaniedbany i pewnie dlatego śpimy spokojnie, chociaż politycy dokonują demontażu naszego państwa na rzecz nowego europejskiego państwa, Unii Europejskiej.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby dzisiejsze państwa powiązały się ściślejszą współpracą i więzami. Także ojciec M.A. Krąpiec zwracał uwagę na słuszność tworzenia takich ponadpaństwowych form organizacyjnych i przewidywał ich pojawienie się w przyszłości. Nie mogą one być jednak jakimś dużym, ponadpaństwowym obozem koncentracyjnym, którego celem jest odczłowieczenie – nie moralny rozwój jego „mieszkańców”, a sposobem rządzenia nie jest przekonywanie – lecz metoda kija i marchewki.
Czyż tak jednak nie jest w UE? Oczywiście wielu dzisiaj nie rozumie, że np. zmuszanie służby zdrowia do uczestniczenia w zbrodniczych praktykach niezgodnych z sumieniem (czyli rozumem kierującym działaniem moralnym) ze swojej istoty nigdy nie może pomóc rozwojowi człowieka, ale może w nim tylko przeszkodzić. Jakże bowiem może pomóc człowiekowi w rozwoju najistotniejszej dla niego rozumności zmuszanie do działań, które muszą być odczytywane przez „zdrowy rozum” jako zbrodnia? To tylko wypaczony jakąś poważną wadą moralną rozum może uznać zabójstwo niewinnego i bezbronnego własnego dziecka za właściwe. Tymczasem projekt prawny UE nakazuje zmuszanie służby zdrowia do tych praktyk. Czy o tym fakcie słyszeliśmy? A chcielibyśmy usłyszeć?
Przypomnę zatem, że sami supeeksperci prawni UE orzekli w 2005 roku (oceniając projekt słowackiego nowego konkordatu ze Stolicą Apostolską), że prawne zakazy aborcji są niewłaściwe, ponieważ nie służą zdrowiu ciężarnych kobiet. Z braku bowiem legalnej, a tym samym „bezpiecznej” dla zdrowia aborcji jakoby sięgają one po aborcję nielegalną, a ta jest niebezpieczna dla ich zdrowia. Skoro jednak obowiązującym w całej UE prawem jest równy dostęp do usług medycznych, to prawne zakazy aborcji stanowią złamanie unijnego prawa. Oto zatem opinia nie przewodniczącego Parlamentu Europejskiego, który niedawno zapewniał Irlandczyków, że UE nie miesza się do aborcji, ale opinia najlepszych znawców unijnego prawa, bo przecież na zlecenie Komisji Europejskiej najpewniej nie pracują partacze i dyletanci, tylko superspecjaliści.
Wedle zatem tej prawnej ekspertyzy sumienia pracowników służby zdrowia wymawiających się od spełnienia żądania aborcji są błędnie ukształtowane i łamią unijne prawo. Domyślać się zatem należy, że ekspertyza pośrednio postuluje wprowadzenie na terenie całej UE jednolitego prawa dotyczącego aborcji, prawa zabezpieczającego równość dostępu do „usług zdrowotnych”, czyli „prawa” zezwalającego na aborcję. Drugą praktyczną implikacją tej ekspertyzy jest łamanie sumień i karanie pracowników służby zdrowia wymawiających się od dokonywania aborcji, bo stanowią oni w ten sposób jakoby zagrożenie zdrowotne obywatelek UE.
Czy może być bardziej jaskrawy fakt świadczący o antyludzkim obliczu projektu UE, jeśli przewiduje się w nim zmuszanie obywateli do współuczestniczenia w zabijaniu poczętych dzieci? Na wszelki wypadek dodam jeszcze, że wszystkie dotychczas wpisywane do traktatów unijnych „gwarancje” czy „protokoły” (włącznie z protokołem brytyjsko-polskim) respektowania prawa państw członkowskich odnośnie do aborcji nie mają żadnego znaczenia w polizbońskiej UE. Wyjaśnia się to nam nawet w „Rzeczpospolitej”, wskazując, że art. 48 traktatu z Lizbony gwarantuje wprowadzenie nowego porządku prawnego na zasadzie już odgórnej decyzji kierujących unijnym państwem.
O czym zatem rozmyślają nasi politycy, podejmując decyzje? Czy wzorem wszystkich poprzedzających nas pokoleń Europejczyków pokrzepiają się także „Snem Scypiona”, politycznym testamentem Cycerona nagrodzonego mianem „ojca ojczyzny” z racji obrony republiki rzymskiej przed kanaliami typu Katyliny? Czy pokrzepiają się słowami Scypiona Afrykańczyka (Starszego) – zwycięzcy barbarzyńskiej Kartaginy – że „dla wszystkich, którzy strzegli ojczyzny, wspierali ją i umacniali, istnieje w niebiosach pewna kraina, gdzie zaznają wiecznej szczęśliwości”, bo „praca dla dobra ojczyzny nie ma tu sobie równych”. Ileż więcej pokrzepienia w swoich trudnych decyzjach mogą znaleźć chrześcijańscy politycy! Czyżby jednak w ramach swojej „służby ojczyźnie” pragnęli łamania sumień obywateli? Czy dlatego milczą i śpią spokojnie w obliczu zapowiedzi takiej akcji?


Marek Czachorowski
drukuj