fot. PAP/Rafał Guz

S. Szwed o dyrektywie dot. pracowników delegowanych: Nie znaleźliśmy większości, by te główne decyzje odrzucić

Przyjęcie unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych odbyło się przy sprzeciwie Polski i Węgier; na tym etapie nie znaleźliśmy już większości, by odrzucić główne zapisy – podkreślił wiceszef Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Stanisław Szwed.

Dyrektywę uderzającą w polskich transportowców ostatecznie zatwierdzili w tym tygodniu w Luksemburgu unijni ministrowie ds. społecznych. Od głosu wstrzymały się Łotwa, Litwa, Chorwacja i Wielka Brytania. [czytaj więcej]

Przepisy ograniczają okres delegowania pracowników do roku z możliwością przedłużenia o 6 miesięcy. Po okresie delegowania pracownik ma otrzymywać pensję minimalną kraju przyjmującego.

Wiceminister Stanisław Szwed wskazywał w Luksemburgu, że dyrektywa jest niekorzystna z punktu widzenia interesów polskich firm.

– Polska od samego początku była przeciwna zmianie dyrektywy. Warto przypomnieć, że dwa lata temu udało nam się wprowadzić procedurę żółtej kartki, ale niestety po tych dwóch latach, dzisiaj te wiadomości nie są korzystne dla naszych pracowników delegowanych. A warto przypomnieć, że ponad 500 tys. polskich pracowników jest delegowanych do krajów Unii Europejskiej i to jest duży procent, bo to jest ponad 20 proc. obywateli, którzy są delegowani. Ta decyzja zapadła przy sprzeciwie Polski. Nie znaleźliśmy większości, żeby te główne propozycje odrzucić – powiedział Stanisław Szwed.

Po przyjęciu przepisów Polska i Węgry wydały wspólne oświadczenie. Podkreśliły w nim, że zmiana dyrektywy w nieuzasadniony i nieproporcjonalny sposób ograniczy swobodę świadczenia usług, głównie małych i średnich firm.

Jak napisano, przepisy zamiast być instrumentem ochrony pracowników, staną się narzędziem dla działań protekcjonistycznych. Niekorzystne dla Polski regulacje mają wejść w życie w połowie 2020 r.

RIRM

drukuj