fot. Monika Bilska

Jest śledztwo ws. propagowania faszyzmu podczas Marszu Niepodległości

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście wszczęła śledztwo w sprawie propagowania faszyzmu i nawoływania do nienawiści podczas Marszu Niepodległości.

11 listopada pod hasłem „My chcemy Boga” ulicami stolicy przeszło około 60 tys. osób. Wśród uczestników była grupka niosąca transparenty, na których widniały m.in. hasła „Europa będzie biała albo nie będzie jej wcale”, czy „Czysta krew”. Pojawiły się także doniesienia o wykrzykiwaniu haseł takich, jak: „Usunąć żydostwo od władzy” czy „Biała siła”.

Zbigniew Ziobro, szef resortu sprawiedliwości, podkreśla, że incydenty, które zdarzyły się na Marszu Niepodległości nie powinny mieć miejsca, jednak ich skala jest zdecydowanie mniejsza w porównaniu do tych sprzed kilku lat.

– Zdarzyły się tam incydenty, które nie powinny (się zdarzyć); zdarzyły się tam hasła, które nie powinny mieć miejsca, które są godne potępienia. Ale przypomnę, że za czasów Platformy zdarzały się incydenty na dużo większą skalę. Też były różne hasła głoszone. Były palone budki pod ambasadami, były palone, czy atakowane też wozy transmisyjne, np. telewizji TVN, z tego co pamiętam. To były czyny naganne, które nie powinny się zdarzyć, a teraz tego nie ma. Czyli jest zmiana jakościowa, a jeżeli dochodzi, to wtedy aparat państwa ma obowiązek wszcząć postępowanie wtedy i tylko wtedy, jeżeli ktoś dopuści się złamania prawa, które jest regulowane w Kodeksie wykroczeń lub Kodeksie karnym – mówi Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości.

Zawiadomienie, które wpłynęło do prokuratury wobec organizatorów Marszu i osób niosących transparenty, złożył m.in. Jonny Daniels, prezes fundacji From the Depths.

RIRM

drukuj