fot. PAP/Marcin Obara

Dwa śledztwa związane ze sprawą sędziego Łączewskiego

Dwa śledztwa związane z sędzią Wojciechem Łączewskim prowadzi Prokuratura Regionalna w Krakowie – w sprawie podejrzenia włamania na konto i podszywania się pod niego oraz fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, którego nie było i fałszywych zeznań.

Jak podał w piątek PAP rzecznik tej prokuratury prok. Włodzimierz Krzywicki, prokuraturze udało się nawiązać kontakt z serwisem społecznościowym Twitter.

„Prokuratura zwróciła się o informacje dostępne tylko redakcji tego serwisu, które mogły potwierdzić albo zadać kłam wersji pana sędziego Łączewskiego. Korespondencja w dalszym ciągu trwa, ponieważ Amerykanie domagają się od nas kolejnych wyjaśnień na temat polskiego prawa, które nie jest spójne z prawem amerykańskim. W związku z tym nie uzyskaliśmy jeszcze finalnej informacji, o która wystąpiliśmy i która rozstrzygałaby sprawę. W związku z tym oba śledztwa nadal się toczą” – wyjaśnił rzecznik.

Media podawały na początku 2016 r., że Łączewski miał oferować w internecie pomoc osobie podszywającej się pod znanego dziennikarza w działaniach przeciw obecnemu rządowi. Jedna z gazet opublikowała rozmowy, jakie sędzia miał prowadzić w sieci pod nazwiskiem „Marek Matusiak” z internautą, który podszył się pod Tomasza Lisa. Sędzia miał się także zjawić na spotkaniu z tym internautą. O podszywaniu się pod jego osobę powiadomił prokuraturę sam sędzia.

Śledztwo ws. podszywania się pod Łączewskiego prowadziła początkowo Prokuratura Okręgowa w Warszawie, potem sprawę przeniesiono do Prokuratury Regionalnej w Krakowie.

W październiku 2016 r. media podawały, że biegli wykluczyli możliwość włamania do komputera, tabletu i telefonu komórkowego sędziego. Informacji tej nie potwierdziła wtedy prokuratura.

„Jedyna informacja, jaką mogę przekazać, to że prokurator prowadzący to śledztwo nikomu nie przekazywał wiedzy na temat zawartości opinii, która jest wydana w sprawie. To co się ukazało w mediach, to jest coś, co jest poza naszą kontrolą” – oceniał wtedy prok. Krzywicki. Rzecznik przypomniał, że w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi toczy się postępowanie na temat nielegalnego ujawniania informacji z tego śledztwa.

Krzywicki potwierdził wtedy, że śledczy otrzymali opinię biegłego informatyka, który badał sprzęt informatyczny sędziego Łączewskiego po kątem ewentualnego włamania się i „kradzieży tożsamości”, ale nie ujawnił jej treści.

„Opinia wpłynęła, jest przedmiotem analizy i dalszych czynności dowodowych w tej sprawie” – zaznaczył.

Według mediów, ustalenia biegłych informatyków mogą oznaczać, iż sędzia Łączewski mijał się z prawdą twierdząc, iż włamano się do jego komputera. Z ujawnianej wówczas analizy informatyków, wynikałoby, że w sprzęcie sędziego Łączewskiego nie było szpiegowskiego oprogramowania, które mogłoby posłużyć do włamania i rozsyłania w jego imieniu wiadomości na portalu internetowym, zaś zdjęcie, tzw. selfie, które sędzia wysłał do swojego rozmówcy (przepraszając, że jest na nim w rozciągniętej koszulce), zostało zrobione jego telefonem. Poprzez tzw. chmurę, umożliwiającą automatyczne przesyłanie plików i zapisywanie ich zdalnie na innych urządzeniach, miało się znaleźć w innych komputerach Łączewskiego i w jego tablecie.

Była to kolejna opinia biegłych, którzy kilka razy przebadali komputer stacjonarny, laptop, tablet i telefon sędziego, który po ujawnieniu tej sprawy sam zwrócił się o śledztwo – podawały media.

Czynności wyjaśniające co do zachowania Łączewskiego w tej sprawie w lutym 2016 r. zaczął sędziowski rzecznik dyscyplinarny.

„Ja w zasadzie swoje czynności już zakończyłem, natomiast od kilku miesięcy usiłuję dostać z prokuratury dwa dowody, które pozwolą mi zakończyć postępowanie, czyli opinię biegłego informatyka oraz informację, o które prokurator zwrócił się do amerykańskiego Twittera” – powiedział PAP w piątek sędziowski rzecznik dyscyplinarny sędzia Marek Hibner. Dodał, że jeśli ten okres oczekiwania będzie się przedłużał, to zawiesi swoje postępowanie, które cały czas jest formalnie na etapie „czynności wyjaśniających”.

O zbadanie sprawy zwróciła się do rzecznika Krajowa Rada Sądownictwa oraz prezes Sądu Okręgowego w Warszawie. Łączewski obecnie orzeka w wydziale cywilnym Sądu Rejonowego Warszawa-Śródmieście.

W marcu 2015 r. Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście pod przewodnictwem Łączewskiego nieprawomocnie skazał Kamińskiego (b. szefa CBA; dziś – ministra koordynatora służb specjalnych) i Macieja Wąsika (b. zastępcę Kamińskiego w CBA) na 3 lata więzienia i 10-letni zakaz zajmowania stanowisk, m.in. za przekroczenie uprawnień i nielegalne działania operacyjne CBA podczas akcji ws. „afery gruntowej” w 2007 r. Na kary po 2,5 roku skazano członków kierownictwa CBA. Pod koniec 2015 r. wszystkich ułaskawił prezydent Andrzej Duda.

W maju br. siedmioro sędziów SN uznało, że prezydenckie prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych, zaś zastosowanie prawa łaski przed datą prawomocności wyroku nie wywołuje skutków procesowych.

W październiku 2013 r. sędzia Łączewski, skazując pseudokibiców za antyżydowskie hasła na meczu ligowym, nakazał im m.in. obejrzenie filmu Izabelli Cywińskiej „Cud purymowy”. W sierpniu 2014 r. sędzia Łączewski nakazał warszawskiej prokuraturze wznowienie śledztwa w sprawie organizacji przez cywilnych urzędników lotów premiera Donalda Tuska i prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska z kwietnia 2010 r. W 2014 r. prokuratura ostatecznie umorzyła to śledztwo – obecnie w tej sprawie trwa proces m.in. Tomasza Arabskiego z oskarżenia prywatnego części rodzin ofiar katastrofy.

PAP/RIRM

drukuj