SBU ustaliła, kto zorganizował rzekomy protest „Polaków”

Służba Bezpieczeństwa Ukrainy ustaliła, kto zorganizował rzekomy protest „Polaków” na trasie między Lwowem, a prowadzącym do Polski przejściem granicznym w Rawie Ruskiej. W blokadzie nie uczestniczył ani jeden Polak.

Środowy protest zorganizowano we wsi Grzęda na Ukrainie. Grupa około 150 osób, blokując trasę między Lwowem a prowadzącym do Polski przejściem granicznym Rawa Ruska – Hrebenne, skandowała hasła rzekomo broniące praw Polaków. Na transparentach i plakatach widniały m.in. napisy: „Stop ludobójstwu Polaków”, „Polacy chcą pokoju”,  „To też jest nasza ziemia” oraz „Wołyń w sercach”.

Jak ustaliła ukraińska policja, wśród demonstrantów nie było w ogóle Polaków. Byli za to wynajęci przez organizatorów uczestnicy akcji, którym zapłacono około 200 hrywien, czyli 30 złotych.  W całej sprawie przesłuchano już ponad 100 świadków. Zleceniodawcą blokady – według Służby Bezpieczeństwa Ukrainy – był przywódca radykalnej ukraińskiej organizacji „Nadżak” Mykoła Dulski. Ma on być znanym agentem wpływu rosyjskich służb specjalnych, który za pieniądze prowadzi od 2015 r. aktywną działalność antyukraińską. Jest on poszukiwany przez ukraińskie władze i ukrywa się w Rosji.

Już wczoraj prokuratura obwodu lwowskiego zatrzymała dwóch mieszkańców Kijowa, którzy uczestniczyli w proteście. Prowadzone jest przeciwko nim śledztwo z paragrafów o zamachu na integralność terytorialną państwa oraz o naruszeniu równych praw obywateli ze względu na ich przynależność rasową i narodową.

Ukraińskie media przekonują, że za akcjami przy granicy z Polską stoją te same siły, które w nocy z wtorku na środę ostrzelały konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Łucku na północnym-zachodzie kraju. Zdaniem szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy obwodu lwowskiego Wiktora Andrejczuka, najprawdopodobniej są to rosyjskie służby specjalne.

TV Trwam News/RIRM

drukuj