fot. M. Borawski/Nasz Dziennik

Sądzeni za sprzeciw wobec „cywilizacji śmierci”

Do przyszłego tygodnia gdański sąd odroczył wydanie wyroku w sprawie dwóch młodych uczestników protestu przeciwko lewicowej manifestacji. Zdaniem prokuratury zgromadzenie osób mówiących głośne „NIE” dla „ideologii gender” i „cywilizacji śmierci” – było nielegalne. W rzeczywistości chodziło o obronę religii i rodziny.

To 8 marca 2014 r. ulicami Gdańska przeszła zorganizowana przez lewicę Manifa. Demonstranci wznosili hasła promujące tzw. aborcje, gender i edukację seksualną w szkołach. Przeciw tej manifestacji i głoszonej w ten sposób ideologii protestowały grupy młodzieży narodowej. Policja kordonem oddziela jednych od drugich. Część narodowców wylegitymowano, a dwóch z nich postawiono przed sądem.

Krzysztof Przyborowski i Mateusz Ropela zostali obwinieni o zorganizowanie nielegalnego zgromadzenia i przewodniczenie temu zgromadzeniu. Zarzuty te są bezpodstawne – mówi obrońca jednego z obwinionych mec. Kazimierz Smoliński.

– Fakt uczestnictwa w nielegalnej demonstracji został spowodowany tym, że oni będąc w małych grupkach, zostali zepchnięci przez policję w duże zgromadzenie i wtedy uznali, że jest to nielegalne zgromadzenie – tłumaczy Kazimierz Smoliński.

Sami obwinieni mówią, że sprzeciw wobec Manify był ich obowiązkiem.

– Uczestnicy Manify głosili hasła antykatolickie i antyrodzinne, które godzą w porządek prawny naszego państwa. Były to hasła nawołujące do aborcji, in vitro, eutanazji, wprowadzenia gender i edukacji seksualnej – tłumaczy jeden z obwinionych Krzysztof Przyborowski.

Drugi z obwinionych Mateusz Ropela również nie rozumie sytuacji, przez którą jest ciągany po sądach.

– Mogłoby się wydawać, że za takie postawy powinniśmy być w jakiś sposób nagrodzeni. Okazuje się jednak, że jesteśmy ciągani już od wielu miesięcy  po sądach – mówi Mateusz Ropela.

Trwający od marca proces obserwuje pedagog dr Andrzej Kołakowski. Jego zdaniem nie dotyczy on de facto zakłócenia demonstracji, ale obrony wartości.

– Ten proces, który się toczy pokazuje, że nadal obrona wartości niesie ze sobą ryzyko konsekwencji prawnych – wyjaśnia dr Andrzej Kołakowski.

W poniedziałek (09. listopada) miał zapaść wyrok w tej sprawie, ale sędzia postanowiła, że nastąpi to 16 listopada.

TV Trwam News/RIRM

drukuj