„Skrawek Polski”. Walki o Monte Cassino wspominają polscy weterani (reportaż)

Włochy. 18 maja na Polskim Cmentarzu Wojennym odbywają się uroczystości upamiętniające 72. rocznicę zakończenia bitwy pod Monte Cassino. W obchodach biorą udział kombatanci, którzy walczyli tu w szeregach 2. Korpusu Polskiego.

„A co ja pamiętam…” – mówi pan Adam Gazur, uczestnik walk, od 1947 roku mieszkający w Wielkiej Brytanii. – Byłem tutaj. Walczyłem aż do końca wojny. Jak nas bombardowali, to było ciężko, trzeba się było jakoś chronić, żeby nie zginąć. Pamiętam to miejsce, gdzie walczyłem, o, tam, w tamtym kierunku – wskazuje za siebie. Na pytanie, czemu dziś wrócił, odpowiada jak wszyscy, stanowczo: – To są nasi koledzy, leżą tutaj, w grobach.

Obok, na inwalidzkim wózku siedzi kobieta. Na lewej piersi ma medale, na głowie czarny beret z orzełkiem, dwie gwiazdki. – Gradosielska, z domu Mączka, dopiero po wojnie wyszłam za mąż – tłumaczy pani Danuta, i wspomina: – W kompanii było nas ponad 300 dziewcząt.

– Służyłam w 316 Kompanii Transportowej, która dostarczała we Włoszech całe zaopatrzenie dla wojska polskiego. Nawet Anglicy prosili o nasze usługi – kobiety-kierowcy były bardzo cenione. Pracę spełniałyśmy bardzo sumiennie. 316 Kompania Transportowa. Od 4 maja 1944 roku już byłyśmy w akcji, zostawiałyśmy zaopatrzenie dla wojska, które szło aż do Monte Cassino, do Bolonii, do końca wojny. Dostarczałyśmy amunicję, żywność, benzynę, wszystko – wyjaśnia „driverka”.

Pani Danuta zwraca też uwagę, że mówi się głównie o żołnierzach, a były i Kompanie Transportowe. – Mało kto o tym mówi, a byłyśmy przecież kobietami–żołnierzami. 316 Kompania Transportowa – dodaje, jakby chciała się upewnić, że będziemy pamiętać.

Miejsce na przodzie zajmuje żołnierz 2. Korpusu Polskiego por. Edmund Szymczak. 93 lata, siwy, skromny. „Zwyciężyliśmy, bo mieliśmy dobre dowództwo”; zamyśla się.

– Ciężkie momenty? Jako żołnierz nie myśli się o takich rzeczach. Żołnierz jest po to, żeby wykonał rozkaz. Dobry żołnierz myśli o tym, żeby przeżyć i żeby wykonać zadanie, które mu dano. I to zawsze staraliśmy się zrobić – tłumaczy porucznik.

Samej walki nie chce pamiętać. Po zdobyciu Monte Cassino nie czuł radości.

– Ulga była. To „nareszcie”, że będzie spokój… To nie była radość, tylko ulga – że to zostało zakończone. Bo to była naprawdę paskudna rzecz. Wojna to jest paskudna rzecz. To nie jest przyjemność. W wojnie nie ma przyjemności. Każdy ruch, każdy dzień był stresem. Człowiek nie wie, czy będzie jutro żył czy nie. Już więcej nie chcę mówić – ucina,  uśmiechając się przepraszająco.

Porucznik Edmund Szymczak ojczyznę opuścił w wieku 15 lat. Od tej pory cały czas przebywa za granicą. „Jak idziesz w świat, miej oczy otwarte, uszy otwarte i buzię zamkniętą, a daleko zajdziesz” – radzi na koniec.

Wśród uczestniczących w uroczystościach polskich bohaterów jest również pani Kazimiera Janota–Bzowska, sekretarz Związku Karpatczyków. – Ja nie walczyłam, byłam w owym czasie w obozach niemieckich – tłumaczy. – Dopiero po wojnie poznawałam ich wszystkich, ich historie. Od tego czasu zawsze tu przyjeżdżam – dodaje.

– To jest miejsce uświęcone, to jest kawałek Polski. O tę Polskę oni walczyli. To jest po prostu ich miejsce. Święte miejsce. (…) Bycie tu to lekcja historii, a przede wszystkim lekcja patriotyzmu. Ci, którzy tu walczyli, byli młodymi ludźmi, którzy przeszli straszną wojnę, a zanim przeszli wojnę, przeszli obozy. Oni z tych obozów tutaj przychodzili, tutaj walczyli o wolną Polskę – opowiada pani Kazimiera Janota-Bzowska.

* * *

Bitwa pod Monte Cassino była jedną z najkrwawszych w II wojnie światowej. Wzięli w niej udział Polacy dowodzeni przez gen. Władysława Andresa. Poległo w niej 923 żołnierzy polskich.

Tekst: Mateusz Wójtowicz

Materiały: Agnieszka Dąbrowska

RIRM

drukuj