Sąd nie chciał słuchać polskiej senator

W Kolonii odbyła się rozprawa odwoławcza przed sądem apelacyjnym w sprawie o rzekome naruszenie dóbr osobistych szefowej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach przez Powiernictwo Polskie. Wyrok ma zostać ogłoszony 23 grudnia.

Wyższy Sąd Krajowy w Kolonii wyraził swoją opinię i zasugerował utrzymanie w mocy orzeczenia sądu poprzedniej instancji na korzyść Steinbach. Nie pomogły zapewnienia pełnomocnika pozwanych mecenasa Andrzeja Remina, który argumentował, że ulotka nie miała na celu obrażenia kogokolwiek i nie była skierowana personalnie przeciw Erice Steinbach, lecz miała charakter czysto symboliczny, ponieważ postać szefowej Związku Wypędzonych jest kojarzona w Polsce z problemem roszczeń niemieckich, które wzbudzają duże obawy. Dorota Arciszewska-Mielewczyk poprosiła sąd o możliwość swobodnej wypowiedzi, ale sędziowie nie chcieli jej na to zezwolić, twierdząc, że sąd to nie scena politycznych wystąpień. W efekcie sędziowie nie zezwolili polskiej senator na zaprezentowanie argumentów, uznając, iż sala sądowa nie jest miejscem na wygłaszanie historycznych manifestów. Po protestach strony polskiej zgodzono się na wypowiedź, lecz po tym, jak senator zaczęła mówić o Rumii jako miejscu urodzenia Eriki Steinbach, o obozie koncentracyjnym Stutthof oraz tysiącach zagazowanych Polaków, sąd natychmiast odebrał jej głos, twierdząc, że ta historia jest znana i nie trzeba jej przypominać.


Nie o wszystkim można mówić


– Najbardziej mnie zszokowało, że sąd nie pozwolił mi zabrać głosu – powiedziała nam po rozprawie senator Arciszewska-Mielewczyk. – Sędzia stwierdził, że to nie jest miejsce na wykład historyczny i pozbawił mnie możliwości zabrania głosu i wyjaśnienia naszych argumentów – czym była owa ulotka, dlaczego ją pokazaliśmy. Nie mogliśmy wyjaśnić, że nasza ulotka nikogo nie obraża i posługuje się jedynie symbolami, które przecież nawiązują do takich, a nie innych zachowań Związku Wypędzonych – dodała senator. Zdaniem Arciszewskiej-Mielewczyk, można odnieść wrażenie, iż próba podniesienia przez nią takich właśnie argumentów byłaby dla sądu niewygodna. – Jeżeli nie chce wysłuchać się jednej ze stron, to można odnieść wrażenie, że z rzetelnością procesową jest w niemieckich sądach różnie – powiedziała nam pani senator, dodając, że zarówno ona osobiście, jak i reprezentowane przez nią Powiernictwo Polskie ma poważne zastrzeżenia co do przebiegu procesu. Pozew o naruszenie dóbr osobistych przeciwko Dorocie Arciszewskiej złożyła przewodnicząca Związku Wypędzonych Erika Steinbach, która poczuła się urażona ulotką opublikowaną przez Powiernictwo Polskie (widnieje na niej jej podobizna, a także wizerunek germańskiego rycerza i żołnierza Waffen-SS. Poniżej zamieszczono cytat z przemówienia Adolfa Hitlera). Pozew trafił do sądu w Kolonii, który w pierwszej (przegranej przez Arciszewską) sprawie zakazał kolportowania plakatu pod groźbą grzywny do 250 tys. euro lub do pół roku pozbawienia wolności. Niemieccy sędziowie nakazali Powiernictwu Polskiemu pokrycie kosztów procesowych, wynoszących około 5 tys. euro.


Waldemar Maszewski, Hamburg
drukuj