fot. flickr.com

SN domaga się interwencji rządu ws. miasteczka namiotowego

Sąd Najwyższy chce interwencji rządu ws. miasteczka namiotowego, które od ponad miesiąca stoi przed siedzibą instytucji w Warszawie. Protestujący oczekują uwolnienia Zygmunta Miernika, skazanego za rzut tortem w sędzię ze sprawy Czesława Kiszczaka.  

List domagający się stanowczego działania wobec manifestacji skierowała do ministra Henryka Kowalczyka, nadzorującego likwidowany resort Skarbu Państwa, Pierwsza prezes Sądu Najwyższego.

Małgorzata Gersdorf stwierdza w nim, że minister powinien zwrócić uwagę na trwałe „negatywne skutki oddziaływania protestu na nieruchomość”, która należy do Skarbu Państwa.

Jednocześnie Pierwsza prezes Sądu Najwyższego podkreśla, że protestujący „niszczą zieleń utrzymywaną przez Sąd oraz załatwiają potrzeby fizjologiczne na wskazanym trawniku”.

Adam Słomka, organizator protestu i członek Konfederacji Polski Niepodległej, wskazuje, że to kolejne już działanie ze strony Sądu, mające na celu zakończenie akcji.

To jest identyczny pomysł, na załatwianie spraw poważnych problemów w Polsce przy pomocy listów, jaki kiedyś stosował Jaruzelski ze swoimi kompanami. Oni też wysyłali tego typu listy po różnych instytucjach i opowiadali w mediach jakieś głupstwa. Prawdą jest, że pani Gersdorf wydała miesiąc temu zarządzenie utrudniające nam dostęp do toalety. Przez kilka dni w ogóle zabraniano nam dostępu do wody, mimo że jesteśmy obywatelami, którzy płacą podatki i mogliby korzystać z toalety ogólnopublicznej w Sądzie – podkreśla Adam Słomka.

Obok uwolnienia z aresztu Zygmunta Miernika, protest przed Sądem Najwyższym ma na celu zwrócenie uwagi władzy na nieprawidłowości w polskim sądownictwie. Manifestanci wskazują m.in., że obecnie sądami rządzą ci sami sędziowie, którzy w czasie komunizmu wydawali niesłuszne wyroki wobec członków opozycji.

 

Zuzanna Dąbrowska/RIRM

drukuj